Wywiad z Virą – Hiro – Marzec 2007

W marcowym numerze magazynu lifestylowego HIRO ukazał się wywiad z jedną z głównych twórców Electroclash Polska. Dzięki uprzejmości redakcji Hiro, możecie go również w całości przeczytać u nas :) Vira opowiedziała o początkach powstawania naszej społeczności… zapraszam do lektury!

Różowa mordoklejka w sieci
Electroclash nie jest w Polsce zjawiskiem nowym. Nie jest też zjawiskiem na tyle przetrawionym przez media, żeby mówiąc o tym znajomym nie usłyszeć dużo mówiącego „electroco?”. Poniżej wywiad z dj’ką i adminem największego serwisu o tej muzyce.

Projekt (Hiro): Jak doszłaś do punktu na przystanku muzycznym jakim jest electroclash? Część ludzi dociera tam przez punk rocka?

Vira (Electroclash Polska): No ja zupełnie inaczej. Ja jestem bardzo dziwnym przypadkiem, od dzieciństwa w rytmie 80s przez grunge i różne rockowe historie, do elektroniki, do której się przekonałam dzięki Nine Inch Nails.

Czyli nie natrafiłaś tam przez Peaches?

(śmiech) Nie. Raczej przez Fischerspoonera. „#1”, „Emerge” i takie tam sprawy. Nawet nie pamiętam dokładnie roku. Pewnie było to jakoś około 2003. Peaches oczywiście też znałam poprzez nieistniejącą już niestety Vivę Zwei.

Tworzyłaś muzykę czy byłaś raczej typem fana/fanki?

Trudno powiedzieć, że tworzyłam. Powiedzmy, że aktywnie próbowałam uczestniczyć.

Możesz zdradzić coś więcej?

Najpierw była szkoła muzyczna, jakieś chóry a skończyło się na gospel.

Wbijałaś się na scenę i wyrywałaś mikrofony?

(śmiech) Nie musiałam. Podawano mi je. W ogóle to jestem bardzo zboczona muzycznie. Lubię jazzowo-funkujące rzeczy, industriale, electroclashe czy też postpunkowe Pixies choć jak wspomniałeś punk to nigdy go jakoś specjalnie nie lubiłam.

No właśnie. Skąd pomysł na electroclash.pl?

Kolejna długa historia (śmiech).

Prosimy o długie i głodne kawałki…

Jak już powiedziałam, Fischerspooner mym sercem zawładnął, z racji tego, że studiowałam/studiuje informatykę w zarządzaniu to miałam zajęcia z tworzenia stronek. Wpadło mi do głowy, żeby zrobić stronkę o Fischerach i tak zawisło w sieci fischerspooner.bighost.pl (śmiech). Potem sobie pomyślałam, że dobrze byłoby dorobić do tego jakieś forum, nie tylko o Fischerach, ale o całym gatunku. Zaczęłam grzebać w sieci i szukać czegoś po polsku o electroclash. Znalazłam wtedy stronkę wrocławskiego NUN-a i skontaktowałam się z Olafem. Udało się nam rozpocząć współpracę. W tym czasie u mego boku stanęli Eve i Draq, których znałam ze światka NIN. Olaf podrzucił pomysł zrobienia całego portalu poświęconego electroclash. Potem krótka narada z Draqiem i na odezwę pomożecie usłyszałam pomożemy i tak po jakimś czasie stanął portal electroclash.pl. Dokładnie to wystartowaliśmy w wigilię zeszłego roku.

Jest jeszcze myspace.com, w którym się promujecie…

Oprócz suchych faktów o gatunku chcieliśmy skupić wokół siebie nie tylko fanów ale także i samych twórców. Stronka, forum i myspace – cały czas staramy się rozwijać. Z racji tego, że mamy kontakt z NUN-em, Kejkami (Yummy Cake – przyp. red.) czy Vein Catem czyli naszą Świętą Trójcą, która co miesiąc dorzuca nam jakiś cymesik do playlisty. Czwarty wykonawca jest „ruchomy”. Byli już Dick4Dick, teraz mamy Plastic…

Czyli to jest jednak jakaś wspólnota polskich electroclashowców?

Mam nadzieję, że można to tak nazwać. W przyszłości możliwe są różne kolaboracje z tego co wiem.

Możesz to wyjaśnić?

Nie wiem czy powinnaś to ujawniać, ale powiedzmy, że artyści clashowi się lubią, podziwiają swoją twórczość… Być może już niedługo będziemy świadkami jakichś duetów…

Zabrzmiało to jak zapowiedź jakiegoś superbandu (śmiech)

Kto wie…Marzę o tym, żeby zrobić festiwal clashowy, na którym pojawiliby się wszyscy których cenimy.

Electroclash to ciągle muzyka niszowa…

No nie wiem. Ladytron, Tiga czy Fischerspooner są dosyć znani. Chyba, że chodzi o Polskę…

Nie na tyle, żeby byli znani poza kręgiem fanatyków muzycznych. Jak myślisz co stanowi barierę w przebiciu się do świata mainstreamu? Słowa, które czasem są zideologizowane albo mocno seksualne czy muzyka?

Akurat mi to nie przeszkadza, że to zjawisko niszowe. Jako odbiorca czuję się doceniona głaszcząc różową płytę z westchnieniem „maj preszyz” (śmiech). No jest to pewna przeszkoda ten hedonizm i w ogóle „fuckin’ on the dancefloor”. Dziwną sytuacją jest sprawa zespołu Plastic, który wydany przez dużą wytwórnię prawie rok temu dopiero niedawno jako tło był w programie Kuby Wojewódzkiego. W ogóle polski rynek muzyczny jest dziwny. Sprzedają się Krzysztofy Krawczyki czy inne Gosie Andrzejewicz. Nazwiska znane od dziesięcioleci albo gwiazdki jednego sezonu. Ja już dawno zrezygnowałam z oglądania telewizji muzycznych. Ludzie wydają się lubić to co im się podtyka pod nos. Dokładnie tak jak Inżynier Mamoń z „Rejsu”.

Myślisz, że electroclash może mieć niedługo swoje 5 minut w masowych mediach?

Czy mogą mieć swoje 5 minut? Całkiem możliwe. W Polsce clash wchodzi dopiero na salony. Na zachodzie wracają teraz do początków lat 90.

Pewnie przydałby się jakiś krok w stronę mas. Może reklama w tv?

Les Rhythmes Digitales już mieli. Tu Gosia Andrzejewicz obstawia chyba wodę mineralną (śmiech). Niby co mogliby reklamować? Proszek do prania?

Czemu nie? Yummy Cake obnoszą się ze swoim różowym image, więc proszek do kolorowych ubrań np.

Albo lody z różową posypką

Musieliby wtedy wygryźć Beatę Psikubrak…

Mam. Gumy balonowe do żucia.

Czy jest sens wychodzenia do fanów np. VNV Nation, a nie skupienie się np. na zwolennikach dyskoteki i Kalwi & Remi?

Electroclash jest o tyle zabawnym zjawiskiem, że skupia ludzi o naprawdę różnych zainteresowaniach muzycznych. słuchają go zarówno ludzie o punkowych korzeniach, bywalcy dyskotek i zwolennicy house’u, jak i tak zwane mroczne towarzystwo w lateksowych wdziankach.. A Kalwi & Remi? Myślę, ze akurat tacy słuchacze nie będą sięgać dalej niż kolejne zestawienie 10 hitów wałkowanych w jednej ze znanych radiostacji (śmiech)

Czy chcecie promować tę muzykę jako coś wyjątkowego czy dla mas? Pamiętam że gdy „przegięty” Tiga leciał w Radiostacji w jednym z fitness clubów, to karkom się bardzo podobało. Może to jest właściwy kierunek? A może trzeba się tego bać?

Bez wątpienia ta muzyka jest czymś wyjątkowym. Bez wątpienia artystom nie chodzi o ‘pisanie do szuflady’, dlatego chcemy pomoc im się trochę rozpromować i uświadomić ludziom, że warto jest sięgnąć po cos bardziej egzotycznego niz. bezwyrazowa wszędobylska papka. Jeżeli karkom się podobał Tiga, to znaczy, że może osiągnęli kolejny stopień ewolucji. Nie wiem, czy można mięć pretensje do radiostacji czy fitnessclubu, że akurat rzucili ‘perly przed wieprze’. Fischerspooner także byli na imprezie typowo masowej i djskiej ze sporym procentem publiczności, która przyszła się napić i pomachać białymi rękawiczkami. Trochę się zdziwili, niektórzy uciekli, ale myślę, że warto było otworzyć uszy części nieuświadomionych.

Zjawisko takie jak hip hop zostało prawie zupełnie skomercjalizowane i przetrawione, wystarczy pojrzeć na większość fanów…, podobnie się dzieje z punkiem. Moda bardzo eksploatuje, co o tym myślisz? Nie chciałabyś zachować tej muzyki „tylko dla siebie”, „dla wybranych”? Czyli jaki jest koszt rozwoju, sukcesu, popularności? To jest pytanie pośrednio o otwartość ludzi związanych ze sceną.

Z jednej strony jasne, jestem zboczona i faktycznie niektórych wykonawców traktuje jako „maj prreszyz”, ale z tego powodu nie będę pisać w serwisie ostrzeżenia w stylu ‘tylko dla orłów’ czy ‘nie słuchajcie za dużo, bo to moje’. Widzę, ze klesz ludzi wchłania coraz bardziej. może nawet nie wiedza, ze to akurat klesz. ale moda na 80s, chodzenie w różowych kozakach i rajtuzach w paski, natchnione lansiarskie sesje fotograficzne, widoczne szczególnie na myspace – to już u nas jest. mam wielka nadzieje, ze nic nie jest w stanie zniechęcić mnie na tyle, żeby machnąć miękka łapka i stwierdzić, ze ‘a fe, to jest takie komercyjne’. Otwartość ludzi związanych ze scena – myślę, ze trzeba mieć zdystansowane podejście do popularności czy możliwości pokazania się szerszej publiczności. Który artysta nie chciałby mieć zapewnionej publiki na koncertach?

Czym różni się nasza scena electro, chodzi mi o ludzi, imprezy itd. od tego co możemy zobaczyć w filmie „Party Monster”? (abstrahując od głównej treści) Czy jest tak „po polsku”? Bardziej siermiężnie, a może tylko mniej hedonistycznie?

Nasza scena nie jest jeszcze odpowiednio rozreklamowana. Niektóre kluby wolą podawać wciąż ten sam zestaw dań muzycznych, bo tak jest wygodniej i przynajmniej jest stała publiczność. Trochę się jeszcze różnimy od imprez z „Party Monstera”(śmiech). Jeszcze za mało jest tego elementu zalotnego, przebieranek, różu, brokatu, piór.. miejmy nadzieje, że ludzie się trochę ośmiela. Nie mowie od razu o strojach a la skrzyżowanie pawia z husaria, ale dobrze byłoby, żeby świat elektro był bardziej kolorowy nie tylko od strony teledysków, ale i odbiorców. Żeby tak było, potrzebujemy wsparcia i otwartości klubów, pomysłowości organizatorów i rozpowszechnienia zabawy w tym innym, w tym naszym stylu, bo przecież czym jest klesz, jak nie spełnieniem postulatu z tekstu Fischerspoonera ‘Sounds good. Looks good. Feels good too’?

Na stronie jest booking do artystów. Myślicie, żeby wyjść z opcji „forum, strona, społeczność” i zacząć robić pieniądze?

(śmiech) Nigdy nie myślałam takimi kategoriami. Dla mnie to jednak radocha, że robię coś dobrego. Booking jest tam tylko dlatego, żeby ułatwić odwiedzającym kontakt z tymi którzy są warci tego kontaktu. Jestem jednak zboczoną idealistką (śmiech).

Ok. Gracie też imprezy jako przedstawiciele Electroclash.pl. Macie nawet cykliczną imprezę.

Tak. Impreza nazywa się oczywiście „Fuckin’ on the dancefloor”. Odbywa się głównie we Wrocławiu, ale będzie na pewno ekspansja na cały kraj. Gramy głównie 80s i clashe. Niedługo wystąpimy na Breslau Bruderschaft obok jakichś mroków, EBM i noise. Nie gramy jednak jako admini strony Electroclash.pl tylko po prostu jako Dj Vira i Dj Draq.

Dzięki za rozmowę

Dzięki

Related Posts with Thumbnails

Zostaw komentarz