MSTRKRFT – Heartbreaker (Live on Letterman)

Jakiś czas temu oglądaliśmy B.O.U.N.C.E u Kimmela, teraz dostajemy lettermanowego łamacza serc (emisja 23.06.). Tym razem prawdziwy lajw – więcej instrumentów, wdzięczne panie robiące wokalne tło. Wprawdzie średnio można to podczepić pod konwencję electro-show (kto by powiedział, że to panowie od bałnsa tudzież work on you?), ale taka żywa ciekawostka jak najbardziej się broni. Nawet bardziej niż ostatni album MSTRKRFT.

Related Posts with Thumbnails

2 Komentarze to “MSTRKRFT – Heartbreaker (Live on Letterman)”

  1. Później ludzie puszczają sobie np. takie tytułowe Fist of God z nowej płyty. A tu już bez Johna Legenda (który ma zajebisty głos jak teraz sobie uświadomiłem), bez babek tylko czysta elektronika i mówią, że coś tu jest nie tak. Nie podoba mi się promocja płyty chwytliwą piosenką która najbardziej odbiega od ich stylu i tego jaki tak na prawdę jest album.

    Zajebiście podoba mi się nowy album, odbiegli mocno od tego Daft Punkowego stylu do którego nawet sami się przyznawali na początku. Słychać wpływ Daft Punka w 1000 Cigarettes (bez Freewaya oczywiście)

    A JFK mógłby się tak nie garbić :P

  2. Wydaje mi się, że to Kimmel wybiera sobie kawałki (legendarny już występ „live” Justiceów do dziś powoduje u mnie śmiechawkę, te ich wyrazy twarzy mówiły wszystko).

    Jeżeli się dobrze przypatrzeć, to widać, zę perkusista podstawiony, a sama perka leci z automatu (dobrze to słychać przy talerzach).

    A sam Fist of God nie jest płytą złą – IMO lepszą niż debiut, który przynudzał, wiał plagiatem i był jakiś taki niemrawy.

Zostaw komentarz