Goldfrapp

Na początku minionej dekady pojawił się zespół, którego twórczość miała nieoceniony wpływ na muzykę elektroniczną i na mainstreamowe wokalistki pop. Jakkolwiek muzyka, która odwołuje się do strategii retro nie jest niczym nowym (w latach dziewięćdziesiątych jednym z przykładów było Portishead, które z powodzeniem psychodelię lat sześćdziesiątych instalowało w trip-hopowych bitach), to skala, z jaką kolejni twórcy odwoływali się do minionych dekad mogła wprawiać w zakłopotanie. W muzyce rockowej odtrutką na kaca po muzyce grunge’owej było indie, które ściągało z klasyków lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ile się dało. W muzyce elektronicznej powrócono do electro-boogie, do całej gamy oldskulowych syntezatorów. Wizerunek artysty, zapomniany i zakurzony w latach dziewięćdziesiątych powracał powoli na piedestał.

Duet złożony z Alison Goldfrapp i Willa Gregory’ego powstał w 1999 roku. Trudno mówić o Goldfrapp bez akcentowania osobowości Alison, będącej motorem twórczości i wszystkich przemian w stylistyce zespołu. Sama artystka skromnie przyznaje, że Goldfrapp to Will Gregory i ona. Jednak media i prasa muzyczna skupiają się mimo to głównie na niej. Może byłoby inaczej,
gdyby Alison jak Beth Gibbons olała zupełnie wizualną stronę swojej muzyki.

Alison Goldfrapp urodziła się w roku 1966 w angielskim Enfield w rodzinie wielodzietnej. Już jako nastolatka udzielała się w lokalnym zespole o inklinacjach anarchistycznych noszącym dźwięczna nazwę: Fashionable Living Death. W wieku dziewiętnastu lat wyjechała do Belgii, gdzie została zatrudniona jako piosenkarka przez kompozytora muzyki do sztuk teatralnych. Po powrocie studiowała też malarstwo na wydziale sztuk pięknych na uniwersytecie w Middlesex. W swoich instalacjach łączyła dźwięk, wizualia i performance.

Na początku lat dziewięćdziesiątych rave zyskiwał coraz większą popularność wchodząc w mainstream. Jednym z zespołów, które były znakiem tamtych czasów był Orbital. Ich trzecia płyta w końcu zapewniła zespołowi popularność. Najbardziej rozpoznawalne ze Snivilisation utwory to
te, na których gościnnie śpiewa Alison: singlowy Are we here? i Sad but true. Ale Alison nie była pisana rola Kirsty Hawkshaw – wiecznego słowika, który koi swoim eterycznym głosem umęczonych clubbingiem imprezowiczów. W 1995 roku zaśpiewała u boku Tricky’ego na singlu Pumpkin z płyty Nearly God. Puściła się z nim też w trasę koncertową, czego później gorzko żałowała zarzekając się, że już nigdy nie pojedzie w trasę z jakimkolwiek mężczyzną. Po
przygodzie z trip-hopem przyszła pora na eksperymentalną muzykę elektroniczną. Zespół Add N to
(X) wydał w 1999 roku swoją trzecią płytę Avant Hard. Zaproszona jako wokalistka do utworu
Revenge of the Black Regent Alison doskonale odnalazła się w electro-noise-postrockowym harmidrze tak typowym dla tej grupy. Był to pierwszy flirt artystki z analogowymi syntezatorami.
W tym samym roku ponownie została zaproszona przez Orbital do nagrania dwóch kawałków:
Nothing Left Part 1 i Nothing Left Part 2. Zestawiając je w jeden kawałek tworzą prawdziwą electro-techno-brejkową suitę. Wokalne możliwości Alison były już tak rozwinięte, że momentami ma się wrażenie, że słyszymy zawodową śpiewaczkę operową.

Rok 1999 to także rok narodzin Goldfrapp jako duetu. Alison już wcześniej zaczęła sama komponować własne utwory grając w nich na syntezatorach. Demówki wysłane zostały Willowi Gregory’emu, multiinstrumentaliście i kompozytorowi muzyki do filmów. Gregory wcześniej nagrywał razem z takimi tuzami jak Tears for Fears, Peter Gabriel, Portishead czy Tori Amos. Nagrania, nad którymi chcieli razem pracować miały właśnie być przeznaczone do soundtracku. Ten nigdy nie powstał, ale Alison i Willowi tak dobrze się współpracowało, że postanowili założyć zespół o nazwie pochodzącej od nazwiska Alison. Na efekty nie trzeba było długo czekać.
W 2000 roku wydali singiel Lovely Head. Utwór ten przywołuje na myśl lata dwudzieste XX wieku. Bardzo skromny teledysk, który towarzyszył piosence pokazywał kolaż pełen krajobrazów angielskiej wsi poprzeplatany scenami z udziałem Alison. Widzimy ją z wielką czupryną kręconych włosów na głowie, kiedy w przerwach wylegiwania się na tarasie domku letniskowego rzuca z furią krzesło ogrodowe i bije kijem krzewy naprzemiennie z przytulaniem się do nich (sic!). Teledysk był reżyserskim debiutem znanego fotografa Wolfganga Tillmansa. Nakręcił on także drugą wersję klipu przedstawiającą twarz wokalistki nakładającą się na odbicie przelatujących krajobrazów w oknie jadącego pociągu. Media okrzyknęły ją „kolejną” po Roisin Murphy z Moloko ekscentryczną piosenkarką nie bojącą się bycia uznaną za dziwną (swoją drogą ta strategia bardzo pomogła np. Björk). Rzeczywiście, Alison postanowiła w równym stopniu jak na muzyce skupić się na wizerunku artystycznym, który będzie wymieniany z każdą nową płytą zespołu. W Lovely Head w kontekście warstwy muzycznej utworu, zwraca uwagę theremin, instrument, którego dźwięki przywodzą na myśl gwizdanie.

Jedenastego września 2000 roku wyszedł debiutancki album Goldfrapp – Felt Mountain.
Wokalistka narzekała, że proces nagrywania płyty był dla niej szczególnie trudny. Nie dość, że miała depresję, to jeszcze przyszło jej walczyć z myszą i robactwem w bungalowie, który odgrywał rolę studia. Uwidocznił się jednak talent duetu do niezwykle wyrafinowanego łączenia klasycznych motywów z historii muzyki popularnej z delikatną elektroniką. Mamy tutaj kabaret, tematy z filmów szpiegowskich, czy kojarzące się z ścieżką dźwiękową do serialu Twin Peaks, muzykę folkową, czy nawet mambo (jak na Human). Generalnie całość jest utrzymana w konwencji downtempo, choć niektórzy krytycy podpisali ją pod trip hop jako kontynuację wątków rozpoczętych przez takie grupy jak Portishead czy Mono. W niektórych momentach napotykamy na minimalistycznie ballady, w których wystarcza same piano, gdzie indziej coś przypominającego katarynkę (jak na Oompa Radar), czy zegar z kukułką. Występują też bardziej standardowe instrumenty jak puzon, skrzypce czy skrzydłówka. Na jednym utworze wokal Alison jest przefiltrowany, na innym naśladuje śpiew dziecka, a na jeszcze innym ociera się o jodłowanie (tytułowe Felt Mountain). Głos piosenkarki bardziej stonowany niż w kolaboracjach z innymi artystami podchodzi pod bluesowy śpiew. Prasa porównała ją do brytyjskiej wokalistki Shirley Bassey. Felt Mountain została okrzyknięta przez krytykę jednym z najlepszych debiutów roku 2000 i do tej pory stanowi on punkt odniesienia dla recenzji kolejnych wydawnictw zespołu. Można by rzec, że nie bez powodu tyle czasu zajął Alison debiut. Co ciekawe, świadoma teatralność i stylizacja albumu w żadnym stopniu nie zahaczały o campowość. Wszystko zostało dokładnie przemyślane. Nie ma tu żadnego przerysowania czy prostego kopiowania z klimatów vintage.

Jako kolejny singiel została wydana Utopia – eteryczny utwór, w którym pulsująca
elektronika miesza się z operowymi solówkami Alison. Tym razem na wideo do utworu widzimy
kalejdoskopowe wariacje górskich krajobrazów. Utopia była już na tyle znośna dla ludzi, że można ją było sobie obejrzeć przy odrobinie szczęścia na Vivie Zwei. Paradoksalnie pomimo aplauzu krytyków, albumowi nie powiodło się w sensie komercyjnym. Trochę lepiej przyjęto go w kontynentalnej Europie niż w krajach anglosaskich. Na następny singiel wybrano utwór Human. Alison na chwilę odeszła od tematów angielskiej wsi, lasów i saren czy spacerowania po Alpach w Lederhosen. Na teledysku widzimy ją w stroju pokojówki, która podgląda, ukryta w szafie, dokonującą się właśnie w pokoju hotelowym
orgię. Muzyka przywodząca atmosferę lat pięćdziesiątych, perwersja i voyeuryzm klipu do Human
zapowiadają już to, co będzie się działo z naszą diwą przy okazji wydania następnego albumu.
W 2001 Goldfrapp wydało zremiksowaną wersję Utopii: Utopia (Genetically Enriched). Na singlu znalazł się genialny cover hiciora Olivii Newton-John – UK Girls (Let’s get physical), na którym pobrzmiewają już inspiracje new wave’em. Ostatnim singlem z Felt Mountain został ambientowy Pilots. Alison znowu pokombinowała z estetyką i tym razem widzimy tańczących w aseptycznym lotniskowym wnętrzu pasażerów i uśmiechnięte stewardessy na hulajnogach. Część z utworów z Felt Mountain trafiło na soundtrack do filmu Pawlikowskiego Lato miłości.

2003 rok przyniósł kompletną zmianę tak pod względem muzycznym jak i wizualnym. Media (jak to media) rozpisywały się, że Alison pod wpływem trudnego rozstania z bliską jej osobą poszła w wyuzdanie. Co prawda nie zrezygnowała z kreatywnych wycieczek w przeszłość, ale kiedy Felt Mountain można jeszcze uznać za klasycznie piękną, to drugą płytę można nazwać klasycznym porno. W ciągu tych dwóch, trzech lat od debiutu Goldfrapp w muzyce zmieniło się wiele. Trip-hop, downtempo, leftfield odeszły do lamusa, a przez zarośla muzyki klubowej przedzierał się electroclash.

Na początku kwietnia 2003 stacje muzyczne zaczęły puszczać teledysk do Train – pierwszego singla z nadchodzącej płyty. Muzycznie i wizualnie teatr został zastąpiony przez burleskę. Muzycznie: słychać odwołania do glam rocka (bez gitar, za to z syntezatorami) i bardzo, bardzo wczesnego disco (tego z syntezatorami). Z jednej strony przypomina to trochę dokonania zespołu Sucide z drugiej Donny Summer i Giorgio Morodera. Mamy też klip, w którym Alison wygląda jak kurtyzana, która przeżyła lata dwudzieste w dekadenckim Berlinie, a potem przeprowadziła się do Londynu początku lat siedemdziesiątych. Tematy napoczęte na Felt Mountain, tutaj zyskują zupełnie inne znaczenie. Cały ten modny burdel nosi maski zwierząt (konkretnie jeleni), panie wzajemnie się ujeżdżają, niektóre z nich wyglądają jak dominy z czasów Republiki Weimarskiej, sama Alison z wielkimi sztucznymi rzęsami wygląda tak jakby nie mogła się zdecydować czy woli glam rocka czy kabaret, a pomieszczenia, w których całe to zepsute party się odbywa są naszpikowane albo instalacjami wideo, albo porożami jeleni na ścianach z babcinymi tapetami. Tekst piosenki powstał ponoć jako apoteoza najbardziej odpychających aspektów narkotykowych imprez.
Więcej rumoru wzbudziła okładka do singla, na którym stoi postać, która ma głowę wilka, kobiecą dłoń i męskie biodra ubrane w slipy, przy których z wystawionym językiem sterczy inny wilk. Sama piosenkarka stwierdziła, że nie rozumie oburzenia amerykańskich fanów, którzy torpedowali ją listami. Zrzuciła to więc na karb różnic kulturowych.

Pod koniec kwietnia wyszła druga płyta Goldfrapp – Black Cherry. Muzyka filmowa a la
Ennio Morricone została odstawiona na rzecz zniekształconego oldskulowego electro i prymitywnego disco i synth popu. Charakterystyczne dla albumu jest tzw. Schaffel Beat, „stasowany” bit i monotonne
brzmienie specyficzne dla siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Przykładem są tu gwiazdy glam rocka takie jak T.Rex czy Gary Glitter, tudzież późniejszy synth pop jak Depeche Mode. Oczywiście wszystkie te elementy podkręcone zostały przez bardziej współczesne dokonania artystów spod znaku braindance czy techno, co nadało płycie ciężkie i ostre brzmienie. Można by tylko sobie życzyć takiej
bezkompromisowości i odwagi, jakimi wykazał się duet nagrywając tak odmienną od debiutu drugą
płytę, u innych artystów. Black Cherry środowiskom muzycznym się bardzo widziała, co nie zmienia faktu, że i tak dla wielu to Felt Mountain był najjaśniejszym momentem w twórczości zespołu, tym bardziej, że na Black Cherry możliwości wokalne Alison są jeszcze mniej eksponowane. Ale i dla niezadowolonych pozostały takie perełki jak tytułowe Black Cherry, Forever czy Deep Honey (gdzie rewelacyjnie połączono klawesyn, skrzypce i syntezator) – zimne i synthpopowe co prawda ballady, ale brzmiące niczym echa utworów z debiutu. Stonowane Hairy Trees to tymczasem utwór, na którym słychać zwrot w kontekście liryków pisanych przez Alison. Wulgarność słów: „Touch my garden…” kontrastuje z delikatnym śpiewem wokalistki. Natomiast na Twist słychać coś pomiędzy śpiewaniem a orgazmicznymi krzykami w wykonaniu wokalistki. Słuchając tego kawałka można rzeczywiście pozazdrościć siły głosu. Pod względem komercyjnym większa dosłowność tekstów, epatowanie seksualnością i bardziej radykalne brzmienie zespołu bardziej trafiły w gusta szerszej publiczności. Album dostał się do pierwszej dwudziestki
brytyjskich albumów a przeczytać o nim można było nawet w gazetach lajfstajlowych kierowanych
do pań. Również Alison była zadowolona, że ma teraz większy repertuar piosenek, wykonywanie na żywo tych dziewięciu ballad z Felt Mountain o mało nie wpędziło jej w klaustrofobię.

Wokalistka często łącząc postaci ludzkie i zwierzęce na swoich teledyskach czy okładkach do singli i albumu oraz popierając prawa zwierząt stała się też ulubienicą organizacji PETA. Już w piosence Train artystka fantazjowała o kobiecie-wilczycy, a w teledysku do następnego singla Strict Machine widzimy ją w roli czerwonego kapturka z męskimi tancerzami z głowami wilków. Swoją drogą schaffelowe Strict Machine weszło jako pierwszy singiel Goldfrapp do brytyjskiej dwudziestki, a później zostało nawet wykorzystane w reklamie. Alison coraz częściej występowała w programach telewizyjnych i stawała się coraz większą gwiazdą. Trasa koncertowa była równie głośna jak album: Alison dopięła sobie koński ogon do tyłka i tańczyła z tancerkami wyglądającymi jak przyjaciółki pana Michaela Aliqa. Zapewne również publiczność Heinekena w Gdyni musiała to widzieć, kiedy Goldfrapp pierwszy raz występowało w Polsce.
Trzecim singlem został Twist, któremu towarzyszył animowany teledysk przedstawiający Alison na ekranie telewizora jadącego górską kolejką w wesołym miasteczku (genialny remiks Stuarta Price’a). Jako ostatni wydano Black Cherry z klipem, w którym Alison wykonuje ten utwór na jednym z koncertów. Goldfrapp nagrało też własną, o wiele bardziej elektroniczną wersję piosenki zespołu Baccara – Yes Sir, I can Boogie oraz efektownie zremiksowało utwór This is the new Shit Marilyna Mansona, który wówczas gwoli ścisłości był również na etapie podniecania się
retro-burleską.
Goldfrapp poszło za ciosem i już w sierpniu 2005 roku wydało płytę, która okazała się ich największym komercyjnym sukcesem. Pierwszy singiel poprzedzający album, Ooh la la przypomina bardzo Strict Machine w sensie powtarzalności Schaffel beatu, ale jest o wiele bardziej chwytliwe w sensie refrenu. Poza tym, po raz pierwszy Goldfrapp użyło gitary elektrycznej.
Teledysk bardziej jednoznacznie umieszcza artystkę w latach siedemdziesiątych niż klipy z Black Cherry. Przefarbowana na blond Alison występuje tu z ustylizowanym na glam-rockowców zespołem w roli divy z lat siedemdziesiątych. Jak sama później przyznała w wywiadzie wideoklip miał nawiązywać do ery Brian Eno, Roxy Music i starego Top of the Pops. W przerwach pomiędzy ujęciami studyjnego występu Alison i jej glam-rockowych towarzyszy widzimy ją na błyszczącym kryształowym koniu, co przywodzi na myśl czasy Studio 54. Ooh la la trafił na czwarte, do tej pory najwyższe jak na singiel Goldfrapp, miejsce brytyjskiej listy przebojów. W Stanach Zjednoczonych natomiast został nominowany do nagród Grammy w kategorii najlepszy utwór taneczny. Piosenka trafiła tam też do masy programów telewizyjnych i reklam (sic!).

Pod koniec sierpnia wyszła trzecia płyta Goldfrapp – Supernature. Płyta wydaje się
łagodniejszą i bardziej chwytliwą kontynuacją Black Cherry (przy okazji odartą też z całej subwersywności charakterystycznej dla tej płyty). Generalnie jednak uzyskała pozytywne recenzje,
pomimo paru głosów krytyki, że zespół się skomercjalizował. Skomercjalizował się czy nie, na płytę, jak na dwóch poprzednich, składa się wiele różnych elementów i inspiracji. Trudno więc sprowadzić ją jedynie do zbanalizowanej wersji Black Cherry. Można by rzec, że łączy ona tak teatralność i kabaretowość (jak na Satin Chic) Felt Mountain, jak i zmysłowość i taneczność Black Cherry stając się najbardziej przystępnym z dotychczasowym wydawnictw Goldfrapp. Tak jak na poprzedniczce, na Supernature mamy elektroniczne szlagiery w rodzaju hałaśliwego Lovely 2 c u,
electroclashowego Slide In, wzorowanego na wczesnym Garym Numanie Koko, czy You never know, na którym Alison znowu daje kapitalny popis swoich możliwości wokalnych. Są też i ambientowe ballady takie jak Let it take You, czy Time out of the World. Na europejskich wydaniach albumu zabrakło przebojowego Beautiful, synth-popowej piosenki, która z powodzeniem mogłaby zawojować następne top ten.

Jako drugi singiel został wydany Number 1 – utwór podany w stylistyce odświeżonego
moroderowego italo disco. Na teledysku widzimy drapiącą się po tyłku Alison wśród lekarzy, pielęgniarek i pacjentów z psimi głowami. Utwór trafił na miejsce dziesiąte brytyjskiej listy przebojów. Powodzeniem cieszył się także Ride a white Horse – zaśpiewany ze zblazowaną manierą hymn na cześć epoki disco i nowojorskich klubów (nieoficjalnie na cześć kokainy :)). W klipie do utworu piosenkarka jest ucharakteryzowana na coś między Twiggy a typową bywalczynię wspomnianego już klubu Studio 54. Kolejnym hiciorem miał być też Fly me away, ale teledysk, na którym Alison pokazana była jako lalka nigdy nie został wypuszczony.
Również Supernature został nominowany do nagrody Grammy – za najlepszy album
taneczny. Trudno pojąć amerykańską definicję albumu tanecznego (mają bardzo mało skomplikowaną kategoryzację muzyki elektronicznej skoro to jedyna kategoria, w której nagradzani są artyści związani z tego typu muzyką – przegrywający najczęściej z gwiazdkami pokroju Justina Timberlake’a), jednakże Alison wyraziła zadowolenie, że jej muzyka jest coraz bardziej popularna i w jej wypadku nie musiało się to wiązać z wydawaniem popowej szmiry. Zachowała też dystans w stosunku do gwiazd typu Madonna, które zaczęły się do niej zalecać twierdząc, że jest dla nich główną inspiracją. Cokolwiek już na występ w The L Word i u Lettermana sobie pozwoliła.

Chociaż przez Black Cherry i Supernature krytycy zaczęli ją wiązać z rozwijającym się w klubach Europy i Ameryki nurtem electroclashu, twórczość Goldfrapp na tych albumach jest o wiele bardziej złożona i podpiąłbym to raczej pod electropop. Goldfrapp nie ma nic wspólnego z syntezatorowo-gitarową surowością Peaches czy electro-house’owymi tune’ami Felixa da Housecata. Jeśli zwyczajnej publiczności nie spodoba się zbytnia motoryczność i repetycja brzmienia to w klubach mogą zacząć narzekać na zbyt dużą melodyjność i łagodność kawałków.
Może właśnie dlatego w 2006 roku zespół wydał w Stanach We are Glitter – kompilację
zawierającą remiksy z płyty Supernature, które do tej pory były tam niedostępne. Mamy tutaj zarówno takich klubowych wyjadaczy jak: T.Raumschmiere, Alana Braxe & Freda Falke, Ewana Pearsona, DFA czy Benny’ego Benassi, jak i ciekawe reinterpretacje autorstwa Múm czy The Flaming Lips.

Po paśmie sukcesów, Alison i Will musieli czuć wielką presję zabierając się do nagrywania kolejnego albumu. W sumie mogliby nagrać „Supernature 2” i mieć dalej sporą rzeszę fanów. Można było tez podejrzewać, jak oczekiwało tego część miłośników ich muzyki, że powrócą do surowego piękna Felt Mountain. Nie zdecydowali się ani na jedno ani na drugie. Już pierwszy singiel zapowiadający kolejną płytę był szokiem. Na początku lutego wydano A&E (Accident and Emergency – angielskie określenie oddziału szpitalnego zajmującego się nagłymi wypadkami – liryczne nawiązanie do wizyty Alison w szpitalu) – utwór, który wpisujący się w gatunek określany jako folktronika. Teledysk okazuje się odkryciem na nowo tematów, które Alison eksplorowała na pierwszych dwóch wideoklipach z Felt Mountain. Owszem mamy leśno-przyrodniczo-zwierzęce tematy, ale wszystko zrobione jest jakby mniej poważnie, z przymrużeniem oka (podobnie jak teledysk do Number 1 w bardziej żartobliwy sposób potraktował motywy istot pół ludzkich pół zwierzęcych, które na klipie do Train zdawały się mieć perwersyjny charakter). Alison jako hipisowski elf w długiej, białej koszuli-sukni zaczyna tańczyć z ludźmi z liści. Utwór trafił do pierwszej dziesiątki brytyjskiej listy przebojów.

Płyta Seventh Three wyszła pod koniec lutego 2008 roku. Goldfrapp ponownie odcięła się od repetycji i nagrała coś, co znacząco się różni od poprzednich albumów, coś, co można by uznać
za odpoczynek od clubbingu, muzykę, której słucha się po powrocie z imprezy. Na albumie słychać też gitary (zastanawiające jako, że Alison zawsze starała się unikać dźwięku gitary), nie tylko zresztą elektryczne, co można uznać za przejaw obecności Flooda, producenta m.in. PJ Harvey, którego Will i Alison zaangażowali do nagrań. Seventh Three jest być może bardziej w klimatach
donwtempo niż poprzednie wydawnictwa, ale nie jest w żadnym wypadku powrotem do stylistyki
Felt Mountain. Ma więcej wspólnego z indietroniką czy folktroniką i jest o wiele bardziej pogodna. Nie można też uznać tego krążka za coś w rodzaju Goldfrapp Unplugged – jest on zbyt „glamourowy” i zbyt wycyzelowany studyjnie. Przez krytyków album został przyrównany do dokonań Kate Bush czy dream popu w wydaniu Cocteau Twins. Kojarzy się też jako bardziej optymistyczna wersja Gold and Fur Bat For Lashes.

Otwierający album kawałek Clowns przepełniony jest dalekim od uznania za artykułowany śpiewem Alison, która brzmi tak jakby starała się naśladować ptasie świergolenie. Generalnie jej głos jest tutaj najbardziej eksponowany od czasów Felt Mountain (np. Eat Yourself, czy „airowski” Cologne Cerrone Houdini). Płyta jako całość to swoisty mish-mash, który czerpie także z psychodelii i folk rocka lat siedemdziesiątych, co słychać na czarującym Little Bird. W warstwie wizualnej Alison czerpała z motywów pogańskich i surrealizmu jakim tętnią stare angielskie bajki dla dzieci. Na okładkach do singli i longpleja wokalistka przebrana jest za pierroty i klauny pozując m.in. z gigantyczną sową na tle angielskich wrzosowisk, łąk i kniei.
W kwietniu tego roku wydany został jako drugi, singiel Happiness, z deka ironiczny utwór, który odpowiada jak znaleźć prawdziwe szczęście. Na teledysku widzimy wesołego pana, który
idzie nieustannie skacząc, tak jakby przesadził z zażywaniem prozaku. Trzecim singlem została
hippisowska „Caravan Girl”, najszybsza i najbardziej przebojowa z całej płyty eskapistyczna piosenka opowiadająca o dziewczynie, której przytrafiła się amnezja. Seventh Tree nie tylko podobało się krytyce muzycznej, ale i odniosło spory sukces komercyjny trafiając podobnie jak Supernature na drugie miejsce brytyjskiej listy sprzedaży albumów. Było też pierwszym wydawnictwem Goldfrapp, które wdarło się do pierwszej pięćdziesiątki długograjów w Stanach.

Myślałby kto, że na następną płytę Goldfrapp przyjdzie długo czekać. Jednak dwa lata po premierze poprzedniej pojawiła się Head First. Alison zawsze zwierzała się, że jej ulubiony czas w
muzyce pop to lata siedemdziesiąte, a lat osiemdziesiątych nigdy nie mogła strawić. Miały dla niej zbyt surowy i zimny klimat. Black Cherry i Supernature czerpały głównie z pokraftwerkowej spuścizny lat siedemdziesiątych i nikt nie przypuszczał, że duet rzuci się w końcu na eksploatowanie lat osiemdziesiątych z całym ich syntetycznym kiczem. Head First zawiera w sobie i łagodny optymizm Seventh Tree i chwytliwość Supernature. Żadne z nich jednak nie tętniło taką euforią i ilością potencjalnych przebojów. Jako pierwszy na żywioł poszedł Rocket z towarzyszącym mu teledyskiem, na którym Alison wysyła na księżyc zaklejonego taśmą mężczyznę (?). Różowo-fioletowa estetyka amerykańskich filmów z lat osiemdziesiątych, katany bez rękawów, jaskrawe kombinezony ze spandeksu i wielka kolorowa ciężarówa na pustyni Mojave…
Podobnie jak na Rocket tak i na innych utworach Goldfrapp słyszymy rasowy synth pop, ale już bez stasowanego beatu z Black Cherry czy Supernature. Wbrew oskarżeniom, iż Goldfrapp będąc inspiracją dla takich electropopowych aktów jak La Roux czy Little Boots samo z nich teraz ściąga, album Head First idzie w zupełnie inną stronę – ignorując chrupkie brzmienie swoich młodszych koleżanek i skupiając się na bardziej power popowej stronie ejtisowych dokonań. Więcej tu połyskującego disco poźnej ABBY (Alive), Van Halena (Rocket), czy Olivii Newton-John z czasów Xanadu niż zimnego Yazoo czy Erasure. Cztery ostatnie piosenki z kolei to atmosferyczne, dream-popowe ballady jak np. mgliste Hunt.

Head First jest na pewno czymś więcej niż zwykłym pastiszem lat osiemdziesiątych. Zespół potrafi odkryć na nowo i ożywić muzykę, która rządziła na listach przebojów dwie i pół dekady temu. Są też odniesienia do poprzednich płyt jak np. na Shiny and Warm, które łudząco
przypominałoby Satin Chic, gdyby nie to, że wokalistka zamiast brzmieć jak wamp, oferuje nam bardziej żartobliwą odsłonę swojego wokalu.
W czerwcu 2010 roku został wydany drugi singiel z płyty – Alive. Na nakręconym do niego teledysku, który w sensie oświetlenia à la studia telewizyjne z lat siedemdziesiątych i dziwacznych
diademów na głowie wokalistek, przypomina nieco nakręcone jedenaście lat wcześniej wideo do Pure Pleasure Seeker Moloko, widzimy pastisz tematów przewodnich z lat osiemdziesiątych: dziewczyny ćwiczące fitness okazują się wampirami i kąsają gotyckich metalowców tańczących na pentagramie. Być może był to złośliwy komentarz Alison pod adresem tych krytyków, którzy pisali, że brakuje w teledysku do Rocket getrów Jane Fondy.

Jeśli chodzi o dwie ostatnie płyty to można by oskarżyć duet o zbytnią łagodność i małe lenistwo w porównaniu z ich wcześniejszymi dokonaniami. Tak jak zaangażowali cały tabun muzyków i Flooda do produkcji na poprzedniej płycie, tak na Head First produkcją rządzi Richard X nadając jej ostateczne rysy. Trudno też znaleźć na nich oznaki buntu i prowokacji jak np. na Black Cherry. Goldfrapp stało się odrobinę bardziej zachowawcze, czy to oznaka starzenia się czy nie, to już inna sprawa. W zasadzie muzyka jest nie tylko po to, żeby tworzyć rewolucje obyczajowe. A Goldfrapp mają niesamowity dar wcielania w jedno różnorodnych stylistyk, i nieustannego wymyślania się na nowo. Jakby nie było, każdy kolejny album jest odrębną historią, zbiorem zupełnie innych inspiracji i kreacji, finezyjnie połączonych w całość. W dodatku dla Alison strona wizualna, wizerunek artysty był zawsze równie ważny, co przy jej znajomości historii kultury popularnej i drodze jaką przebyła od wampa z czasów niemieckiego kina lat dwudziestych aż po reminiscencje Olivii Newton-John, genialnie współpracuje z muzyką, jaką tworzy duet. Można by rzec, że życie prywatne Alison i jej związek z pewną panią skryte są więc za wielkimi
okularami słonecznymi Ray Bana.

Dyskografia:
2000 Felt Mountain
2003 Black Cherry
2005 Supernature
2008 Seventh Tree
2010 Head First

Net:
goldfrapp.com

Related Posts with Thumbnails

Komentarz to “Goldfrapp”

  1. Brawo! Długi, wyczerpujący i naprawdę świetny tekst o moim ulubionym zespole. Macie u mnie dużego plusa ;).

Zostaw komentarz