Felix da Housecat

Felix da Housecat jest obok Miss Kittin, Peaches i Tigi niewątpliwie jednym z tuzów electroclashu.
Urodził się jako Felix Stallings Jr. w Chicago w 1972 (wg niektórych źródeł rok 1971). Swoje zainteresowania muzyczne zaczął realizować już jako nastolatek. W wieku czternastu
lat nauczył się grać na keyboardzie, rok później postawił po raz pierwszy nogę w studiu nagraniowym. Rodzice przymykali oko na jego pasje póki chodził do szkoły podstawowej. Jego
muzycznym mentorem był przyjaciel z dzieciństwa, późniejszy DJ Pierre, któremu Felix powierzył swoje pierwsze demo, które przerobił na house’owy przebój Phantasy Girl. Rodzice się wkurzyli i wysłali go do koledżu w Alabamie. Po trzech latach Felix jednak wrócił do Chicago i do house’u.
Zaczął wydawać pod wieloma pseudonimami tworząc coś, co podpięto pod tzw. druga falę chicago house – gatunku, który wyewoluował w latach osiemdziesiątych z disco, oldskoolowego rapu i synth popu.
Szalone lata dziewięćdziesiąte to dla pana Stallingsa okres tworzenia pod całym zestawem pseudonimów takich jak: Aphrohead, Thee Maddkatt Courtship, Aphropitch, Sharkimaxx, Electrikboy, Thee Maddkatt Chronicles, Aura and thee Dove czy Jamie Starr Scenario. W przypadku niektórych z tych projektów popłynął nawet w rejony acid house’u, techno czy
drum’n'bassu.
W 1995 roku wydał już jako Felix da Housecat płytkę Metropolis Present Day? Thee Album!. Trudno rozpoznać na tym albumie brzmienie, z którego znany stanie się później w sensie wydawnictw z następnej dekady. Stylistycznie przypomina to zaprawianie się w serwowaniu klubowej publiczności brzmień techno i house’u. Zresztą wówczas house’owy kot był przede wszystkim didżejem i to z tej pierwszej ligi. W okresie, gdy da Housecat skupiał się bardziej na didżejowaniu aniżeli produkcji solidnych albumów studyjnych rzucanych na pożarcie recenzentom, świat popkultury odbierał syntetyczne brzmienie jako coś, co trąci myszką. Artyści tacy jak I-F, Drexciya, DMX Krew czy Doppelganger tworzyli na uboczu kultury klubowej swoje kraftwerkowe wariacje. Koniec lat dziewięćdziesiątych to przede wszystkim triumf francuskiego house’u spod znaku Daft Pank czy Cassius, czy Big Beatu, któremu przewodzili Chemicalsi czy Fatboy Slim.
W 2001 roku światło dzienne ujrzał rewelacyjny album Kittenz and thee Glitz! będący w zasadzie tym dla electroclashu czym było „Homework” dla francuskiego house’u. Trzeba jednak
zaznaczyć, że używam tutaj tych gatunkowych określeń umownie, ponieważ słychać tu wiele wpływów z wcześniejszych muzycznych konwencji. W warstwie beatów „Kittenz…” to przede wszystkim house, na który przeszczepiono syntezatorowe brzmienie elektroniki a la Moroder z początku lat osiemdziesiątych. Longplay został nagrany jeszcze przed równie przełomowym wydawnictwem Miss Kittin i Hackera First Album, co słychać zresztą na samej płycie, kiedy to Miss Kttin przesyła pozdrowienia ze studia, w którym pracuje nad „Pierwszym Albumem”.
House w wersji electro zupełnie przestawił tory ewolucji tego rodzaju muzyki. Wpływ można odnaleźć w twórczości wielu późniejszych artystów takich jak Fischerspooner czy Goldfrapp.
Album pełen jest dyskotekowych hiciorów w rodzaju Silver Screen, Shower Scene, What does it feels like, Happy Hour, Harlot, czy Madame Holywood, na którym udziela się wokalnie Miss Kittin. Silver Screen i Madame Holywood zdominowały klubowe zestawienia na początku pierwszej dekady XXI wieku. W parze z retro-brzmieniem szedł dość ekscentryczny wizerunek muzyka – przerysowany mix przelansowanego dj’a i rubasznego alfonsa. Teledyski pełne kolorowego, świecącego campu pokazywały albo prostoduszny clubbingowy hedonizm spod znaku Nympha Party (przegiete What does it feel like, na którym felixowe „kotki” spożywają różne białe specyfiki) albo dadaistyczne poczucie humoru (schizoidalne Silver Screen).
Trzy lata później wydana została płyta Devin Dazzle and the Neon Fever. Co prawda pojawiły się głosy krytyki, że nie wytrzymuje porównania z poprzedniczką, jednakże Stallings poszedł za ciosem i tym razem słychać było więcej electroclashu czy nawet electropunka niż electro house’u. Pojawiło sie dużo fascynacji post punkiem czy nowofalowym graniem, czego przykładem jest singiel promujący płytę – Rocket Ride.
W 2007 natomiast wyszedł album Virgo Blacktro and the Movie Disco, swoisty hołd dla czarnej muzy z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych (świetne Something for Porno
czy Radio). Zwieńczeniem dyskografii jest electropopowy He was King wydany w roku 2009 bardziej eklektyczny niż pozostałe wydawnictwa Felixa.
Co prawda artysta ostatnio w przewidywaniu nadchodzących tendencji na scenie klubowej nieco spuścił z tonu, to na pewno jego albumy miały wpływ na wielu innych artystów zakochanych w ejtisowym brzmieniu. Porównując go do takich Peaches czy Fischerspoonera można jego muzykę określić jako bardziej klubowo-house’ową wersję electroclashu. Inną jego zasługą (choć znajdą się na pewno ludzie, którzy będą mieli mu to za złe) jest rozpopularyzowanie electroclashu wśród mainstreamowych wykonawców. Jako dj miksował m.in. dla Madonny, sławnej modliszki pożerającej każdego, kto wylansuje coś nowego w muzyce elektronicznej. Współpracą z nim zainteresował się nawet Puff Daddy, co dziennikarze muzyczni histerycznie skrytykowali jako wchłonięcie electroclashu przez mainstream. Zaskakująca przy twórczości Felixa jest także jego eklektyczność stylistyczna. Dobrym przykładem może tu być to, że jego utwory wydane pod szyldem Thee Maddcatt Courtship pasowały nawet do składanek spod znaku Love Parade, a i sam Felix grywał sety na Tiergarten. Jest to chyba wystarczającym dowodem na to, że jako dj odnajduje się wśród każdej publiczności.
Net:
felixdahousecat.com
Wybrana dyskografia:
2001 – Kittenz and Thee Glitz
2004 – Devin Dazzle and the Neon Fever
2007 – Virgo Blaktro & The Movie Disco
2009 – He Was King










