2008-09-27 Poznań – Dancing in Adria II – Adria

Eleganckie stroje, retro-atmosfera i porządny kawał dobrej muzyki – to wszystko czekało na wszystkich, którzy odwiedzili wczoraj kultową Adrię i wzięli udział w drugiej edycji Dancingu. Oj, działo się, działo…

Wszystko, jak to zwykle na imprezach takiego pokroju bywa, zaliczyło obsuwę czasową. W związku z powyższym raczej nikt nie sugerował się kartkami wywieszonymi przy wejściu na sale, z godzinami poszczególnych setów. Jednak na rozpoczęcie warto było poczekać, bo to, co później działo się w Adrii, zasługuje na najwyższe słowa uznania dla wszystkich odpowiedzialnych za tą akcję.

Sala czerwona, w której grały Technical Girls i Killouci, konkretnie sponiewierała uszy wszystkich, którzy przyszli posłuchać dobrego techno – zdecydowanie kawał dobrej roboty! O sali skalnej najlepiej świadczyć może fakt, że to właśnie w niej skończyła się cała impreza. Chillout zagrali Benda, Mojomat, Margines, a na samym końcu niespodziewaną porcję dubstepu zaserwował przybyły prosto z Eskulapa Collie Weed Selecta. W białej sali, gdzie gościły głownie breaki i funk, na szczególne wyróżnienie zasługują z pewnością skreczujący Top Cut i wizualki Ani Stukot. Jeżeli słychać było jakiekolwiek narzekania, to głównie na scenę złotą – owszem, nie było tam aż tak dobrze jak podczas czerwcowej edycji Adrii i trochę smuci fakt, że
zabawa skończyła się w pierwszej kolejności na głównej scenie. Ale wszystkim rozczarowanym należy przypomnieć, jak publika bawiła się tam chociażby podczas setu Tube’a – wtedy sumienie nakazuje schować
wszystkie fochy do kieszeni i przyznać, że i tak było rewelacyjnie.

Większość ludzi nie zapominało o dress codzie, przez co bibka miała wyjątkowy klimat. Do tego porządnie wykrochmalone obrusy, szklanki z oldschoolowym napisem pepsi-cola i dyskotekowe kule migoczące nad głowami imprezujących – za to właśnie uwielbia się Adrię.

Oczywiscie nie zabrakło pani kierowniczki i państwa z obsługi lokalu, włączania przez nich światła w srodku kawałka, aby w ten subtelny sposób zakończyć imprezę itd., ale w sumie jest to do zrozumienia – nie każdy
jest przyzwyczajony do dancingów kończących sie o wpół do 7 rano;)

Po zamknięciu ostatniej sali, najtwardsi zawodnicy obrali azymut na Cafe Mięsna, gdzie po przerwie reaktywowano znane i lubiane Moje Niedziele, tak wiec było się gdzie udać na porządny after.

Kto był, to wie, że było świetnie. A kto nie był – niech żałuje i już wpisuje sobie w kalendarz kolejną akcję Kukabary, która jest planowana na Halloween.

Related Posts with Thumbnails

Zostaw komentarz