WhoMadeWho – The Plot

Kopenhaskie trio, jak już z poprzedniej recki wiemy, postarało się, by kapele indie nie były kojarzone z jednostajnymi przytupajami, różniącymi się jedynie melodią (o ile z tą mamy do czynienia), wokalem (o ile się rzeczywiście różni) oraz produkcją (o ile dany zespół raczył się postarać). Ich momentalnie rozpoznawalny styl gotów jest wciągnąć nawet największego ponuraka. Oczywiście ten stos komplementów mógł się nie sprawdzić. Drugie płyty są przeważnie walką o ligowy byt. A czy im się udało?
Gomma, jeżeli już dorwie kogoś wartościowego, to stara się go pielęgnować niczym jedną z największych pereł. Nie zdziwiło mnie zatem, że rzeczony zespół schował się na dłużej, by w otchłani studyjnych ścian pieścić swe kompozycje niczym wiecznie niezaspokojone dziecko swoją świeżo nabytą maskotkę. Dzieło Duńczyków, zatytułowane The Plot, można podziwiać od trzech miesięcy. Czy aby na pewno „podziwiać” jest tu odpowiednim słowem?
Już przy pierwszych dźwiękach okazuje się, że dyskretne i nieznaczne zmienienie struktury kawałków nie przyprawia uszu o uczucie obcowania z czymś tajemniczo znajomym. TV Friend uderza już od samego początku czule odsłaniającym świerzbiące nóżki disco, ni stąd, ni zowąd wyrzucając odbiorcę na sam środek pokoju (choćby był najmniejszy i tak się uda), by raz to tańczył, jakby jutro miał się skończyć świat, raz to rytmicznie się bujał, przy okazji z radością nucąc chwytliwe słowa piosenki. Po tym wspaniałym openerze nie pozostaje już zbyt wiele słuchaczowi, jak już tylko oddać się szaleństwu w kawałku tytułowym, w którym nie razi skądinąd sympatyczne zawodzenie w refrenie. Da się usłyszeć, że skrupulatnie dobierali utwory pod nadchodzącą wiosnę i rozpalające lato. Niesamowita nośność i śpiewność dwóch pierwszych tracków każą wyczekiwać niespodziewanego boomu, ewidentnie w tym pozytywnym sensie. A później też dzieje się wiele: generalnie chłopcy nie szczędzili sił, tworząc album, w którym słychać uchybienia i potknięcia (dość wspomnieć studzący moje podniety Small Town City), ale jednak dający o wiele więcej w zamian. Mimo jednej ballady rzecz się ma jak debiut Bloc Party, czyli jedna z ciekawszych nowogitarowych pozycji dla rozedrganej młodzieży. Jeśli komuś potrzeba więcej dowodów, to kryje się ich tu bez liku – This Train, Ode To Joy, Motown Bizarre (słyszalny hołd dla wielkiej funkowej wytwórni; to kolejny z przykładów, że na dziadków i pradziadków muzycznych nie można się mimo rozwoju obrażać), Raveo, czy zamykający całość niezwykły (ten genialny tytuł!) Working After Midnight. Powoli kończąc warto jeszcze przypomnieć, że single też już na szczęście zaczynają żyć swoim życiem – mam tu na myśli rewelacyjne remiksy Hot Chipa do TV Friend oraz Discodeine do The Plot, po prostu sztosy, i zdziwiłbym się wielce, gdyby jakiś liczący się klub nie katował ich co wieczór w okresie letnim.
Wszystko tu jest poukładane, smakowite niczym pierwsze zapoznanie się z krewetkami. Muzycy trzymają rękę na pulsie rozbujanych dziewcząt, pragnąc chyba posunąć te dłonie jeszcze dalej. Liczymy, jak zawsze, że te „dalej” powiedzie nas na jeszcze bardziej osobliwą orbitę. Panowie, oby tak dalej!
2009 // Gomma
Ocena: 7/10
01. Tv Friend
02. The Plot
03. Small Town
04. Trickster
05. Keep Me In My Plane
06. This Train
07. Office Clerks
08. Ode To Joy
09. Motown Bizarre
10. I Lost My Voice
11. Cyborg
12. Raveo
13. Working After Midnight










