VA – The Minimal Wave Tapes Volume One

Przed kilkoma chwilami wydana została niezupełnie nowa składanka, na której znalazły się nagrania sprzed naszej ery i ery naszej piaskownicy (lata 70te i 80te).
Minimal Wave Tapes to wyjątkowo unikatowy album. W jednej chwili zapomniałam o całym swoim sceptycyźmie do przemysłu kompilacyjnego i składanek, które w obecnych czasach powstają głównie po to, by zarabiać. Tak spędzona godzina (a potem gwarantowane następne) jest wielką okazją do skakania i tupania. Lekcja historii właściciela labelu Stones Throw (Dj Peanut Butter Wolf) i jego znajomej niezwykle cieszy uszy. A że ta zacna dziewczyna jest moją imienniczką, to ośmielę się ją przestawić: Veronika Vasicka – właścicielka labelu Minimal Wave i współzałożycielka didżejskiego East Village Radio (czy takie postaci to już nie jest dostateczna rekomendacja ?).
Totalny underground – wyselekcjonowane zostały praktycznie niemożliwe do zdobycia nagrania, do których dostęp miało bardzo nieliczne grono rąk, wydawnictwa limitowane i utwory nagrane przez samych artystów. Wysiłku było przy tym niemało, nierzadko musieli masterować nagrania kasetowe (!). Można by jeszcze długo opowiadać o skomplikowanym i trudnym procesie powstawania kompilacji, ale dla nas słuchaczy najważniejszy jest fakt, że ten syntetyczny new wave od razu zabiera na parkiet!
Podsumowując – cała niezależna prawda od Ameryki po Europę odkopana. Wave nie zawsze był tam gdzie myślałeś. A „Volume One” na pudełku daje nadzieję na więcej…
2010 // Stones Throw Records
Ocena: 9/10
01. Linear Movement – Way Out Of Living
02. Crash Course In Science – Flying Turns
03. Oppenheimer Analysis – Radiance
04. Mark Lane – Who’s Really Listening
05. Tara Cross – Tempusfugit
06. Turquoise Days – Blurred
07. Bene Gesserit – Mickey, Please…
08. Esplendor Geometrico – Moscú Está Helado
09. Das Ding – Reassurance Ritual
10. Martin Dupont – Just Because
11. Deux – Game & Performance
12. Somnambulist – Things I Was Due To Forget
13. Ohama – My Time
14. Das Kabinette – The Cabinet











Takich składanek wyszło dziesiątki, istnieją wręcz całe labele specjalizujące się w takiej muzyce. Rzecz w tym, że dotychczas był to nurt undergroundowy i żałuję, że ta kompilacja pojawiła się tutaj.
Minimal Wave (gatunek) to jedna z nielicznych ostoi świeżości i bezpretensjonalności w elektronice. Szeroka promocja może tu bardziej zaszkodzić, aniżeli pomóc.
Pierwszy kawałek mnie wgniata w glebę :)
Muszę zacząć od tego, że jestem wielkim fanem muzyki określanej jako minimal wave. Ale co do tej składanki mam mieszane uczucia. Dlaczego? Zacząć trzeba od tego, że należy określić co ma być celem wydania takiej składanki. Jeśli celem ma być promocja tego stylu muzyki to powinna on zawierać najlepsze utwory charakterystyczne dla niego. Oczywiście wybór jest zawsze subiektywny i nie może zadowolić każdego. Ja wybrałbym zupełnie inne utwory jeśli miałbym wybrać the best of minimal wave. Ale być może cel składanki jest inny. Może celem jest tak jak to pisze w recenzji Vercky: wyselekcjonowanie praktycznie niemożliwych do zdobycia nagrań, do których dostęp ma bardzo nieliczne grono osób.
Ale przecież większość utworów zamieszczonych na tej składance w ostatnich latach znalazło się na reedycjach całych płyt artystów. Nie chce mi się sprawdzać na discogs, ale tak „na czuja” reedytowane nie były zamieszczone piosenki Somnambulista i Bene Gesserit’a. A pewnie wpisując ich tytuły do programu ściągającego muzę z netu to znaleźliśmy by je wszystkie. W necie naprawdę dzielona jest ogromna ilość oldskulowej elektroniki! Piszę to po to by wyjaśnić, że nie są to wcale jakieś białe kruki. Nie wiem jaki jest zatem cel tej składanki. Ale fakt – wszyscy się nią teraz zachwycają. Nawet na stronie lajfa o tym piszą.
Co do tego co wcześniej skomentował Shape. Co prawda ja też nie życzyłbym sobie żeby słyszeć mw w pizzerii czy w sklepie obuwniczym, ale jakaś promocja gatunku by się w niewielkiej skali przydała. I nie sądzę, że zamieszczenie recenzji na taj stronie spowoduje jakąś nową modę. Wiktor Skok promował kilka lat temu jeden utwór z tej składanki w lajfie, a Gigolo rec wypuściło u szczytu popularności w 2003 płyte New Deutsch, utwory mw były też coverowane przez gwiazdy i jakiejś rewolucji to nie zrobiło. Po prostu kto lubi poszukiwania w muzyce to z dużym prawdopodobieństwem wie co to mw, a jeśli nie wie to się dzięki tej składance czy w inny sposób i tak dowie. Jeżeli ta reklama ma pomóc to nie widzę nic złego. Większość ludzi żeby się do czegoś przekonać to musi mieć wbijane to do głowy łopatą przez uszy i jedna recenzja popularnej składanki niczego nie zmieni.
Alfacentauri słusznie prawi. To rzeczywiście nie są białe kruki, a wręcz obrzydliwie popularne szlagiery w obrębie tegoż środowiska muzycznego. Może komuś będzie trudno w to uwierzyć, ale w sieci łatwiej jest znaleść takie wydania, aniżeli współczesne produkcje. Wystarczy wymienić mutant-sounds.blogspot.com . Ja sam w swojej JuTjubowej liście „Minimalistic 80s” posiadam bagatela 400 utworów.
Być może, tak jak pisze alfacentauri rewolucji nie będzie (oby). Znamy jednak historię minimal techno i punk rocka, które z niszowych, stały się ofiarami SłItAśNyCh nastolatków.