Tim Exile – Listening Tree

Niezwykle rzadko zdarza się, że człowiek zajmujący się stricte elektroniczną muzyką dysponuje nadzwyczajnymi zdolnościami zarówno w dziedzinie wyciskania z przeróżnych maszynek jak najbardziej niestandardowych dźwięków, jak i jeśli chodzi o przeszkolenie muzyczne, harmoniczne oraz kompozytorskie. Dlatego człowiek łączący w sobie wszystkie wymienione zalety, a w dodatku potrafiący śpiewać i pisać świetne teksty to już gatunek, który powinien być chroniony z urzędu. Tak się składa, że nasz dzisiejszy bohater posiadł wszystkie te tajemne moce i niedawno wydał płytę na której udowadnia, że elektronika nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.
Używający pseudonimu Tim Exile osobnik tak naprawdę nazywa się Tim Shaw i od najmłodszych lat był zaznajomiony z procesem powstawania muzyki – już jako kilkulatek zaczynał treningi klasycznej gry na skrzypcach (do czego, jak sam przyznaje, zmuszali go rodzice). Nie ma jednak tego złego, ponieważ dzięki tak szybkiemu startowi pan Wygnaniec już w wieku 12 lat znudził się klasyką i zaczął eksperymentować z elektroniką. Po skończeniu dwóch średnio kompatybilnych ze sobą kierunków studiów (elektroakustyka i filozofia) dał się poznać światu jak twórca coraz bardziej eksperymentalnego drum’n’bassu, który został doceniony przez znakomity label Planet Mu. Nieusatysfakcjonowany możliwościami dostępnego na rynku sprzętu, nasz bohater zbudował własny zestaw młodego producenta, pozwalający na granie improwizowanych koncertów. Najnowszy twór Exile’a – wydany w wytwórni Aphex Twina Listening Tree – nie ma jednak wiele wspólnego z jego przeszłością muzyczną – tak naprawdę bardzo ciężko sklasyfikować ten krążek.
Zacznijmy od tego, że słuchacze, którzy nie potrafią odnaleźć się poza bezpiecznymi pieleszami rytmów na 4/4 mogą sobie od razu ten album odpuścić. Exile, mimo, że właściwie porzucił drum’n’bassowe rytmy, to nie daje naszemu biednemu mózgowi wytchnienia przy słuchaniu Listening Tree. Pocięte jak twarz nieposłusznej prostytutki, pozgniatane i porozciągane elementy perkusyjne raz po raz zaskakują zmianą rytmu, niespodziewaną synkopą czy, tak jak w niesamowitym Family Galaxy, prowadzą nas od tempa do tempa. Najzabawniejsze jest to, że dzięki spójnemu brzmieniu i wokalowi, spinającym wszystko zgrabną klamrą, ta karkołomna ekwilibrystyka uchodzi Timowi na sucho. Dzierga on patchworkowy magiczny dywan z rozrzuconych po całym spektrum elektroniki łat. Mało tego – zaprasza nas do tego na przejażdżkę po tych wszystkich dziwacznie posklejanych światach. Ciężkie, electro-industrialne syntezatory służą tutaj głównie budowaniu linii basowych – za linie melodyczne służą ponakładane na siebie atmosferyczne linie wokalne i poprzesiewane gęsto przez efekty sample. Wszystkie utwory łączy lekko niepokojący nastrój, potęgowany czasami przez wzniosłe wokale (Fortress, Carouselle). Co ciekawe, Exile, który do tej pory trzymał się raczej instrumentalnych kompozycji, tym razem postanowił postawić wszystko do góry nogami. I trzeba przyznać, że wyszło mu to na dobre – świetne teksty i niebanalnie zaaranżowany wokal dały zaskakujące rezultaty. Oczywiście w większości kawałków możemy zapomnieć o piosenkowej strukturze, ale dla oddechu artysta umiescił na albumie również przystępniejsze kawałki. Otwierający płytę Don’t Think We’re One urzeka arytmicznym, acz melodyjnym refrenem i poszatkowaną konstrukcją. Nie brakuje też potencjału parkietowego – electro-hymn wyśmiewający życie na kredyt o znamiennym tytule Pay Tomorrow zaskakuje rozbudowanymi pasażami basu, a dodany do płyty jako bożonarodzeniowy prezent McLiberty pulsuje nienawiścią do systemu, wysyczaną gollumopodobnym głosem w zwrotkach. Nie mówiąc już o tym, że jego ironizujące refreny brzmią jak chóralne nagabywanie przedstawicieli handlowych – mniam.
Druga połowa albumu jest trochę spokojniejsza i bardziej klimatyczna. Dudniący i klaustrofobiczny Bad Dust przechodzi w breakbeatowy Carouselle. Prawdziwym majstersztykiem dziwacznych odgłosów godnych Fever Ray i zgranych chóralnych śpiewów są Listening Tree i I Saw The Weak Hand Fall. Jednak najsmaczniejszym kąskiem na płycie jest promujący ją Family Galaxy – takiej kosmicznej podróży po różnych tempach i melodiach nie zaserwuje nam nikt inny. I wszystko byłoby cacy, gdyby nie kiczowaty potworek, którym „przyozdobiona” jest okładka – za ten koszmarny bohomaz ktoś powinien dostać zakaz dostępu do komputera.
Mimo, że przez wiernych fanów muzyka nowy album został uznany za zdradę, moim zdaniem dopiero teraz Tim Exile miał naprawdę okazję rozwinąć skrzydła. Spójny, przesączony specyficzną atmosferą i eksperymentami z brzmieniem krążek już po pierwszym przesłuchaniu zapiera dech w piersiach. Używanie tak skrajnych osądów może wydawać się na wyrost, ale jestem pewien, że Listening Tree stanie się albumem kultowym dla wielbicieli inteligentnej elektroniki.
2009 // Warp
Ocena: 9,5/10
01. Don’t Think We’re One
02. Family Galaxy
03. Fortress
04. There’s Nothing Left Of Me But Her And This
05. Pay Tomorrow
06. Bad Dust
07. Carouselle
08. When Every Day’s A Number
09. Listening Tree
10. I Saw The Weak Hand Fall
11. McLiberty (bonus track)




