SomethingALaMode – SomethingALaMode

Zastanawialiście się kiedyś, czemu nikt nie wpadł jeszcze na połączenie muzyki klasycznej z electro? Skrzypek Thomas Roussel i wiolonczelista Yannick Grandjean – dwóch utalentowanych muzyków znad Sekwany też. I na zastanawianiu się nie skończyło. Młodszy Thomas miał już na koncie symfoniczną interpretację elektronicznych produkcji Jeffa Millsa, projekt „Blue Potential”. Obaj zostali wychowani na muzyce takich francuskich tuzów jak Daft Punk i Mirwais, ale w ich żyłach płynęła też miłość do Strawińskiego i Fauré’a. Skontaktowali się więc z legendą chropowatego syntezatora – Arnaudem Rebotini (odpowiedzialnym między innymi za sukcesy swojego autorskiego projektu Blackstrobe) i zaproponowali mu współpracę. Jakież to szczęście, że pan Rebotini nie miał nic przeciwko stanięciu ramię w ramię z muzykami klasycznymi. Dzięki SomethingALaMode powstała zupełnie nowa jakość.

Ich debiutancki album otwiera RondoParisiano, utwór, który szturmem wdarł się w świadomości światowej młodzieży i starszyzny zorientowanej elektronicznie za sprawą gościnnego w nim udziału Karla Lagerfelda, ozdabiającego piosenkę swoimi głębokim basem. Francuzi nie piórkają się i od razu przystępują do ostrego ataku – RondoParisiano to niezbyt szybki, ale piekielnie wciągający utwór. Ciężki syntezator, ciekawie porozkładane akcenty, a to wszystko przyprawione wizgającymi w górnych rejonach klawiszami i pociętymi pasażami mistrzów ceremonii. Właśnie ten kawałek to najmocniejszy punkt płyty, aż szkoda, że jest dosyć krótki. Piosenki z wokalem w ścisłym tego słowa znaczeniu można policzyć na palcach jednej ręki i właściwie to budzą one mieszane uczucia. Z jednej strony dostajemy przepyszny 5 AM, w którym na tle MSTRKRFTowego podkładu i zagranych ze swadą partii smyczkowych śpiewa początkująca amerykańska raperka K. Flay oraz przypominający wczesny Royksopp, pozytywny By Your Side, a z drugiej przesłodzony wokal Adama Josepha w wolniejszym Little Bit Of Feel Good, które jest kontynuacją rozimprowizowanego SchubertALaMode. Francuskie inspiracje nie kończą się na tym – echa Justice pobrzmiewają na przykład w przesterowanym GString. Zupełnie do niczego za to nie da porównać się świetnego Romance In B Minor, w którym pływające leniwie skrzypce i wiolonczela są podbite połamanym rytmem i okazjonalnie tajemniczym przerywnikiem, oraz równie kojącego Vodka Martini.

Debiutu Francuzów słucha się świetnie w całości, a to za sprawą profesjonalnej produkcji mistrza Rebotini, która spaja wszystko pięknie niczym klej Atlas (nie oferując nam przy tym na szczęście widoków łysego mięśniaka), dodając niebanalnym melodiom smyczkowych kompozycji pulsu, a czasem nawet parkietowego potencjału. Niestety drażnią trochę dłużyzny takie jak absurdalnie swingujący Easy Loving czy nudnawy Fucking Friend Part II, ale to tylko niewielkie potknięcia, które w świetle reszty albumu można uznać za marudzenie recenzenta. Album kończy się apokaliptycznym Dies Irae, przy którym pozbywamy się już najdrobniejszych wątpliwości co do tego, że trójka, która zmajstrowała ten cały bałagan to wybitni muzycy i kompozytorzy. Całości dopełnia świetna oprawa graficzna i ta niezmącona niczym pewność, że z SALM i opcją Repeat All w naszym odtwarzaczu spędzimy jeszcze wiele przyjemnych chwil.

2010 // Yellow Productions

Ocena: 8,5/10

01. RondoParisiano (feat. Karl Lagerfeld)
02. GString
03. 5 AM (feat. K. Flay)
04. SchubertALaMode
05. Little Bit Of Feel Good (feat. Adam Joseph)
06. Tracey’s Interlude
07. Easy Loving
08. Vodka Martini
09. Romance In B Minor
10. Fucking Friend Part II
11. By Your Side
12. Dies Irae

Related Posts with Thumbnails

Komentarz to “SomethingALaMode – SomethingALaMode”

  1. myślałam, że mnie będzie do końca świata odrzucać od smyczków klasycznych + muzyka współczesna, a tu zonk. czad jak na pierwsze 3 odsłuchania, zobaczymy czy mi się zasiedzą :)

Zostaw komentarz