Simian Mobile Disco – Temporary Pleasure

Mawia się, że nie ma czegoś takiego jak sztuka kompromisu, z naciskiem na wyraz sztuka. Artystę albo się kocha, albo się go nienawidzi, tę samą zasadę stosuje się zatem do dzieła artysty. Obojętność, z tego wynika, nie może budzić jakichkolwiek odczuć względem dzieła, więc i ocena tegoż bywa podyktowana tylko z osobistego zmagania się z wszelkimi przejawami niepewności.
Skoro ocena ma być tylko wynikiem niepewności, to należałoby skończyć ten niewdzięczny temat i założyć ponownie słuchawki. Apetyty, jakie towarzyszyły wydaniu najnowszego albumu Brytyjczyków, były spore. Zeszłej jesieni starali się raz po raz zaskoczyć gawiedź wyszukanymi niespodziankami. Ambitny set dla Nike, powalające futurystycznym i nietypowym techno 10000 Horses Can’t Be Wrong, czy umilające już tegoroczną wiosnę Synthesise z uroczym klipem z punktującymi w oczy widza kropkami. Całość mogła wywierać wrażenie, że ewolucja kolektywu jest faktem niezaprzeczalnym do pewnego momentu. Ów nadszedł wraz z ogłoszeniem tracklisty oraz pierwszego pełnoprawnego singla. Pierwszą rzeczą, która wzbudziła we mnie niepokój, to rodzaj artystów gościnnych. Ich wybór sugerował, że jednak chłopcy nie zapomnieli o starym, dobrym Simianie i po indierockowej linii oporu (czyli jak najbardziej komercyjnej, czyli najmniejszej) postanowili odbudowywać swą pozycję na rynku nowego electro. Efekty tym samym nie były na poziomie nieodżałowanego Hustlera czy It’s The Beat. Efektem był jedynie oczywisty niesmak. Keating z Yeasayer wraz z mało wyrazistą kompozycją (Audacity Of Huge) sprowadził mnie szybko na ziemię, w momencie, gdy jeszcze się ludziłem, że 10000 koni swym galopem powiedzie mnie jeszcze raz tak samo, jak 2 lata temu. Gdy miałem już wątpliwą przyjemność zaznajomienia się w pełni z singlem, czyli również z remiksami, wówczas oprzytomniałem, stwierdzając, że to jeszcze nie koniec świata – honor SMD przywrócili sobie sami w odważnym SMD Space Cave Version.
Niestety co się odwlecze… to będziesz zmuszony tego słuchać. Przyznam bez bicia, że dawno nie słyszałem takiego hype’u, który tak naprawdę nie wywiera na słuchaczu żadnego wrażenia. Bardzo skrótowo, bo jednak wciąż kierowany niesmakiem, wskazałbym faworytów w postaci Cruel Intentions, wyśpiewanego przez Beth Ditto, mam nadzieję, że podłamaną nędzą albumową swego macierzystego zespołu, nadto broni się dostępny za darmo dzięki XLR8R remix Jokera. Pozytywnie wybijają się na longplayu wspomniane 10000 Horses Can’t Be Wrong oraz Synthesise, choć z niewiadomych mi powodów skrócone do granic możliwości, przez co nie zachowano w nich naturalnego napięcia, czego skutkiem jest niewzruszenie słuchacza. O dziwo nie zawiódł Alexis Taylor z Hot Chip, który po solowym koszmarku nadal stara się zarażać lud specyficznym rodzajem wrażliwości w Bad Blood, na całe szczęście nadal mu się to udaje przez co uśmiech momentami powraca. Instrumentalny Imbulance też nie razi indolencją twórczą, więc też należy mu się nagroda w postaci wymienienia go tutaj (tak, da się też zauważyć, że instrumentalne momenty to jedyna rzecz, nad którą Simianowi chciało się rzeczywiście popracować). Reszty grzechów nie chcę rozpamiętywać…
…choć z drugiej strony na osobny rozdział zasługują dodawane do albumu dodatki typu de luxé, którymi są odpowiednio 4 utworowa EP, albo dla parkietowych zapaleńców winyl z bardzo udanym remixem Gui Boratto do Bad Blood. EP z kolei to nic innego jak odrzuty z sesji, wszystkie tak samo porywające, bardzo równe, o odpowiedniej długości, ciężarze i prędkości BPM, co mam nadzieję, sprawdza się na bibach, imprezach i gdzie tylko człowiek pragnąłby siłą rzeczy zatańczyć do nowej płyty SMD. Inna sprawa, że nie należy im się już taki splendor, ale bohaterów wybiera publika. Nie chcę wyrokować jakie są tego konsekwencje.
2009 // Wichita
Ocena: 5/10
01. Cream Dream
02. Audacity Of Huge
03. 10000 Horses Can’t Be Wrong
04. Cruel Intentions
05. Off The Map
06. Synthesise
07. Bad Blood
08. Turn Up The Dial
09. Ambulance
10. Pinball











Ten album mnie bardzo pozytywnie rozczarował.
Czego nie mogę powiedzieć o nowym Vitalicu… porażka.
hmmm, ja z kolei przyznam, że u mnie odwrotnie… Vitalic znowu sążniście daje do zrozumienia, że w zalewie bardzo podobnych dźwięków można nadal być wyrazistym jednocześnie się nie zamykając na rozwój, nucę przynajmniej kilka kawałków z albumu… Simiana nie nucę ; P
simian swietne, a audacity of huge: bardzo dziwny trak,ale jeden z orginalniejszych jakie slyszalem. switny jest
no właśnie ja też nie łyknęłam tych smd. spróbuję odczekać i pocisnąć jeszcze raz, ale na razie ze smutkiem podpisuję się pod phammem.
Mnie osobiście płyta bardzo urzekła ( tak poetycko ) a dokładniej kawałek Bad Blood :D
Nie zgadzam sie, moze i plyta jest troche bardziej „dla mas”, ale to nie powinien byc zarzut. „Audacity of Huge” to dla mnie jeden z lepszych kawalkow wydanych w tym roku, polecam tez Naum Gabo Remix : ) No a „Cruel Intentions”, „Off The Map” czy „Bad Blood” to juz w ogole mniodzio :P
Do calego nowego Vitalica jeszcze do konca sie nie przekonalem, chociaz „Your Disco Song”, „One Above One” i „Terminateur Benelux” katuje caly czas : )
Spodziewałem się nowej rewolucji.
Niestety. Tylko 10000 Horses Can’t Be Wrong rości sobie prawa do dobroci. Reszta jest jak na mój gust zbyt popowa. I tak jak już wcześniej wymienialiście Bad blood jest w porządku.
A nie zdziwiłbym się gdyby np. Audacity of… zaczęło lecieć na RMF max
Ze smaczków mogę wymienić Cream Dream za cheesy klimat.
Ogólnie ostatnio w nurave/electro mało wychodzi megamega produkcji, chyba, że ja słabo szukam. Ostatnią dobrocią była płyta bloody beetroots, z paroma odkurzaczowymi smaczkami.
Czego nie mogę powiedzieć o dubstepie, tylko nie z komercjalnej(moża już chyba tak powiedzieć) strony.
np. Borgore z utworem : http://www.youtube.com/watch?v=RppOGJyi3ic
albo
http://www.youtube.com/watch?v=SvlhpgEcoAk&feature=related
Teraz pewnie na pół roku hałsiki będą w modzie.
A, polecam set Boys Noize z I Love Techno. Absolutnie miażdży.
http://www.vimeo.com/2422137
Zgadzam się z oceną – album jest mocno średni. Jeden kawałek – Pinball, z moimi ukochanymi Telepathe – mnie zachwycił. Po nim dłuuugo nic. Jeszcze tylko Cruel Intentions i Turn Up The Dial trzymają niezły poziom, reszta kompletnie się nie wybija, a Audacity Of Huge to już totalna porażka. Spodziewałem się czegoś lepszego…