Sexy Sushi – Mauvaise Foi

W czasach, kiedy olbrzymi nacisk w wydawnictwach muzycznych kładzie się na imidż, nieskazitelną produkcję i ugładzone brzmienia duet Rebecki Warrior i Mitcha Silvera jest swoistym ewenementem. Mimo surowego niczym tatar brzmienia, tragicznie amatorskich i obrazoburczych okładek i struktury kawałków porównywalnej z chaosem po przejściu huraganu ich popularność ciągle rośnie. Ich poskładany z analogowych syntezatorów, szaleńczych krzyków i topornych rytmów electrotrash już od prawie dziesięciu lat znajduje uznanie wśród zwolenników elektroniki na całym świecie.

Ich ostatnie wydawnictwo, Mauvaise Foi, tradycyjnie już zawiera kilka uprzednio nam znanych kawałków (hitowy Sex Appeal, Riquitta i T’enflamme Pas Petasse), ale dzięki temu, że serwuje aż 15 numerów, to ich obecność na płycie nie jest odbierana negatywnie. Co ciekawe, przewrotni Francuzi nie umieścili na niej… utwóru tytułowego, który już od kilkunastu miesięcy był dostępny w internecie. Nie zmienia to faktu, że jest to ich najbardziej zróżnicowany i najciekawszy album do tej pory.

Do tej pory największą bolączką tej dwójki była duża ilość typowych zapychaczy. Tym razem znajdziemy tylko jeden (Foret Mystique…), a dodatku jest on umieszczony na samym początku tracklisty, więc szybko idzie w zapomnienie. Tymczasem reszta numerów tworzy naprawdę ciekawą mieszankę. Od rozpaczliwego intro przez groźne, snujące się Tout La Haine Qui M’incarne, wypełnione dziwnymi harmoniami Oublie Moi po taneczną kołysankę w postaci ostatniego utworu – wszystko ma sens i świetnie prowadzi nas przez dziwaczny, lekko prześmiewczy świat Sexy Sushi.  Nie zabrakło tu oczywiście typowych dla duetu syntezatorowych galopad, jak Meurs Meurs Jean-Pierre Pernaut, ale główny nacisk położony jest tutaj jednak właśnie na zróżnicowanie kawałków. Nie zmieniło się również zamiłowanie do kretyńsko-obrzydliwych okładek: odbyty zamiast oczu lub całych twarzy, nieudolnie powklejane miriady sztyletów i krocze niezidentyfikowanego modela podpisane w Paincie „Cyril” – oto co zastaniecie na froncie płyty.

Wracając do warstwy audio – rozszerzona została też paleta barw i struktur, kawałki są bardziej przemyślane. Nie znaczy to oczywiście, że można ten album zaliczyć do przeprodukowanych – dzięki surowej produkcji zachowany został główny atut Sexy Sushi, czyli impet i energia nagrań porównywalne z wykonaniami tych utworów na żywo. Energia byłaby jednak niczym, gdyby nie to, że Rebecca i Mitch zwyczajnie piszą świetne melodie. Pochody syntezatorowej piszczałki i kilkuwarstwowe wokale w singlowym Marin (który jest zresztą zaopatrzony w skrajnie absurdalny wideoklip) albo marimba w Apercu Zouk są po prostu bardzo chwytliwe i nawet ci, którzy nie znają francuskiego złapią się nieraz na nuceniu ich po drodze do pracy. Najlepszy utwór, Love Les Tartes, łączy zresztą w sobie wszystkie te zalety w świetnych proporcjach – punkowe skandowanie, melodyjne chóry w tle i pulsujący rytm.

Dzięki Sexy Sushi nasze odtwarzacze po raz kolejny zostaną zasilone nowym materiałem, ale o ile z poprzednich wydawnictw trzeba było wydobywać co ciekawsze trufelki, tak nowego z przyjemnością słucha się od deski do deski, a później zapuszcza od początku. Z kolei winylową wersję tego albumu (wydaną pod tytułem Flammes) polecamy nie tylko purystom – mimo, że jest ona nieco okrojona z kawałków, to zawiera świetne remiksy autorstwa między innymi Vitalica i Davida Carretty, których nie uświadczymy w cyfrowym formacie. No i to niemowlę z penisem zamiast nosa na okładce….

2011 // La Cile

Ocena: 8/10

01. On Devient Fou Ici
02. Foret Mystique, Le Malin Qui Grandit En Moi
03. Riquitta
04. Sex Appeal
05. La Question Qui Lui Brule Les Levres
06. Apercu Zouk (feat. Etienne B)
07. Tout La Haine Qui M’incarne
08. Meurs Meurs Jean-Pierre Pernaut
09. T’enflammes Pas Petasse
10. Love Les Tartes
11. Marin
12. Oublie-moi
13. Amant Maitresse
14. La Fille A La Tete De Dinde
15. Franz Le Tueur Au Lance Flamme

Related Posts with Thumbnails

Zostaw komentarz