Mt. Sims – Happily Ever After

Trzeci krążek Mt.Sims Happily Ever After jest “przyjemnością” bardzo intymną, pełną wizualnej siły i psychodelicznej formy.

Zbolała magma egzystencji świadomie zalewa sugestywne staccato płyty.
Przypomina Joy-Division’owską próżnię, która ciężko paruje pośród cmentarnej draperii.
Pielęgnuje jednak cierpienie w sposób całkiem wyrafinowany i pełen imponującej erudycji.
Króciutki, lecz kuszący romans można przeżyć z Randym Twigg podczas retro-rockowego Grave.
Dalej brakuje mi jednak eksperymentalnego żywiołu i śmiałej pikanterii środków.
Playing For Keeps, zdecydowanie najbliższy electroclashowej powłoki, absorbujący i na wpół kompletny to wciąż tylko nieśmiałe preludium.
Przybrudzona otoczka, dzika porywczość i nieporuszona zbyt stateczna kompozycja dają wynik zupełnie przeciętny.
Cmentarno blada i dość surowa szóstka dla tych państwa.

2009 // Hungry Eye Records

Ocena: 6/10

01. Happily Ever After
02. Grave
03. Playing For Keeps
04. Dig It In
05. Love’s Revenge
06. Continuations
07. What’s The Big Deal?
08. Andy or Jenny
09. The Bitten Bite Back
10. Hotwater/Coldblood
11. Window Window
12. Tightrope

Related Posts with Thumbnails

4 Komentarze to “Mt. Sims – Happily Ever After”

  1. Randy Twigg to kobieta!

  2. poprawione. przepraszamy

  3. Vira, pamiętasz może moje pierwsze zdania a propos krążka? ;>

    [prawie]zawsze mam rację :P

  4. Faktycznie sie nie popisali za bardzo, ale The Bitten Bite Back wchodzi w czambul : )

Zostaw komentarz