Modeselektor – Hello Mom!

Berliński kolektyw jest ujmującym przykładem muzycznej niekonsekwencji. Nie jest to wbrew pozorom zarzut, tylko pochwała w ramach otwartości na kolejne style, trendy i mody. Zaczynając od muzyki stricte bunkrowej początku lat dziewięćdziesiątych, czyli techno i acid, przez hip-hop, glitch, IDM i wiele wiele innych romansów. Po wielu bojach, nie tylko samotnych, ale również z innymi najemnikami Niemcom udało się nareszcie 5 lat temu sklecić swojego pierwszego długograja dla BPitch Control, który to label mieli razem z Ellen Allien współtworzyć.

Urzeka nie tylko fikuśna nazwa kolektywu czy pomysłowy tytuł płyty, ale cały koncept, ociekający żartem, ironią i opierający się mimo tych atrybutów głównie na bardzo eklektycznych kompozycjach, które w żadnym wypadku nie stanowią tła do zabawy. One do zabawy wciągają, stając się oczywistymi szpilkami w głowie w czasie akupunktury, za jaką quasi-metaforycznie uznać można zabawę właśnie. Ale do rzeczy. Zaczyna się od Dancingbox, bezpardonowego openera, który może zniechęcić bardzo agresywnym tłustym beatem i równie odrzucającym wokalem, piosenka „prosto w twarz” i mocno ciążąca na całym początku albumu. Z przykrością przebywa się tak naprawdę cztery pierwsze kawałki, ani Brensort, ani Szary przez chwilę chyba nawet nie wpadli na pomysł lepszego ustalenia początku płyty, bo trzeba mieć w sobie rzeczywiście dużo samozaparcia, by nareszcie znaleźć się w okolicach Kill Bill Vol. 4, a później Ziq Zaq i całej reszty, która już postanawia zniewolić wytrwałego słuchacza. Dość wspomnieć, że dla mnie idealnym gwoździem programu jest pozornie lekkie i zwiewne Vote Or Die. Co takiego w poszczególnych utworach jest ukryte? Właśnie ta specyficzna mieszanka, która brzmi w każdym z kawałków od piątego w dół niczym idealnie poklejony collage, gdzie nie ma miejsca na ubytki. Zmysłowe harmonie, akordy wypływające z synthów miło zderzają się z clickami, IDMem, electro, hip-hopowym podejściem do beatu, kończąc na licznych hołdach składanych elektronicznej tradycji, czyli techno, acid i dubowi. I te wątki ciągle się przewijają: przez snujący się, a współczesnym zapewnie silnie kojarzący się z Flying Lotusem Fake Emotion odśpiewany gościnnie przez Paula St. Hillaire’a z Rhythm & Sound oraz znany już z 12” z 2002 roku In Loving Memory, który idealnie wpasowuje się w klimat poprzedniej piosenki i właściwie już mógłby album wieńczyć, ale… panowie nie zwalniają przygrzewając jeszcze intensywniej w bardzo melodyjnym i znowu kojarzącym się z instrumentalnym hip-hopem Hasir oraz Silikon, który ciągle jest najbardziej faworyzowanym trackiem kolektywu przez Thoma Yorke’a z Radiohead (umieścił go nawet na swojej playliście iTunes). Całość wieńczy zmysłowy, nie tylko pod względem tytułu, I Love You. Wielkość berlińczyków od tamtej pory jest już niezbywalnym faktem, co udowodnią już 2 lata później i konsekwentnie w latach następnych.

Przyczepić mogę się jedynie do feralnych pierwszych czterech songów i braku mojego faworyta w postaci Modeselektor’s Raveanthem z Turn Deaf! z 2004 roku. Poza tym należy się oczywiście pochwała za konsekwencję, uparte dążenie do celu (9 lat czekali na ten album), oczywiście za masę zabawy, jaką przysporzyli tą rzeczą wielu ludziom, za pewną zmianę spojrzenia nie tylko na techno, ale i muzykę spod znaku basów i uk garage, bo pewne zaczątki obecnie nowomodnego stylu słychać tu bardzo wyraźnie. Oczywiście Modeselektor nie byliby sobą, gdyby płycie nie towarzyszyła przemiła oprawa graficzna, już tradycyjnie przygotowana przez ich znajomych z kolektywu Pfadfinderei, która uśmiecha się do nas znaną już w wielu kręgach małpą i przykuwająca uwagę nawet typografią. A finalnie można by rzec po prostu, że to już raczej rzecz klasyczna i… hmmm… so, what can I say… Keep moding!

2005 // BPitch Control

Ocena: 8,5/10

01. Dancingbox
02. Die Clubnummer
03. Tetrispack
04. The Rapanthem
05. Kill Bill Vol. 4
06. Ziq Zaq
07. Vote or Die
08. Earth
09. Fake Emotion
10. In Loving Memory
11. Hasir
12. Silikon
13. I Love You

Related Posts with Thumbnails

Zostaw komentarz