Miss Kittin – Batbox

W cztery lata po samodzielnym debiucie płytowym (I Com z 2004 roku) Miss Kittin, Pierwsza Dama electroclashu (że pozwolę sobie na poufałość) wydaje kolejny krążek. Trzynaście świeżych, prostych i zadziornych piosenek pod zbiorczym tytułem BatBox ukazuje się nakładem Nobody’s Bizzness – własnej wytwórni Francuzki.

Jaka jest nowa Miss Kittin? Przede wszystkim dynamiczna i zajmująca. Francuzka ma w zanadrzu całkiem pokaźny zbiór skutecznych środków muzycznego wyrazu, i nie waha się ich używać zgodnie z własnym widzimisię. Brudna linia basu tu, prosty, acz soczysty bit tam, do tego nieco eterycznych wokaliz i ciekawe, choć może nie grzeszące głębią poetyckiego obrazowania teksty. Kittin wyjątkowo też upodobała sobie melodeklamację i stosuje ją nader często. Jej nieco bezbarwnego i jednostajnego głosu słucham zawsze z mieszanymi uczuciami, jednak gdy już zdecyduje się na rzeczywiste wyśpiewanie jakiejś frazy, robi to z wdziękiem (Pollution Of The Mind). Nie jest to żadne mistrzostwo, ale na potrzeby muzyki o tak ograniczonej strukturze, wystarcza. Od pierwszych minut BatBox słychać, że Francuzka dobrze czuje się w wypracowanej przez siebie, oszczędnej estetyce mrocznego electro. Potrafi skutecznie zaaplikować chwytliwą melodię (Grace, Metalhead), zbudować przyjemną przestrzeń (wspomniane Pollution Of The Mind), zelektryzować kapitalną, chropawą linią basu i podkreślić wszystko pomysłowym refrenem (jak w najlepszym na krążku Sunset Strip). Wokalnej ekspresji Francuzki dopełniają subtelne efekty i naprawdę chwytliwe wokalizy (jak w wybranym na pierwszy singiel Kittin Is High), które nadają płycie aury ulotnej zmysłowości. Zdecydowana większość numerów to pulsujące electro o przytłumionej, ale zdecydowanej energii, która rozrusza każdy parkiet, ale sprawdzi się również jako odpowiednik porannej kawy w domowym zaciszu. Kiedy jednak Kittin decyduje się zwolnić i zaprezentować coś nieco subtelniejszego (Wash N Dry, czy zamykający płytę Mightmaker), wypada przekonująco, chociaż bez tanecznego podbicia traci nieco ze swojego uroku.

BatBox to album na tyle spójny by móc ocenić go dość wysoko jako całość i na tyle urozmaicony, by słuchać go wielokrotnie bez znużenia. Wszystkie utwory to proste, ale solidne kompozycje oparte na wyrazistym motywie przewodnim. Miss Kittin wie, w czym tkwi siła jej muzyki i na pierwszy plan wysuwa swoje największe atuty: oszczędną melodyjność, taneczną porywczość i sporą dawkę drapieżnego seksapilu. W rezultacie dostajemy płytę zmysłową i kobiecą, ale pozbawioną czułostkowości, surową, ale nie prymitywną. Po (zbyt) długiej przerwie Kittin powraca z albumem pełnym świeżych pomysłów, który powinien zaskoczyć przyjemnie nawet tych, którzy na całą scenę electroclashową patrzą z ironicznym lekceważeniem.

2008 // Nobody’s Bizzness

Ocena: 6,5/10

01. Kittin is High
02. BatBox
03. Grace
04. Solidasarockstar
05. Barefoot Tonight
06. Play me a Tape
07. Pollution of the Mind
08. Wash ‘n’ Dry
09. Metalhead
10. Machine Joy
11. Sunset Strip
12. Playmate of the Century
13. Lightmaker

A jaka jest Twoja ocena płyty?

Related Posts with Thumbnails

Komentarz to “Miss Kittin – Batbox”

  1. Jak na tak pozytywną recenzję to ocena dosyć niska ; ) Ja bym dał z 8,5 : )

Zostaw komentarz