Midnight Juggernauts – Dystopia

Kiedy to piszę, oni mają jakoś 30 stopni w cieniu i zapewne odbierają już z tłoczni pierwsze egzemplarze nowego albumu. Ale nie było by to możliwe, gdyby nie bardzo systematyczna i konsekwentna praca od połowy dekady. Zwrócić na siebie uwagę potrafili już na wysokości pierwszej debiutanckiej EP, gdzie główną osią poszczególnych utworów jest mariaż muzyki gitarowej opartej na solidnych post-punkowych podstawach z beatami mogącymi się bardzo kojarzyć z house’em i electro-house’em znanym powszechnie jako french touch.

Te nawyki twórcze i chęć do swatania ze sobą tak pozornie nieoczywistych sposobów grania muzyki. I zaskakiwali nadal, przez kolejne dwa lata ogrywając się nie tylko głównie na australijskiej scenie, ale też przygotowując materiał na album, który później okazał się bardzo trafionym, zwłaszcza na polu momentu wydania tego zbioru piosenek, jak i stylu, jaki grupa na nim prezentuje. Inna sprawa, że wtopił się też bardzo dobrze w święcącą właśnie triumfy klikę australijskich wykonawców. Nie, nie, to wbrew pozorom nie są zarzuty, wszak muzyka broni się sama.

A ta na Dystopii pozwala się rozsmakować dogłębnie, zapraszając każdego do tej na poły rozrywkowej, ale na poły bardzo tajemniczej krainy dźwięków, klimatów, bardzo wyrazistych i osobliwych kompozycji, które jednak tworzą bardzo zwartą i jednorodną całość. Za pierwszym razem uderzyło mnie to właśnie, że tak duża część kompozycji, różniących się mędzy sobą przecież wieloma szczegółami, jest bardzo wyraźnie połączona ze sobą, co sprawia wrażenie cyzelowania efektu przez eremitę i tym samym jest to niezbity dowód na bardzo wyczerpującą, ale opłacalną pracę w studio. Ale jednocześnie każda tkanka egzystuje tu bardzo swobodnie, z niechęcią by się wydawało wybijając, bo przyznam, że wybór singla z tego rodzaju płyty musi być decyzją podejmowaną po wielu dysputach. I tak Into The Galaxy czy Ending Of An Era są bardzo słusznymi wyborami, ale nie gorszym byłby na przykład utwór tytułowy albo Aurora. Z każdego kawałka emanuje tu bardzo dużo matematycznego podejścia do kompozycji, które miejscami ustępuje niezwykle onirycznym bądź odrealnionym momentom. Robi to oczywiście wielokrotnie piorunujące wrażenie (Tombstone, Shadows). Dlatego tym bardziej cieszy, że ciągle jeszcze istnieją kapele, które w swoim rockowym zacięciu nie muszą zamykać się ani na formę, ani na treść. Tylko jedna rzecz w obliczu tej bardzo dobrej płyty zastanawia. Jak to się stało, że wyszła latem 2007 roku w Australii, po czym ją wznowiono dopiero w kwietniu roku następnego, za to już globalnie. Czyżby taka sama historia jaka stała się udziałem Pablo Honey?

Jeśli tak, to mam nadzieję, że Midnight Juggernauts nie cierpią na manię wielkości, potrafią uczyć się na własnych błędach i nie raz jeszcze pokażą pazur, choć przyznam, że mimo ciągłego trzymania kciuków za zespół, te puściły w momencie usłyszenia This Is New Technology. Pozostaje mi mieć tylko nadzieję, że utwór pilotażowy nie będzie tu wyjątkowo godnym reprezentantem całego albumu.

2007/8 // Siberia

Ocena: 7,5/10

01. Intro
02. Ending Of An Era
03. Into The Galaxy
04. Shadows
05. Worlds Converged
06. Dystopia
07. Road To Recovery
08. Scorpius
09. Twenty Thousand Leagues
10. Tombstone
11. Nine Lives
12. So Many Frequencies
13. Aurora

Related Posts with Thumbnails

Zostaw komentarz