Le le – Marble

Oceniając długograja Holendrów zastanawiałem się, czy ktoś z redakcji na głowę nie upadł, ale niech będzie, że wydawnictwo było na poziomie i dość osobliwe w epoce zalewu nazbyt podobnych dźwięków.

Tym większe zaskoczenie mnie naszło, gdy niespełna miesiąc temu otrzymałem w prezencie świeżą EP od Niderlandów. Moja konfuzja tłumaczona jest szalenie wysokim poziomem, jakim już od pierwszych sekund artyści nas bombardują. Nic dodać, nic ująć – przeprosili się z analogami i klasycznymi automatami z Rolanda, porzucili agresywne rapowanki na rzecz bardziej melodyjnej melorecytacji, a nawet śpiewu, dołożyli kilka ładnie zharmonizowanych akordów i tym samym wydali jedną z EP roku w ogóle. Nie żartuję. W tych sześciu kawałkach jest zawarty kawał historii muzyki, nie tylko nastawiony na czyste electro, lecz również czule romansujący z francuskim nu disco (chyba najciekawszy w zestawie Number 1 Girl). Nadto więcej twarzowych wypieków się pojawia, kiedy się przysłucha co panowie mają nam do przekazania. Zawsze narzekałem, że niewiele jest dobrych kawałków „o dupach i samochodach”, a tu łatwość z jaką zabawiają nas Le Le jest zadziwiająca. Omawiają fashion w Douchebag Status, miłość do muzyki (wspomniany Number 1 Girl), albo siebie w chwytliwym Discomonster. Choć nie ukrywam, że warto skwasić na koniec – niestety odstaje Backstage. Klawiszowy riff ma nawet tendencje do powodowania agresji, ale zawsze można przełączyć, co jest niewątpliwą zaletą odtwarzaczy.

Nie ma co za długo się rozwlekać, lepiej zamówić rzecz przez ich MySpace (myspace.com/lelemusique) albo iTunesa i zanurzyć się na 20 minut w ekstatyczny taniec.

2009 // Magnetron Music

Ocena: 8/10

01.Douchebag Status
02.Discomonster
03.Number 1 Girl
04.Dr. Awkward
05.Backstage
06.Luxe Benen

Related Posts with Thumbnails

Zostaw komentarz