Ladytron – Velocifero

Velocifero to podobno włoska marka produkująca motorynki. I tak prezentuje się przy poprzednich albumach multinarodowościowego kwartetu Ladytron ich najnowsze dzieło – niby ma dwa koła, silnik i „born to be wild” wypisane wielkimi literami w poprzek, a jednak to nie ten sam ryczący wydechem i ociekający dystyngowanie chromem Harley.

Czwarte dziecko szkocko-angielsko-bułgarsko-chasydzko-chińskiego zespołu było promowane nijakim Ghosts, co od początku dało fanom formacji do myślenia. Nieciekawy i snujący się niemrawo singiel był zapowiedzią poziomu ponad połowy kawałków, które znalazły się na nowym albumie. Mimo, że kompozycyjnie utwory z Velocifero prezentują się bardzo przyzwoicie, to bolączką tego albumu jest przytłumiona, mdła produkcja. Jest to o tyle dziwne, że zajmowali się nią Andy Gardiner (Vicarious Bliss) i Alessandro Cortini (Modwheelmood, ex-Nine Inch Nails). Niestety, brak selektywności brzmienia, nadużycie pogłosu i słabo rozpoznawalne poszczególne instrumenty sprawiły, że Velocifero w większej części kaszle przy próbach zapłonu i rusza tylko przy kilku kawałkach. Rozpoczynający album, zaśpiewany przez bułgarską panią klawiszową Black Cat daje nadzieję, która jest szybko odebrana nam przez mocno podobne do siebie i nawet utrzymane w podobnej tonacji I’m Not Scared, ciekawie zaczynające się Season Of Illusions, Burning Up i trzeci singiel Tomorrow.

Całe szczęście nie wszystko jest stracone. Ladytron z powodzeniem odkuwają się genialnym Predict The Day, w którym miarowa, industrialna perkusja i groźne skrzypienie smyczków oraz przemyślany dwugłos wprowadzają dosyć niesamowity klimat. Stare dobre czasy Light & Magic i Witching Hour przypominają nam też basowe Runaway i Deep Blue. Trochę różnorodności wprowadza kolejny etnologiczny wtręt – dziwaczny cover Kletvy bułgarskiego piosenkarza Kiryła Mariczkowa i okraszone ciekawą melodią The Lovers.

Jednak mimo, że jestem stronniczym i bezwstydnym fanem Ladytron, to te kilka perełek nie jest w stanie w moich oczach uratować ich nowego jednośladu. Ta płyta ma potencjał i ciekawą, mroczną atmosferę, ale zdecydowanie brakuje mu „tego czegoś”. Żądnym wrażeń polecam zaopatrzyć się w świetne Predict The Day i Runaway, a resztę albumu przesłuchać w poszukiwaniu innych trufli, ale bez wygórowanych oczekiwań – niestety tym razem Ladytron nawiedziła klęska urodzaju i przeprodukowany album szybko wyląduje na złomowisku.

2008 // Nettwerk

Ocena: 4/10

01. Black Cat
02. Ghosts
03. I’m Not Scared
04. Runaway
05. Season Of Illusions
06. Burning Up
07. Kletva
08. The Gave You A Heart, They Gave You A Name
09. Predict The Day
10. The Lovers
11. Deep Blue
12. Tomorrow
13. Versus

Related Posts with Thumbnails

Komentarz to “Ladytron – Velocifero”

  1. A mnie tam się podoba jak z resztą każda płyta. Może to za sprawą tego słodkiego głosu który wciąż porusza, niebanalnych tekstów i tych zabaw z dźwiękiem. Faktycznie jest to już inne granie ale i tak uważam że są po prostu świetni. Mają już taki bogaty warsztat i styl który wyróżnia że nie potrafię z mojej strony dać im inaczej niż 10/10 :) „gravity the seducer” tak samo bardzo mocny i wyrazisty album. Można by tak pisać, pisać, pisać… Chyba oszalałem ;P

Zostaw komentarz