Ladytron – Light & Magic

Niewiele jest takich albumów, o których można stwierdzić bez ewidentnej przesady, że zmieniły oblicze gatunku. Tym leniwym i poruszającym wargami podczas czytania od razu powiem, że Light & Magic właśnie taką płytą jest i odeślę do oceny. A tymczasem pozwólcie, że bez cienia obiektywizmu przedstawię opus magnum manchesterskiego kwartetu.
O ile poprzedni album Ladytron, 604, stworzył tak charakterystyczne dla zespołu brzmienie (ale pod koniec tracklisty utonął lekko w kombinatoryce), to Light & Magic jest wydawnictwem, które bierze ten styl i obraca go w cios o monolitycznie wysokim poziomie. Nigdy wcześniej electropop nie brzmiał jednocześnie tak robotycznie, tak niepokojąco i tak autentycznie. Znajdziemy tutaj oczywiście też lżejsze numery o cieplejszym, bardziej ludzkim zabarwieniu, jak wykorzystujący ulubione analogowe brzmienia Ladytron Black Plastic lub instrumentalny Re:agents. Jednak prawdziwą bitą śmietaną w tym torcie są dziwaczne kompozycje w rodzaju połamanego, zaśpiewanego po bułgarsku NuHorizons, które zachwyca arytmicznymi samplami i prawie industrialnym rytmem. Ladytron z mistrzostwem układają obok siebie takie właśnie hybrydy i melancholijne, tajemnicze piosenki jak znakomite Evil i Flicking Your Switch. Większość kawałków jest dodatkowo wzbogacona świetnymi tekstami Helen Marnie, traktującymi o ludzkim hedoniźmie w świecie rządzonym przez maszyny albo opowiadającymi futurystyczne historie miłosne (skradający się Fire). Nie można oczywiście zapomnieć o międzynarodowym hymnie modelek i modeli – w groteskowym Seventeen wokalistka przekonuje nas, że tylko siedemnastolatki są pożądane przez szołbiznes.
Jeszcze inną twarz Ladytron pokazują nam umieszczone trochę dalej na liście obecności utwory. Rozpoczynając od tajemniczego Cracked LCD, przez brzmiące jak tło do horroru w świecie Łowcy Androidów Startup Chime po przejmująco smutne Cease2xist, Brytyjczycy pokazują nam, że potrafią wstrzyknąć w swoją muzykę bardzo czytelne nastroje. Mało tego – jednocześnie robią to fachową technicznie ręką, flirtując z industrialem, synthpopem czy nawet Jarrem (kosmiczny utwór tytułowy). Brzmienie płyty jest bez zarzutu – ostre dźwięki analogowych syntezatorów, takich jak legendarny Korg MS-20, mieszają się tutaj z ociekającymi pogłosem, blaszanie brzmiącymi bębnami i kosmicznymi samplami, a wszystko to przyozdobione tu i tam brzękiem gitary i ocieplone głosami Helen i Miry. Całą tę tęskną atmosferę rodem z radzieckiego sputnika dopełniają bułgarskie melorecytacje tej ostatniej i użyty z umiarem wokoder (Turn It On). Długo możnaby tak wymieniać warte uwagi kawałki, bo album oferuje ich aż piętnaście i nie rozczarowuje nas ani jednym zapychaczem. Świetnie słucha się go od deski do deski, ponieważ muzyczne opowieści Ladytron mają jeszcze jedną właściwość – wciągają jak dobra książka. Podejrzewam zresztą, że byłyby fantastycznym (gra słów niezamierzona) tłem dla którejś z książek Lema czy braci Strugackich.
Nie ma sensu dłużej piać peanów zachwytu nad tą płytą, bo i tak wszyscy zdążyli już rzucić okiem na tę okrąglutką dziesiątkę pyszniącą się w rubryce ocena. Powiem więc tylko – jeśli nadal nie znacie tego albumu, tracicie więcej niż tylko kilka elektronicznych piosenek. Po przesłuchaniu Light & Magic widocznym staje się to, jak niepostrzeżenie jego wpływ wywarł piętno na współczesnym popie i nie tylko. A jeśli macie skłonności do synestezji, to przeniesiecie się z muzyką w taki kosmos, jak wyobrażali sobie go ludzie w latach osiemdziesiątych.
2002 // Telstar/Emperor Norton
Ocena: 10/10
01. True Mathematics
02. Seventeen
03. Flicking Your Switch
04. Fire
05. Turn It On
06. Blue Jeans
07. Cracked LCD
08. Black Plastic
09. Evil
10. Startup Chime
11. NuHorizons
12. Cease2xist
13. Re:agents
14. Light & Magic
15. The Reason Why










