Hot Chip – Made In The Dark

Hej! Nie zdarzyło Ci się przypadkiem spotkać ostatnio na parkietach anorektycznych chłopców w spodniach typu „rurki” oraz trampkach wiadomej produkcji? Czuć już od dawna, że indie-kidz będą się na nasze parkiety przenosić, ale dlaczego tak szybko, tak szumnie, tak bezpardonowo? Powód jest jeden, i to już od kilku lat – Hot Chip.

Nietrudno zapomnieć ich evergreeny z wysokości drugiego albumu (dla ciągle niekojarzących – The Warning). Powrócili po dwóch latach z kolejnymi, mając niecny plan wtłoczenia nas w ubytki parkietu jako stałe eksponaty. Już późna jesień 2007 roku zapowiadała wyjątkowo gorącą zimę, kiedy angielski kwintet wydał oszałamiającego singla pt. Ready For The Floor. Jeśli ktoś marzył o powrocie Hot Chip z jeszcze większą siłą, niźli 2 lata wcześniej, to trzeba uznać, że im się to zdecydowanie udało, jednocześnie wzniecając apetyty na pojawienie się sukcesora albumu, przy którym uwielbiano poruszać odwłokiem jak i ukradkiem chlipać.

Czwartego lutego wszystko okazało się jasne jak stroboskop przy utworach Armijna van Buurena. „Made In The Dark” był opisywany wszędzie, kto szybciej zgarnął album, ten dowiedział się czym tak naprawdę pachnie fenomen Angoli. Umówmy się, że przestał być tortem, a przynajmniej smakowitym kołoczem, a stał się pospolitym schaboszczakiem. Dlaczego? Przesłuchując rzecz jakiś piąty raz (można więcej, ale po co się katować?) doszedłem do wniosku, że jeżeli chcę kołysankę, to chyba lepiej barwić swe sny głębokimi plamami ambientu, aniżeli niezdecydowaną, monotonną pulsacją zawartą w piosenkach bez historii zawierających jakieś historie. Wydaje się, że londyńczycy starali się pójść za ciosem, pamiętając, że nie można polegać cały czas na sprawdzonych patentach, że liczy się również rozwój, jeśli nie brzmieniowy, to przynajmniej kompozycyjny. I rzeczywiście, można na albumie o sympatycznie wdzięczącej się do odbiorcy pastelowej okładce znaleźć jakieś ballady, ale są to rzeczy bezprecedensowo wrzucone w wir synkopowanych rytmów. Jeśli Alexis chciał jeszcze raz dać słuchaczom do zrozumienia, że jest niepoprawnym romantykiem schowanym za klawikordem, lookiem biurowego nudziarza, to publika chórem powinna mu odpowiedzieć: „Tak! Pamiętamy!” z dopiskiem: „Ale jednak wolimy tańczyć!”. Przykładem takiego pogwałcenia jest kawałek tytułowy. A jeśli tak bardzo od mroku chcemy się wyzwolić, to utworów zdecydowanie rozjaśniających nasze życie też jak na lekarstwo: wspomniany Ready For The Floor, do tego Shake A Fist czy One Pure Thought (wydaje się, że na singlach bezpiecznie poprzestać). Reszta z kolei idealnie wtapia się w klimat Polski w okresie pogodowym z lutego, a dla tych, co lubią wracać i się męczyć, to może być także klimat listopadowy.

Powinno paść jedno pytanie: po co? Ano trzeba jakoś wzbogacać swoją dyskografię chcąc dostać się do Hall Of Fame. Dlaczego kosztem zwolenników grupy? Bo płyty kosztują, a zakładam, że Taylor i s-ka sami nie mieli do końca pojęcia z jak bardzo mętnym dziełem oni sami mają do czynienia. Tak samo nie ma sensu zastanawiać się, czy to może nie jest wypadek przy pracy. Lepiej przeczekać z nadzieją (byle nie płonną) kolejne 2 lata przy dźwiękach udanych singli.

2008 // EMI

Ocena: 5/10

01. Out At The Pictures
02. Shake A Fist
03. Ready For The Floor
04. Bendable Poseable
05. We’re Looking For A Lot Of Love
06. Touch Too Much
07. Made In The Dark
08. One Pure Thought
09. Hold On
10. Wrestlers
11. Don’t Dance
12. Whistle For Will
13. In The Privacy Of Our Love

Related Posts with Thumbnails

Komentarz to “Hot Chip – Made In The Dark”

  1. Ocena chyba nieco za wysoka – album jest bardzo kiepski. Jedynie 2 kawałki są niezłe: Shake A Fist i Ready To The Floor. Reszta to idealny środek na bezsenność.

Zostaw komentarz