Gazelle – Chic Afrique
Raz na jakiś czas zdarza się ten wspaniały moment, kiedy po długim i mozolnym przekopywaniu nieprzebranych zasobów internetu natykasz się na coś naprawdę świeżego, oryginalnego i dobrze brzmiącego. Mało tego – zaopatrujesz się w płytę i kończy się na tym, że terroryzuje ona bez większego wysiłku resztę Twojej plejlisty. Tak właśnie potoczyła się sprawa z południowoafrykańskim duetem Gazelle. Utworzony przez wychowanego na farmach Limpopo uznanego fotografa Xandera Ferreirę, do którego dołączył producent i didżej Nick Matthews, projekt Gazelle tchnie świeże powietrze o zapachu prowincji RPA (i nie chodzi tutaj o nawóz) w przygnieciony kiczowatymi klonami Kylie i Lady Gagi świat rozrywkowej elektroniki.
Debiutancki album Gazelle, Chic Afrique, to skomponowana jakby przez wirtuoza barmańskiego fachu mieszanka electro, disco i afrykańskich rytmów, doprawiona odrobiną funku. Ciekawa i miła dla ucha barwa głosu Xandera, który zaczynał przygodę z muzyką jako wokalista reggae o pseudonimie White Lion, jest swego rodzaju plasterkiem limonki, wieńczącym drink i pozwalającym swobodnie lansować się z kolorową szklanicą w okolicach jacuzzi. Płyta jest bardzo równa, wśród dziesięciu zaprezentowanych przez Gazelle kawałków nie da się znaleźć ani jednego, który nie pasowałby do reszty, albo przy którym nie dałoby się dobrze bawić. Bardzo sprytnie rozmieszczone są dwa utwory o wolniejszym, bardziej kołyszącym rytmie – po pierwsze wierny swemu tytułowi Chic Afrique, który porywa do rytmicznego podrygiwania. Po drugie – niesamowity Just Now, okraszony przejmującą melodią, ciężkim, elektronicznym bitem i inteligentnym tekstem. W dodatku posyłający w dół pleców ciarki, kiedy dociera do świetnego przejścia i wieńczącego utwór refrenu. Reszta smakowitych kąsków to co do jednego parkietowe hity. Poczynając od futurystyczno-funkującego Barbarella, a kończąc na rozpoczynającym się tambylczym śpiewem Golden Sun, Gazelle zabiera nas w nasyconą kolorami Afryki elektroniczną podróż dookoła kuli dyskotekowej. Świetne, głębokie brzmienia syntezatorów i przestrzenna produkcja albumu dodatkowo pomagają w zagłębieniu się w imprezową atmosferę płyty.
Porywające refreny to kolejny zdecydowany atut debiutu Gazelle. Wypolerowane arpeggia Neondebele sąsiadują tu z electroclashową radością Try, a discopopowy Options ze skocznym She Did Me In. Prawdziwy klimat Johannesburga i przyległych mu krain czujemy jednak dopiero przy zaśpiewanym w afrikaans i popartym żartobliwym wideoklipem Die Verlore Seun, w którym Xander śpiewa: „sorry, tato, muszę opuścić farmę, bo tęsknie za światłami dyskotek”. Ten odwołujący się na równi do bailie funku i punka numer został zresztą magicznie zmieniony przez remiksera Willa Mono w jeden z najlepszych parkietowych wymiataczy pod słońcem. W świetle wszystkich tych peanów i zachwytów nie jest dziwnym fakt, że Chic Afrique nawiedza moje głośniki niezwykle często, będąc świetnym lekarstwem na ciemne zimowe dni.
I tak oto właśnie ledwo odrosła od ziemi nowinka o egzotycznym pochodzeniu stworzyła przystępny i dający dużo radości album bez uciekania się do kiczowatych chwytów, plastikowych brzmień albo nadmiernej ilości bezsensownych pokrzykiwań (patrz: Die Antwoord). Co więcej – obecne na płycie akcenty afrykańskie są na tyle umiejetnie dawkowane, że nie odbieramy ich jako nachalnego machania nam przed nosem ciekawym pochodzeniem zespołu, a raczej jako element wzbogacający muzykę. Tym bardziej należy docenić fakt, że według moich tajnych źródeł po zagranym w warszawskim Klubie 55 koncercie panowie z Gazelle przyrzekli sobie, że wrócą na polską ziemię, by promować swoje tęczowo-dyskotekowe dziecko.
2009 // Impala
Ocena: 9/10
01. Barbarella
02. Options
03. Chic Afrique
04. She Did Me In
05. Strange Things
06. Neondebele
07. Just Now (feat. Weez)
08. Die Verlore Seun
09. Try
10. Golden Sun











oj z wielkim trudem się przez ten album przebiłam. nie moja stylistyka, oj nie moja. mogłam już posłuchać intuicji i nie zabierać się po tym „ex-reggowym wokaliście”, hehe. ale kamon, gdzie w „try” jest electroclash?
Hehe, no dobra, przesadziłem, chodziło mi głównie o pulsujący bas : ) Temu kawałkowi faktycznie bliżej do zagranego na starych syntach reggae/ragga : )
Chciałbym zapytać gdzie można tą płyte dostać?
Jeszcze niedawno była dostępna na http://www.africanmusicstore.co.za , ale jakimś cudem już nie ma.
Porwany zostałem dziś. Słucham w kółko. Pachnie świeżością.
Ponawiam pytanie: gdzie dostać to cudo?
Ciiii, pojawiło się znowu: http://www.zshare.net/download/558120279db0a274/