Fischerspooner – Entertainment

To był wyjątkowo aktywny rok dla Fischerspoonera.
Ta New wave/elektro-popowa trupa z New York city to zarazem wspaniali muzycy jak i unikalni performerzy.
Na rynku od ponad 11 lat, a wciąż zaskakują innowacyjnością.
Utwór The Best Revenge otwierający trzeci już krążek grupy (po #1 i Odyssey), wykracza poza jakiekolwiek ramy, kipi energią wabiąc nas seksownie ociekającym brzmieniem saksofonu (faworyt!!!).
To wyjątkowo finezyjna produkcja, która aż płonie od nadmiaru pomysłów, dlatego tak ciężko ją chyba sklasyfikować.
Wszystko jest tu dozowane w odpowiednich proporcjach niczym haute-couterowa fuzja najlepszych smaków.
Mamy zatem pozorne wyciszenie o charakterze medytacyjno-afirmacyjnym Danse En France, nieokiełznany i groźny Supply&Demand, czy też konceptualnie podporządkowany Amuse Bouche.
Mocno elektroniczny album, który pompuje się łagodnie koegzystującymi brzmieniami nuskool/oldschool.
Cóż mogę więcej napisać?
Pląsa tu diabeł skuszony, mdleje anioł pieszczony, zwierz ryczy wniebowzięty.
Mały Książe już tylko klęczy!
2009 // Lo Recordings
Ocena: genialne 10/10
01. The Best Revenge
02. We Are Electric
03. Money Can’t Dance
04. In A Modern World
05. Supply & Demand
06. Amuse Bouche
07. Infidels Of The World Unite
08. Door Train Home
09. Danse en France
10. To The Moon











Ha! FS>>reszta świata! hehe. Mój entuzjazm bierze się stąd, że byłam prawie pewna, że ten album przekombinują. Że będzie klocek (bo w przeciwieństwie do autorki nie wielbię Best Revenge).
A tutaj? Nie trzeba głęboko ryć nosem, żeby znaleźć trufelki Money Cant Dance, We Are Electric czy Amuse Bouche i To The Moon.
Casey, podtrzymuję ofertę matrymonialną.
Vira, dla Caseya to chyba bys musiala lekko wasik zapuscic ; )
ja wiem wiem, ale czego się nie robi dla miłości :)
Supply & Demand i To The Moon – tak. Cała reszta – nie. Ale też nigdy nie byłem wielkim fanem FS ;).
Ta płyta jest po prostu… NUDNA!
„Odyssey” z 2005 roku to było ich magnum opus. Wiadomo jak to jest z płytami wielkimi – drugi raz się takich nie nagrywa. I tak jest w przypadku Fischerspooner. Nie ma tu hitów na miarę Just Let Go, Never Win (bez wątpienia to będzie jeden z electro-hitów dekady), Happy czy nawet Emerge z płyty pierwszej.
Na razie jestem po kilku przesłuchaniach nowego albumu. Może moje postrzeganie tej płyty się trochę odmieni, gdy ją przyswoję, ale powątpiewam w to czy aby na pewno chcę ją przyswajać :)
never win electro hitem dekady? oj, ile osób, tyle poglądów, aczkolwiek naprawdę aż mnie boli że ktoś stawia ten kawałek ponad przynajmniej jeden utwór z #1. chyba, że hitem określamy coś będącego łatwo wpadającym w ucho kawałkiem la la la.
Szczerze mowiac, to trudno Never Win nawet nazwac elektro, chyba, ze mowi sie o zajebistym remiksie Mirwaisa. Przeciez w oryginale glowna role graja lekko zfuzowane gitary i piosnela nawet nie ma elektro rytmu.
Mysle, ze surowe oceny tej plyty wynikaja z tego, ze oprocz „Last Revenge” i moze „Money Can’t Dance” nie ma na niej kawalkow latwych do przelkniecia dla fanow poprzednich dwoch wydawnictw.