Felix Da Housecat – Kittenz And Thee Glitz

O tym, że w 2001 płytka ta była przełomem powinien wiedzieć każdy maniak electroclashu. Kittenz And Thee Glitz to absolutna podstawa, pozycja obowiązkowa wśród fanów elektrycznego brzmienia. Podejrzewam, że klubowicze dzielą się na takich, którzy zdają sobie sprawę z rangi tej pozycji, oraz takich którzy znają część kawałków z tej płyty na pamięć, ale nie starali się dojść do tego, skąd one pochodzą. Panie i Panowie, oto płyta przełomowa, prosto z Chicago: Kittenz And Thee Glitz!
Rok 2001 minął szmat czasu temu. Jak klasyka prezentuje się dzisiaj? Czy oryginalne niegdyś brzmienie nadal przeciera szlaki nowym produkcjom? Jak odbieramy płytkę kluczową w świecie electroclashu po pięciu latach, w których zmieniło się bardzo wiele? Właściwie przecież to ciągle jest inspiracja latami 80-tymi więc… ?
Słuchając Kittenz And Thee Glitz dzisiaj łezka może się kręcić w oku (albo w uchu raczej), gdyż znamy na pamięć nie tylko takie hiciory jak Madame Hollywood, Happy Hour, czy Silver Screen, ale znamy też wszystkie możliwe remixy i przeróbki (z czego najlepszym dokonaniem jest zdecydowanie EPka Madame Hollywood, na której są świetne remixy którymi zajęli się m.in. Tiga oraz Ursula1000).
Słuchając więc pierwowzoru odczuwamy ponownie fascynację syntetycznym brzmieniem, cholerną oszczędnością instrumentów i niesamowitym klimatem, który rzesza electroclashowców próbowała naśladować, z czego często wychodził straszny plastikowy shit. Trudno dorównać Felixowi w utrzymywaniu bardzo charakterystycznego klimatu, jaki panuje na Kittenz, gdyż nie jest to dyskotekowy kiczowaty róż jak w Emerge Fischerspoonera, ani też Moskov Disko jakie prezentuje Miss Kittin dosadnie waląca latami 80s.
Felix pomimo syntetyki i oszczędnych dźwięków serwuje nam znakomity kąsek, inteligentną muzykę klubową, z której hity wygrzebują do dziś dzień dje z całego świata rozsmakowując roztańczoną publikę. Płytka dzisiaj broni się również tym, że da się jej normalnie słuchać, nie są to głupie rytmy przeznaczone tylko na parkiet. Sporo wolnych oraz eksperymentalnych kompozycji sprawia, że album płynie spójną całością, jest bardzo zróżnicowany i ciekawy.
Kittenz dzisiaj brzmi równie świetnie. Nie powala na kolana, jak to robiła w 2001, kiedy była czymś zupełnie nowym, jednak zestarzała się z godnością i dzisiaj nadal wybija się z tłumu electroclashowych cudactw. Zasadniczym atutem tej płytki, pomijając oczywiście zaszczytny punkt w historii gatunku, jest utrzymanie specyficznego charakteru, co powinno dawać do zrozumienia wszystkim następcom, ze zaledwie symbioza syntetyki i melodyjności nie wystarczy aby osiągnąć electroclashowy sukces.
2001 // City Rockers
Ocena: 10/10
01.Harlot
02.Walk With Me
03.Analog City
04.Pray For A Star
05.Voicemail (feat. Ms Kittin)
06.Madame Hollywood
07.Silver Screen (Shower Scene)
08.Control Freaq
09.What Does It Feel Like
10.Happy Hour
11.Thee Enter View
12.Glitz Rock
13.Sequel2Sub
14.Magic Fly
15.She Lives
16.Runaway Dreamer
A jaka jest Twoja ocena płyty?










