Empire Of The Sun – Walking On A Dream

Ta płyta jest wynikiem współpracy dwóch doświadczonych muzyków z Australii: Luke’a Steele, wokalisty The Sleepy Jackson i Nicke’a Littlemore, udzielającego się w elektroniczno-tanecznym Pnau. Walking On A Dream to hybryda słonecznego popu i delikatnego rocka w sam raz na otwarcie sezonu urlopowego, jednak nie pozbawiona większych ambicji i, co ważniejsze, kilku ekscytujących momentów.
Bogata wyobraźnia obydwu panów (wystarczy spojrzeć na okładkę – skrzyżowanie promocyjnego plakatu nawiązującego do Gwiezdnych Wojen i Indiany Jonesa) ujawnia się nie tylko w ekstrawaganckich strojach i dziwacznej symbolice teledysków, ale i w dążeniu do uzyskania psychodeliczno-baśniowego klimatu pokrewnego dokonaniom np. Bat For Lashes. Jednak w przeciwieństwie do Natashy Khan panowie Steele i Littlemore są dosadniejsi i, jak na Australijczyków przystało, bardziej słoneczni. Kilka pierwszych piosenek, wśród nich single Walking On A Dream i We Are The People, prezentuje godną pozazdroszczenia lekkość i wdzięk przy zachowaniu wszelkich reguł popowego kanonu. Niemal od początku najbardziej chwytliwe kawałki Empire wydają się próbą odnalezienia kruchej równowagi pomiędzy chrapliwym wokalem Steele’a a ulotnością falsetujących chórków. Kontrast jest zbyt duży, by mógł być dziełem przypadku i najczęściej zdaje egzamin. Za sprawą kilku podstawowych narzędzi panowie uzyskują bardzo przyjemne dla ucha efekty, pobudzając do życia soczyste harmonie.
Dobra passa kończy się kiedy album wkracza w drugą fazę wyznaczoną dziwacznym Delta Bay, w którym firmowe chwyty Australijczyków jawią się jak odbite w krzywym zwierciadle. Instrumentalne Country to nieudana wyprawa w bardziej akustyczne rejony: kawałek jest niebezpiecznie rozwodniony, a na domiar złego brzmi jak wyjęty z zupełnie innego albumu. Swordfish Hotkiss Night to popisowo przekombinowany i doprawdy kuriozalny numer z refrenem, który może wzbudzić co najwyżej uśmiech politowania na twarzy każdego fana Michaela Jacksona. Grupa próbuje wrócić do sprawdzonych rozwiązań w Tiger By My Side; efekt jest niezły, ale uświadamia też, że w przeciągu kilku ostatnich numerów Steele i Littlemore niepotrzebnie rozmieniali się na drobne. Ostatecznie pozostaje wrażenie, że muzycy nie potrafili nadać natłokowi swoich pomysłów odpowiedniego kształtu, a druga połowa płyty okazuje się tyglem niedokończonych albo zupełnie chybionych koncepcji. Przypomina notatnik pełen skreśleń i nieczytelnych poprawek.
To, że Empire spróbowali odnaleźć własne brzmienie i nie zadowolili się najbardziej oczywistymi rozwiązaniami, jest godne pochwały. Niestety ich poszukiwania kończą się często błądzeniem po omacku, a obserwowanie jak muzycy pożerani są przez formę, którą sami powołali do życia, jest tyleż smutne, co symptomatyczne. Przebojowe single Australijczyków są jedynym czynnikiem utrzymującym ten album przy życiu, jednak nie wystarczają, by uznać go za udany.
2008 // EMI
Ocena: 6/10
01. Standing On The Shore
02. Walking On A Dream
03. Half Mast
04. We Are The People
05. Delta Bay
06. Country
07. The World
08. Swordfish Hotkiss Night
09. Tiger By My Side
10. Without You











A mi sie nawet single nie podobaja :P
Uwielbiam ich :) Mają nietypową muzyke i mi się to podoba ;]
Bardzo fajna płyta szczególnie walking on a dream polecam płyte! i pozdrawiam;)