CSS – Donkey

Zjawisko przesycenia rynku gitarowymi produkcjami zbuntowanych chłopaczków z wielkim stemplem „inspirowane The Strokes i The Killers” na czołach możemy obserwować już od kilku lat. Do mnie osobiście szeroko pojety indie-rock nigdy nie trafiał, z prostej przyczyny, że rzadko kiedy jego przedstawiciele fatygowali się na tyle, żeby pobawić się brzmieniem swoich utworów. Dlatego do niedawna dosyć sceptycznie podchodziłem do kolejnego ulubionego dziecka ambitnej prasy muzycznej – sekstetu Cansei De Ser Sexy (albo po prostu CSS) rodem z gorącej Brazylii. Jak już na pewno się domyślacie było to z mojej strony błędem, bo wesoła gromadka oprócz bezpretensjonalnego i bezproblemowego podejścia do życia ma nam też do zaoferowania kawał dobrej muzyki. Po karabinowej serii świetnych remiksów, które wypuścili na światło dzienne nie mogłem jednak pozostać obojętny. Co ciekawe, nazwa zespołu bierze się z rozbawienia fragmentem wywiadu z Beyonce, w którym miała ona stwierdzić, że jest „zmęczona byciem sexy”.
Album Donkey to już drugi, po Cansei De Ser Sexy prezent Brazylijczyków dla naszych uszu. Muszę przyznać, że ich debiut wydał mi się zbyt chaotyczny i pozbawiony przemyślanych rozwiązań, chociaż nie brakowało mu mocy i potencjału. Tenże potencjał został należycie wykorzystany na płycie Donkey, która łączy w sobie pozytywną energię zespołu i ich łatwość w pisaniu dobrych kawałków. W porównaniu z debiutem, który błysnął jak spadająca gwiazda dwoma singlami i zanudził resztą utworów zapychających przebieg płyty, nowy album jawi się dokładnie odwrotnie. Oprócz jednego utworu, który niekoniecznie wnosi coś do całości (w tej roli monotonnie galopujący I Fly), płyta jest równiutka jak klatka piersiowa Calisty Flockhart. Piosenkowy nastrój, kompozycje umiejętnie przyozdobione świetnymi melodiami i lekko zdartym głosem Lovefoxxx oraz gitarowe riffy podszyte złośliwymi syntezatorami tworzą monolityczną całość, dzięki której Donkey słucha się z niekłamaną przyjemnością.
W związku z powyższym dosyć trudno jest wybrać te wyjątkowe utwory, na które warto zwrócić uwagę. Każdy kawałek ma nam do zaoferowania coś ciekawego – czy jest to punkowa zabawa w Jager Yoga (gdzie CSS próbują nas przekonać, że nie powstali by się przechadzać, tylko by wywlec nas na miasto), czy wspaniałe gitary, skandowany refren i zaangażowany tekst singlowego Rat Is Dead (Anger). Imprezowy nastrój utrzymuje Let’s Reggae All Night (który oczywiście nie ma nic wspólnego z reggae) czy świetnie zaśpiewane Left Behind, opowiadające o procesie zapominania o związku z przeszłości. Zdecydowanie warto wyróżnić też bailie funkowe Move, którego linia basowa zostaje w głowie na długie dni oraz pozytywne w przesłaniu Believe Achieve, które w prostych (acz czasami pociętych) słowach zagrzewa do walki o codzienne przetrwanie.
Ogółem rzecz biorąc, Brazylijczykom udało się uciec od stereotypu „wymóżdżonej” na siłę drugiej płyty i ostatnim albumem rzucili duży, kolorowy i roztańczony cień na swój debiut. W zachowaniu energii zespołu przy bardziej utemperowanej studyjnej produkcji na pewno pomógł legendarny Mark Stent (Björk, Depeche Mode, Massive Attack, Muse), z którym zespół współpracował w studio. Płyta gości na mojej plejliście na okrągło i świetnie napędza do walki z codziennym życiem, więc jeśli macie kłopoty z wczesnym wstawaniem – zapuśćcie sobie Donkey!
2008 // Sub Pop Records
Ocena: 9/10
01. Jager Yoga
02. Rat Is Dead (Rage)
03. Let’s Reggae All Night
04. Give Up
05. Left Behind
06. Beautiful Song
07. How I Became Paranoid
08. Move
09. I Fly
10. Believe Achieve
11. Air Painter










