Chicks on Speed – Cutting The Edge

O tych dziewczętach podobno już nie powinno się zbyt wiele pisać. Nie dlatego, że nie ma o czym, wręcz przeciwnie – ich dokonania na wielu polach mogą napawać niejednego artystę o zawrót głowy. Są mistrzyniami preformance’u, hype’u, streetartu, no i oczywiście ożywczego punkrocka subtelnie ozdabianego dźwiękami electro, electroclashu i jeszcze paru innych kliknięć z przeszłości jak i z na wskroś futurystycznych gatunków.
Wydały niedawno, korzystając oczywiście z katalogu własnej wytwórni – Chicks On Speed Records – swój czwarty longplay. Już od ponad roku było wiadomo, że panie niosą się z takim zamiarem, rzucając na rynek niezły singiel Art Rules oraz Super Surfer Girl.
Album, co tu dużo mówić, jest solidną kontynuacją wcześniejszych dokonań piczek, choć można się dopatrzeć pewnych różnic. Po pierwsze, bardzo, ale to bardzo rozbuchany, chodzi o objętość: dwupłytowy, czyli dla koneserów twórczości zespołu jest to spora uczta, którą można się przez dłuższy czas delektować. Z kolei dla męczących się tego typu estetyką popiskiwania Chicks mogą wywołać na dłuższą metę ból głowy. Abstrahując już od objętości wydaje się, że próba nagrania własnej wersji beatlesowskiego „White Albumu” nie wyszła zadowalająco. Natłok kompozycji o podobnym przesłaniu, podobnej zawartości tekstowej oraz strukturalnej kompozycji nasuwa pytanie, czy nie można było zrobić jednej płyty całej pączkującej wręcz od synth-punk-hitów, zamiast przedzierać się przez dłużące się minuty w poszukiwaniu oparcia o utwory, które można by sobie bezproblemowo zanucić już od pierwszego razu. Przyznam, że zapadły mi w pamięci tylko kawałki singlowe, reszta natomiast stanowiła klarowne, ale jednak trudne do spamiętania tło, na którym przeplatają się słowa o somatycznej stronie życia [tak, bardzo somatycznej :P], urbanizacji, globalizacji, bądź „urokach” bycia celebrytą z okładek pism niepewnej proweniencji.
Czy nowa płyta kosmatych panienek jest potrzebna? Ortodoksyjni fani zgodnie będą twierdzić, że progres jest widoczny, ale ci, co bardziej powściągliwi w opiniach rzekną, trzymając przy odtwarzaczu perły bárocco, że jest to podręcznikowy „przerost formy nad treścią”. Na szczęście istnieje też i trzecia strona medalu – nie można zignorować wydarzenia, jakim jest kolejna płyta Chicks On Speed, zatem nie zwlekaj i do sklepu uciekaj.
2009 // Chicks On Speed Records
Ocena: 5/10
CD1
01. Intro
02. Girl Monster
03. Art Rules
04. Art Speaks Out
05. Vibrator
06. Airport Connection
07. Buzz
08. Extended Paintbrush
09. Globo Cop
10.Sex In Der Stadt
11.Strip Song
CD2
01. How To Build A High Heeled Shoe Guitar
02. Super Surfer Girl
03. Sewing Machine
04. Black And White Diva
05. Coolhunters
06. The Worst Band In The World
07. Scream Song
08. Art Rules Christopher Just’s Hard One Intro
09. Art Rules Christopher Just’s Hard One
10.Instrometalized
11.Sarah Baker makes partying into art
12.Cutting The Edge
13.Dangerous Ones (Hidden Track)










