Chew Lips – Unicorn

Przez ostatni rok trójka londyńczyków z Chew Lips powoli i niepostrzeżenie, ale z godną podziwu wytrwałością pięła się po kolejnych szczebelkach prowadzących do sławy. Zaczynając, jak większość tego typu zespołów, od muzycznych blogów i kłującego w oczy brzydotą profilu na MySpace, w styczniu 2009 zaatakowali surowym popem singla Solo, wydanym w legendarnej już francuskiej wytwórni Kitsuné. Okazało się, że publiczność tak polubiła muzykę trio, że kilka miesięcy później Kitsuné wydało kolejny singiel – zaraźliwy electroclashowy hit Salt Air, któremu można przypisać zasługę rekrutacji największej ilości fanów. Z tej pozycji już nie było daleko do wydania debiutanckiego albumu – Unicorn, promowany długo przed wyjściem na światło dzienne przez single Seven i Slick, to kompaktowy i bardzo spójny materiał.

Chew Lips zdecydowali się na bardzo odważny krok, a mianowicie nie zamieścili na płycie dwóch kawałków, które tak naprawdę wywindowały ich na szczyt (rzeczone Solo i Salt Air). O tym, czy ta ryzykowna sztuczka była uzasadniona można przekonać się dopiero po głębszej analizie albumu. Wokalistka Tigs oraz multiintrumentaliści Will Sanderson i James Watkins zdecydowanie mają co pokazać światu, mimo krzywdzących porównań do Little Boots i La Roux, które z uporem maniaka pojawiają się w każdym artykule ich dotyczącym. Ich elektroniczny avant-pop, bliższy raczej ich starszym kolegom z Shy Child, intryguje oszczędnym brzmieniem i bardzo charakterystycznym głosem Tigs, która najwyraźniej wywodzi się z tradycji zadziornych pań takich jak VV z The Kills lub Karen O (Yeah Yeah Yeahs). Krótkie i treściwe utwory ożywione dużymi zastrzykami 8-bitowej elektroniki układają się w sensowny zestaw muzyki niezbyt wymagającej, a jednak pulsującej jakimś podskórnym niepokojem. Po enigmatycznym początku w postaci Eight wchodzi pełną parą rozbzyczany Play Together (notabene – kolejny singiel), który uwodzi zmienną dynamiką i świetnym tekstem. Charyzma i łatwość z jaką wokalistka lawiruje pomiędzy dźwiękami zasługują na uznanie, szczególnie, że w dodatku jest ona obdarzona głęboką barwą głosu, dzięki czemu trudno pomylić ją z kimkolwiek innym. Chew Lips zdecydowanie lepiej sprawdzają się w żywszych kawałkach, w które potrafią upakować mnóstwo ciekawych pomysłów melodycznych. Napędzany crunkowym rytmem Slick, prościutki, lecz efektowny Toro, czy marszowy Seven to zdecydowanie najciekawsze momenty na płycie.

Nie jest jednak tak różowo, jak mogłoby się wydawać. Jest tutaj kilka utworów, których nie można nazwać inaczej jak przeciętniakami. Są jak zdolni, ale leniwi uczniowie, którzy nie wykorzystali swojego potencjału – obok nudnego Karen, rozwlekłego (mimo, że trwa tylko trochę ponad 2 minuty) Piano Song czy amorficznie snującego się Gold Key przechodzi się raczej obojętnie. Na nieszczęście na tak krótkiej liście obecności, trzy zapychacze tworzą już prawie 1/3 całości, co nie pomaga w słuchaniu wydającego się na początku świetnie przemyślanym zestawem piosenek albumu. I tutaj zdecydowanie przydałyby się wspomniane wcześniej Solo i hicior Salt Air (który, wzięty na warsztat przez Two Door Cinema Club, stał się jednym z najlepszych zeszłorocznych remiksów). Wychodzi więc na to, że chcąc zaskoczyć krytyków i fanów nieszablonowym wyborem utworów na album Chew Lips niejako strzelili sobie sami w stopę.

Jeśli jednak zignorujemy nie do końca udane kawałki, a damy się ponieść elektronicznym opowieściom Tigs w pozostałych przypadkach, to londyńczycy zdecydowanie bronią się na dzisiejszej niezbyt ceniącej oryginalność arenie muzycznej. Poprzednie single radzę ściągnąć/kupić na własną rękę i potraktować je jako zaskakująco dobre bonus tracki – w ten sposób Chew Lips nie będą musieli martwić się o swój głupi przypływ zuchwałości, który, mimo wszystko, trochę zepsuł ich debiutancki album.

2010 // Kitsuné

Ocena: 7/10

01. Eight
02. Play Together
03. Slick
04. Karen
05. Too Much Talking
06. Toro
07. Seven
08. Two Hands
09. Gold Key
10. Piano Song

Related Posts with Thumbnails

Komentarz to “Chew Lips – Unicorn”

  1. dla mnie nudna płyta, słuchając zastanawiałem się kiedy się skończy.

Zostaw komentarz