Calvin Harris – Ready For The Weekend

Calvin Harris ma już za sobą najtrudniejsze chwile w przemyśle muzycznym: wydał pierwszą płytę, która przyniosła kilka dobrze sprzedających się singli, został doceniony przez znane postacie szołbiznesu (wystarczy wymienić Kylie Minogue) i wciąż konsekwentnie buduje sobie drogę do sukcesu. Zapowiadający drugi album Szkoda singiel I’m Not Alone w styczniu 2009 roku dotarł na pierwsze miejsce brytyjskiej listy przebojów i uczynił z młodego producenta postać popularną. Calvin okazał się pojętnym oportunistą i zrozumiał, że oto nadeszło jego pięć minut, i że grzechem było by ich nie wykorzystać. Jego drugi album, zachowując niektóre elementy znane z I Created Disco, jest pokazem ugrzecznionego, czasem funkującego disco-house, zasadzonego na syntezatorowych melodiach i klasycznej rytmice 4×4.
Calvin pamięta o istotności pierwszego wrażenia i umieszcza w otwierającym płytę The Rain niespodziewany saksofon. Sam utwór jest przeciętny, ale mocno chropawy bas przypomina nam o estetyce, z której wyrósł Szkot. W utworze tytułowym i jednocześnie drugim singlu promującym płytę, uwagę zwraca przede wszystkim refren wyryczany przez soulową diwę przy akompaniamencie skocznych akordów pianina. Pomysł sam w sobie dobry, jednak dynamiczny dysonans między zwrotką a refrenem wydaje się zbyt gwałtowny i burzy równowagę piosenki. Pierwsze kilkanaście minut albumu kryje jego najsilniejsze momenty w postaci Stars Come Out, ze zgrabnym basem, pozytywkową melodyjką i pospiesznymi fasetami w refrenie oraz You Used To Hold Me, prawdziwą erupcję parkietowego hedonizmu napędzaną chropawymi „dołami” równoważącymi cukierkowość refrenu. Za to w I’m Not Alone główna rola przypada melodii, która przywodzi na myśl eurodance’ową szmirę, jaka obfitym strumieniem zalewa komercyjne stacje muzyczne. Nie dziwota, że utwór tak skutecznie zasiedział się na szczytach brytyjskich list przebojów. Ta piosenka w sposób zupełnie bezwstydny schlebia miałkim gustom łaknącym najprostszych rozwiązań i dobitnie pokazuje jaki rodzaj popularności interesuje młodego Szkota. Warto zauważyć, że kawałek został odarty z wszelkich retro-stylizacji, tak charakterystycznych dla pana H. Kicz pozorowany zastąpiony został kiczem realnym.
W kilku następnych piosenkach Calvin stara się urozmaicać materiał, czyni to jednak za pomocą mało oryginalnych chwytów: tu wrzuci nieco akustycznej gitary (Blue), tam znów trochę żeńskiego wokalu (Flashback), innym razem przełamie rytm rezygnując z klasycznego pompowania (Worst Day). Za godny pochwały uznać należy wysiłek Szkota, by jego wokal w każdym utworze brzmiał trochę inaczej. W wymienionych piosenkach trudno doszukać się czegoś zajmującego i właściwie poza kilkoma pojedynczymi elementami, jak bardziej śpiewny refren, nic nie rekompensuje ich dojmującej błahości. Koniunkturalność Calvina sięga zenitu, gdy w Limits rzuca się w objęcia auto-tune’a. Rezultat jest, jak zawsze w przypadku tego efektu, niesmaczny.
Właściwie jedynym jasnym punktem drugiej części płyty jest, banalny jak się patrzy, ale zaopatrzony w seksowną melodię i urokliwe falsety Yeah Yeah Yeah La La La. Na koniec otrzymujemy nagrany z Dizzee Rascalem Dance Wiv Me, czyli wysoce niestrawną miksturę ordynarnego disco-grime. Dwa instrumentalne kawałki mają posłużyć chyba jako zasłona dymna i przekonać nas, że dostajemy tu coś dużo ambitniejszego niż w rzeczywistości.
Nie ulega wątpliwości, że dla Calvina Harrisa rozpoczął się okres prosperity. Płyta sprzeda się dobrze, a do drzwi zapukają kolejne gwiazdy z prośbą o współpracę lub chociażby remiks. Wydając swój poprzedni album Calvin doskonale wyczuł kierunek, w jakim zmierzać będzie najmodniejsza fala muzyki pop i w dużym stopniu przyczynił się do przybliżenia szerokiej rzeszy słuchaczy mody na lata 80-te, jaka rozpętała się w synthpopowej muzyce ostatnich lat. Jednak podczas gdy jego ostatnia płyta zachowywała minimum autentyczności, na Ready For The Weekend potencjał udanych utworów rozpływa się w zalewie nijakości, a retro-elementy przybierają karykaturalną postać: zostają zredukowane do roli dekoracji, modnego rekwizytu, który ma usprawnić proces przyswajania tej, i tak mało wymagającej, muzyki. Szukając odpowiedniej analogii, można sięgnąć do pokrewnych stylistycznie La Roux. Muzyka obydwu artystów balansuje na granicy blichtru i pustego banału, ale podczas gdy Brytyjskiemu duetowi udaje się utrzymać fason, Szkot zadowala się grą pozorów.
2009 // Sony Music Entertainment
Ocena: 5/10
01. The Rain
02. Ready For The Weekend
03. Stars Come Out
04. You Used To Hold Me
05. Blue
06. I’m Not Alone
07. Flashback
08. Worst Day Feat. Izza Kizza
09. Relax
10. Limits
11. Burns Night
12. Yeah Yeah Yeah La La La
13. Dance Wiv Me
14. 5iliconeator











Nie zgadzam się .., druga płyta jest o wiele lepsza niż pierwsza, która sprawia wrażenie niedopracowanej. Zgadzam się co do opinii o ‘I’m not alone’-faktycznie jest trochę kiczowaty. Ale reszta jest w moim przekonaniu jak najbardziej pozytywna. Fajne, taneczne kawałki, których przyjemnie się słucha. A ‘Stars come out’ już w ogóle wymiata! :D Jestem ciekawa, czy ta recenzja jest faktycznie dziełem autora i jego własną subiektywną opinią o tym albumie, czy została w większości zerżnięta z angielskiej prasy czy jakiegoś portalu. Bowiem Angielscy dziennikarze nienawidzą za coś Harrisa ;/
9/10, jeden z lepszych albumów tego roku :)
myśle ze najlepiej i najbezpieczniej jest krytykować…..
prawda jest jednak taka że fajnie sie slucha a jeszcze lepiej bawi do utworów szkota harrisa.
nie ma co polemizować czy coś sie ociera o kicz czy juz nim jest nie ważne są słowa lecz emocje a te wzbudza pozytywne u „przeciętnego zjadacza chleba”.
Zgadzam się z zupełności – Harris poleciał na kasę i to słychać. Nie wiem jak takie technowato-eurodance’owe popierdułki można promować słowami indie albo electro.
Pozwólcie, że ja opisze po kolei kilka utworów z płyty!
1.”The Rain” – Bardzo świetny utwór otwierający ten album. Doskonały beat, bardzo dobre saksofonowe brzmienie i refren niesamowity! Idealna do tańca!
2.”Ready For The Weekend” – Ta piosenka strasznie mi się spodobała, kiedy pierwszy raz ją usłyszałem! Wpada w ucho, tańczy się świetnie i te pianoninowe, fajne brzmienie! Idealna na imprezę!
3.”Stars Come Out” – Mogę powiedzieć, że ten utwór jest za*ebisty!!! Refren wymiata, świetne brzmienie i tekst bardzo dobry! Też idealna do tańca!
4.”You Used To Hold Me” – To dopiero genialna piosenka! Świetnie pasuje na dyskotekę!
5.”Blue” – To jak dla mnie wspaniała piosenka! Słyszymy gitarowe brzmienie, a już potem zaczyna się electro-popowa zabawa!
6. „I’m Not Alone” – To pierwszy singiel, który ja oficjalnie posłuchałem. To arcymistrzowska i arcygenialna piosenka, jakiego jeszcze nie słyszałem! Taneczna, bombowa, dynamiczna, energiczna i żywiołowa! Świetnie pasuję na dyskotekę! A poza tym wciąż ją uwielbiam i nigdy mnie nie nudzi!
7.”Flashback” – Ta piosenka szybko zapada w pamięć, ale to i tak jest genialna i niesamowita! Doskonale się przy tym tańczy!
8.”Worst Day” – To moim zdaniem udana i cudowna piosenka! Przy tym utworze chcę się żyć. A raper Izza Kizza był znakomity!
9.”Relax” – Absolutnie świetny utwór! To się dopiero nazywa bombowa piosenka! Też świetnie pasuje na dyskotekę!
10.”Limits” – Brylantowa piosenka! Od razu zakochałem się przy tym utworze! A refren kompletnie wspaniały!
11.”Burns Night” – Typowo, spokojny utwór! Trzeba przyznać, że wyszło znakomicie! Idealna na odpoczynek po tańcu, a już potem szykować się na następną porcję muzyki.
12.”Yeah Yeah Yeah, La La La” – Bardzo fajna, taneczna piosenka! Skojarzyła mi się z tej reklamy napoju: „Coca Coli”. Mistrzowskie!
13.”Dance wiv Me” – Zarombisty i genialny utwór! To niezwykłe połączenie hip-hopu, popu i dance! Trzeba pamiętać, że ta piosenka należy głownie do rapera: Dizzee’ego Rascala, a Calvin Harris i Chrome gościnnie śpiewają!
14.”5iliconeator” – Ostatni utwór zamykający płytę! Calvin mistrzowsko stworzył niesamowite dzieło, że można się przy tym rozmarzyć! Spokojna, ładna i senna!
To już wszystko opisywałem! Powiem to tak, że to najlepsza płyta szkockiego producenta muzycznego, jaki ukazał się w 2009 roku! Wszystkie utwory są genialne, mistrzowskie i tyle! Bawiłem się przy tym albumie wspaniale i przeżyłem niesamowitą, muzyczną podróż. Tak jak poprzedni album: „I Created Disco” też jest arcygenialna!
Ocena końcowa: 10/10!