Just 5 – Avtomat (odsłona #1)

1. Intronaut – Valley Of Smoke (Blackheart Remix)
Nie od dzisiaj wiadomo, że niuchanie wokół konkursów na remiksy jest świetną okazją do odkrycia wschodzących talentów. Amerykanin Mike Harrison, kryjący się pod pseudonimem Blackheart jest właśnie taką wyniuchaną truflą. Jego syntezatorowe melodie połączeniu z samplami z oryginału, czyli pokręconego prog-metalowego haju, dały niesamowity efekt. Jeżeli ktoś lubi brudny, organiczny bas i nieco dramatycznie brzmiącą muzykę na parkiet – jak znalazł.
2. Bloodgroup – Red Egypt
O tych Islandczykach pisaliśmy już niemało, a tak się składa, że akurat są w Polsce na kilku koncertach. Red Egypt to kawałek pochodzący z ich pierwszego albumu, podbity filmowymi smyczkami i okraszony przejmującym refrenem, który sprowadzi ciarki na Wasze plecy. Mimo, że nie brzmi jak typowo klubowa produkcja, to ludzie na parkiecie dostają szału o znamionach tarantelli za każdym razem jak go zapuszczam.
3. Routines – Dirty Money (Boemklatsch Remix)
Boemklatsch to podobno onomatopeja naśladująca uderzenie stopy i werbla, świetnie dobrana nazwa. Organicznie ułożone pętle rytmiczne i skomplikowane linie chropowatego basu układają się w klubowy remiks równie genialny jak oryginał autorstwa Routines. Ale prawdziwą wisienką na torcie jest tu dopiero drugie wejście szalonego beatu, któremu towarzyszą przesterowane prawie jak gitara Hendrixa syntezatory – tak zwany „must have”.
4. Arnaud Rebotini – Personal Dictator
Już daaawno nie powstał kawałek tak mocno przypominający najlepsze czasy International Deejay Gigolo Records i najbardziej pamiętne hity Davida Carretty, Play Paula czy samego pana Rebotini i jego projektu Blackstrobe. Tutaj mamy wszystko co zwolennicy klasycznego berlińskiego brzmienia lubią najbardziej – industrialne zgrzyty, rytm ciągnący do przodu jak mały traktor i klimat jak z dusznej, cyberpunkowej powieści. Jako bonus dostajemy świetny teledysk, w którym awatar Arnauda rozprawia się z różnymi zmorami prześladującymi nas na codzień. Pycha!
5. Mega – Solid Gold (Mr.Kitty Remix)
I znowu wracamy do ludzi kompletnie nieznanych – Pan Kotek (prawdopodobnie przyszły mąż Miss Kittin) może i jest chory, ale wcale nie leży w łóżeczku. Jego wersja Solid Gold tłucze niemiłosiernie po głowie mocno skompresowanym bębnem i prostym, acz skutecznym pochodem basowym. Wrażenia łagodzi melancholijna melodia i dziwnie podwyższony wokal, wyśpiewujący swoje żale w paru żołnierskich słowach. Na papierze wygląda dziwnie, ale działa, i to jak. Świetny kawałek na „papa” na zakończenie seta.










