<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Electroclash Polska &#187; Relacje</title>
	<atom:link href="http://electroclash.pl/category/relacje-z-imprez/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://electroclash.pl</link>
	<description>portal polskich miłośników electroclashu (i nie tylko!)</description>
	<lastBuildDate>Sat, 31 Jul 2010 12:30:56 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
		<item>
		<title>Uffie, Fenech-Soler, Annie Mac, Boy 8-Bit, 17.04.10 @ Arches, Glasgow</title>
		<link>http://electroclash.pl/relacje-z-imprez/uffie-fenech-soler-annie-mac-boy-8-bit-arches-glasgow/</link>
		<comments>http://electroclash.pl/relacje-z-imprez/uffie-fenech-soler-annie-mac-boy-8-bit-arches-glasgow/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 21 Apr 2010 10:59:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>KiTech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[annie mac]]></category>
		<category><![CDATA[arches]]></category>
		<category><![CDATA[boy 8-bit]]></category>
		<category><![CDATA[death disco]]></category>
		<category><![CDATA[fenech-soler]]></category>
		<category><![CDATA[glasgow]]></category>
		<category><![CDATA[uffie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://electroclash.pl/?p=3648</guid>
		<description><![CDATA[Trudno uwierzyć, że ta niepozorna pani z otoczoną loczkami głową, która stała sobie z boku sceny podczas występu Uffie to wspominana przez nas wiele razy najbardziej pożądana DJ Wielkiej Brytanii – Annie Mac. Firmowany przez nią cykl imprez pod szyldem Death Disco zwiedził nie tylko całe Wyspy, ale również dużą część amerykańskich electro-imprezowni. I właśnie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Trudno uwierzyć, że ta niepozorna pani z otoczoną loczkami głową, która stała sobie z boku sceny podczas występu Uffie to wspominana przez nas wiele razy najbardziej pożądana DJ Wielkiej Brytanii – <strong>Annie Mac</strong>. Firmowany przez nią cykl imprez pod szyldem <strong>Death Disco</strong> zwiedził nie tylko całe Wyspy, ale również dużą część amerykańskich electro-imprezowni. I właśnie pani Loczek, która dzięki swojej audycji w Radio 1 w wypromowała w Wielkiej Brytanii między innymi takich artystów jak Fake Blood, Frankmusik, Simian Mobile Disco czy Riton, tym razem zaprosiła Szkotów do zabawy m.in. przy dźwiękach znanej z niewyparzonego języka <strong>Uffie</strong> oraz swojej najnowszej zabawki – kwartetu <strong>Fenech-Soler</strong>. Nie trzeba dodawać, że niżej podpisany nie mógł ominąć takiego wydarzenia.</p>
<p>Tradycyjnie dla odbywających się na Wyspach imprez, zabawa tak naprawdę zaczęła się o północy, kiedy to na główną scenę wkroczyła odziana w jednoczęściowe „śpioszki” <strong>Uffie</strong>, która z powodu wulkanicznego pyłu w powietrzu musiała przecierpieć 20 godzin podróży autobusem z Francji. Na szczęście nie odbiło się to negatywnie na jej występie. Nie wszystko jednak wyglądało tak różowo. Od pierwszych taktów było słychać, że Arches, imprezownia mieszcząca się w opuszczonym dworcu kolejowym, nie daje rady pod względem akustycznym. Miłe dla oka ceglane łuki niestety bezlitośnie odbijały każdy dźwięk wydobywający się w głośników, co w rezultacie dawało zupełny brak selektywności brzmienia. Podkręcone do granic możliwości basy też nie pomagały. Wracając jednak do samego występu – zawiedzeni zostali Ci, którzy zakochali się kiedyś w brzmieniu, które dla Uffie wyczarowywał Feadz. Nowy skład koncertowy Uffie odzwierciedlał zmianę stylistyki – dwóch panów raperów, którzy obsługiwali również syntezatory i wokoder nie umywało się nawet do poprzedniego współpracownika artystki. Jedynym (!) utworem ze starszej ery było zagrane na bis „Pop The Glock” (chociaż coś), reszta kawałków pochodziła z zapowiedzianego na lato długograja. I trzeba to powiedzieć bez ogródek – wielu dotychczasowych fanów talentu raperki odwróci się od niej po usłyszeniu tych utworów. Całe szczęście, że „Pop The Glock” zostało odegrane w starej aranżacji, więc ostateczne wrażenie z koncertu nie było takie złe.</p>
<p>Nie czekając na pożegnania i obiecanki powrotu do Glasgow, popędziłem do tzw. Playroom’u, gdzie właśnie kończyli się rozstawiać <strong>Fenech-Soler</strong>. Przyznam się bez bicia, że to głównie dla nich postanowiłem zarwać weekend i stawić się w Arches. Jak się okazało – nie popełniłem błędu. Mimo słabego nagłośnienia, panowie dali z siebie wszystko. Widać było, że jeszcze nie są przyzwyczajeni do tego, że ludzie na dźwięk ich muzyki wpadają w niekontrolowany taneczny amok, a refreny znają na pamięć. Energią i pazurem z jakim zagrali krótki, bo tylko 45-minutowy set można było spokojnie obdzielić wszystkich występujących tamtego wieczora artystów. Zabrzmiały stare hiciory z dem i nieoficjalnych singli, takie jak skoczne „Lies”, niesamowite „The Cult Of Romance” czy „I Need Love”, ale nie zabrakło też kawałków, które mają znaleźć się na płytowym debiucie zespołu, z wspominanym przez nas „Stop And Stare” na czele. Widać było, że wszyscy czterej muzycy byli zupełnie zaangażowani w podarowanie widowni jak najlepszego występu, a niezbyt liczna, ale gorliwa publiczność nie omieszkała się odwdzięczyć. Przybierający przy mikrofonie dziwaczne pozy i modulujący swój głos na różne sposoby Ben Duffy raz po raz powtarzał z niedowierzaniem – thank you, thanks; a zmieniający się na syntezatorach i gitarach Dan Soler i Ross Duffy wraz z perkusistą Andrew Lindsay’em najwyraźniej sami bawili się świetnie. Niestety, co dobre, szybko się kończy i Fenech-Soler w końcu zniknęli ze sceny, a ja pobiegłem zobaczyć resztę setu Boy 8-Bit w sali nazwanej Dance Arch.</p>
<p>W tym momencie zaczynają się największe zawody tej nocy. Znany ze swojego miksu ośmiobitowych dźwięków i bezpardonowego electro-house’u <strong>Boy 8-Bit</strong> zaparkował swój DJ-set w okolicach prostackiego deep-techno i już się więcej nie wysilał. Złożone tylko z rytmu, pozbawione jakiejkolwiek melodii kawałki zlewały się w jedno, tak, że nawet nie chciało się ruszyć małym palcem do rytmu, nie mówiąc o tańcu. Przed drugą w nocy, zniesmaczony i pełen nadziei na dobry set organizatorki imprezy przeniosłem się znowu pod scenę główną, gdzie tłoczyło się już mrowie żądnych potu i rytmu tancerzy. <strong>Annie Mac</strong> zjawiła się punktualnie co do minuty, witając nas swoim charakterystycznym ochrypłym głosem. Pomyślałem sobie, że jeżeli zagra takie świeże parkietowe mięsko, jakie serwuje co tydzień w swojej audycji, to będę tańcował chociażby i na głowie. Niestety, czekał mnie kolejny zawód. Gwiazda wieczoru, jak gdyby chcąc kontynuować nieudane pomysły Boy 8-Bit, zaserwowała nam parujący talerz odchodów w formie surowego jak tatar techno, odartego z wszelkiej struktury, melodii czy pomyślunku. Większości z otaczających mnie tancerzy w tym stopniu upojenia najwyraźniej wystarczał już tylko miarowy rytm, ponieważ wyglądali na całkiem zadowolonych. Ja jednak oczekiwałem od radiowej krzewicielki electro co najmniej czegoś na miarę jej radiowych ekscesów. Wynika z tego, że, jak niestety wielu innych DJów, Annie grając w klubie czuje się zobowiązana przywalić basem i nieskomplikowanym bitem dla nieskomplikowanych ludzi. Najśmieszniejszą w tym wszystkim rzeczą jest to, że jeśli chodzi o didżejów tak naprawdę bawiłem się najlepiej przy lokalnym rozgrzewaczu, który grał tuż przy wejściu do klubu na samym początku imprezy. I w tym tkwi problem – im bardziej popularny staje się jakiś gatunek muzyczny, tym bardziej stara się schlebiać pospolitym gustom, co nigdy nie wychodzi mu na dobre. I w ten sposób niepozorny support bije obydwu popularnych didżejów razem na głowę.
<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Felectroclash.pl%2Frelacje-z-imprez%2Fuffie-fenech-soler-annie-mac-boy-8-bit-arches-glasgow%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:23px"></iframe></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://electroclash.pl/relacje-z-imprez/uffie-fenech-soler-annie-mac-boy-8-bit-arches-glasgow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Imogen Heap, Tim Exile, Back Ted N-Ted, 8.02.10 @ ABC Arena, Glasgow</title>
		<link>http://electroclash.pl/relacje-z-imprez/imogen-heap-tim-exile-back-ted-n-ted-8-02-10-abc-arena-glasgow/</link>
		<comments>http://electroclash.pl/relacje-z-imprez/imogen-heap-tim-exile-back-ted-n-ted-8-02-10-abc-arena-glasgow/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 10 Feb 2010 01:51:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>KiTech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[abc]]></category>
		<category><![CDATA[back ted n-ted]]></category>
		<category><![CDATA[ellipse]]></category>
		<category><![CDATA[glasgow]]></category>
		<category><![CDATA[imogen heap]]></category>
		<category><![CDATA[koncert]]></category>
		<category><![CDATA[tim exile]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://electroclash.pl/?p=3192</guid>
		<description><![CDATA[Kiedy niecałe 200 kilometrów od miejsca zamieszkania za śmieszne pieniądze można zobaczyć dwójkę genialnych muzyków w wielkiej hali &#8211; na żer wychodzą koncertowi skąpcy, tacy jak niżej/wyżej podpisany. Eklektyczna Zosia-Samosia rzewnego electropopu Imogen Heap w końcu zawitała z trasą promującą swój najnowszy album Ellipse na Wyspy Brytyjskie. Dodajmy, że kilka dni wcześniej dzięki tejże samej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kiedy niecałe 200 kilometrów od miejsca zamieszkania za śmieszne pieniądze można zobaczyć dwójkę genialnych muzyków w wielkiej hali &#8211; na żer wychodzą koncertowi skąpcy, tacy jak niżej/wyżej podpisany. Eklektyczna Zosia-Samosia rzewnego electropopu <strong>Imogen Heap</strong> w końcu zawitała z trasą promującą swój najnowszy album <strong>Ellipse</strong> na Wyspy Brytyjskie. Dodajmy, że kilka dni wcześniej dzięki tejże samej płycie jako pierwsza kobieta w historii zgarnęła statuetkę Grammy za najlepszy samodzielnie wyprodukowany album.</p>
<p>Trasa Ellipse jest na tyle ciekawie zbudowana, że jako rozgrzewacze przed koncertami Imogen służą <strong>Tim Exile</strong> &#8211; cudowne dziecko loopera z wytwórni Aphex Twina oraz <strong>Back Ted N-Ted</strong> – elektro-akustyczny szansonista rodem z Arizony, którzy później wspomagają na scenie główną gwiazdę wieczoru. Nie było więc mowy o spóźnieniach kulinarnej proweniencji – po zjedzonym w biegu burgerze stawiliśmy się punktualnie pod ABC Arena.</p>
<p>Po krótkim wstępie, w którym Imogen powitała publiczność i zapowiedziała pierwszego artystę, na scenę wskoczył rudy jak marchewka i wyposażony w gitarę Ryan Breen, czyli jedyny członek projektu <strong>Back Ted N-Ted</strong>. Mimo, że jego nagrania dostępne w internecie należą raczej do spokojnych, tym razem zaprezentował skoczną setlistę złożoną głównie z numerów z Epki <strong>Hookie</strong>. Wyginając swoja wyjątkowo elastyczną facjatę w niemal urągające prawom fizyki grymasy, pan Breen pokazał, że potraktował misję rozgrzania publiczności bardzo serio. Co z tego jednak, skoro szkocka publiczność przez cały występ nie raczyła nawet potupać nóżkami. Po pięciu krótkich numerach i kolejnym przerywniku autorstwa maestro Heap, Back Ted N-Ted ustąpił miejsca muzykowi, którego najbardziej wyczekiwałem.</p>
<p><strong>Tim Exile</strong>, wielu entuzjastom muzyki drum’n’bass znany jako autor niesamowicie skomplikowanego improwizowanego albumu nagranego live pod tytułem <strong>Nuisance Gabbaret Lounge</strong>, z profesjonalizmem i charyzmą wziął w obroty nieruchawą publikę, prezentując trzy improwizowane i dwa znane z zeszłorocznego <strong>Listening Tree</strong> utwory. Szalejąc za swoim magicznym stoliczkiem, Tim wykręcał i łamał dźwięki do granic możliwości, w pewnym momencie nawet zeskoczył prosto w widownię, uzbrojony tylko w bezprzewodowy mikrofon i staromodny dżojstik, który, najwyraźniej sprzężony z jego sprzętem, pozwalał mu na modulacje i loopowanie jego beatboxu i wokali. Jedna z improwizacji powstała z różnych okrzyków widzów, a kolejną Tim oparł na czyimś spotrzeżeniu, że stoimy pod drugą co do wielkości kulą dyskotekową w Europie (a faktycznie, gargantuicznych rozmiarów kula podwieszona pod sufitem mogłaby z powodzeniem zamienić koncert w jatkę). Ja jednak bardziej zwróciłem uwagę na koncertowe wersje ekstremalnie połamanych electro-hymnów z ostatniej płyty muzyka – <strong>Don’t Think We’re One</strong> i nieustannie zmieniające tempo <strong>Family Galaxy</strong> obudziły apetyt na więcej, ale ku mojemu zawodowi Tim również zniknął ze sceny po pięciu utworach.</p>
<p>Nadszedł czas na główną atrakcję wieczoru. Publika, która dotychczas stała nieruchomo jak wiekowy las namorzynowy w końcu zaczęła przejawiać jakiekolwiek objawy inteligentnego życia. Było jasne, że znakomita większość widowni przyszła tego wieczoru obejrzeć lekko niezdarną i jąkającą się, ale przez to tak ludzką i ciepłą <strong>Imogen Heap</strong>. Zaznaczę tutaj, że wcześniej niestety trochę strzeliłem sobie samobójkę oglądając przekaz na żywo z nowojorskiego koncertu Heap, więc jej zabawne historyjki i przerywniki, których nie brakowało między utworami nie zrobiły na mnie takiego wrażenia jak powinny. Po obowiązkowym <strong>First Train Home</strong>, gospodyni niestety wpadła na długi czas w bardzo mało koncertowy set, składający się głównie z zagranych na pianinie wyciskaczy łez, których na nowej płycie nie brakuje. Całe szczęście urozmaicony on został jednym z lepszych kawałków z poprzedniego dzieła Heap, <strong>Headlock</strong>, oraz zaraźliwie rytmicznym <strong>Bad Body Double</strong>, w którym jako tytułowy zły dubler wystąpił przebrany w kobiece fatałaszki i poczochraną perukę Ryan Breen. Widać było, że Imogen podłapała od swoich przyjaciół kilka trików – jej sceniczny entourage składał się nie tylko ze zwyczajowej dziwacznej fryzury i dziewczęcej sukienki. Artystka cały czas miotała się po scenie, kontrolując miriady pedałów loopujących, gongów, przeszkadzajek i talerzy, które publiczność słyszała dzięki mikrofonom przyczepionym do jej nadgarstków, a w pewnym momencie nawet zaczęła wywijać nad głową dziwnym świszczącym instrumentem, który wyglądał jak skrzyżowanie niemożliwie długiego dildo ze zwiędłym mieczem świetlnym. Zdecydowanie najlepiej wypadały żywsze numery, takie jak <strong>Swoon</strong>, <strong>The Walk</strong>, czy <strong>Tidal</strong>, w których cały skład koncertowy był obecny na scenie, a Heap odrywała się od pianina i próbowała poderwać publikę do zabawy. Niestety – tutaj szkoccy fani powinni zwiesić głowy w hańbie – poza kilkoma kołyszącymi się niemrawo osobami, jedynym znakiem ich obecności były oklaski i okrzyki pomiędzy utworami. Doszło do tego, że skacząc, krzycząc i śpiewając, człowiek miał wrażenie, że przeszkadza ponuro zerkającym na niego sąsiadom, co przecież na koncercie jest efektem bardzo niepożądanym.</p>
<p>Zdesperowana Imogen zwróciła się w końcu ku bardziej bezpośrednim środkom, podczas bisów prosząc publiczność, by pomogli jej w śpiewaniu jednego z głosów wokoderowego hitu piosenkarki o tytule <strong>Hide And Seek</strong> (przy której to okazji nie poskąpiła cierpkich komentarzy Jasonowi DeRulo, który w swoim przeciętnym r’n’b wykorzystał sample z tego utworu, podkręcając je w stylu iście wiewiórczym). W kolejnym utworze – również świetnie znanym <strong>Just For Now</strong> – Imogen oświadczyła, że wykorzysta nas jak swój pedał loopujący (co po polsku brzmi zdecydowanie niepokojąco) i dzieląc publikę na trzy części poprosiła nas o śpiewanie podkładu acapella w kanonie, podczas gdy sama wykonywała na tym lekko rozchwianym tle główny temat kawałka. Koncert zakończył się nastrojowym <strong>The Moment I Said It</strong>, ale niestety pozostawił po sobie wrażenie niedosytu. Jak już wspomniałem, większość koncertu oparta była na oszczędnych fortepianowych balladach, które jednak nie odniosły spodziewanego atmosferycznego efektu i sprawiły, że cała setlista zrobiła się nieco senna. Koncert uratowała osobowość mistrzyni ceremonii, która z niewymuszonym uśmiechem utrzymywała cały czas kontakt z publiką, komentując humorystycznie jakiekolwiek potknięcia i problemy ze sprzętem, które przy takiej ilości instrumentów chyba były nieuniknione.</p>
<p>Cokolwiek nie powiedzieć o trasie Ellipse, która dosyć diametralnie różni się od poprzedniej, to zdecydowanie warto zobaczyc Imogen Heap w akcji, szczególnie, że akompaniują jej nieprzeciętnej klasy muzycy. Chociażby właśnie po to, żeby poskakać przy tych nielicznych hitach i pogrzać się w cieple promieniującym z tej niepozornej osoby.
<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Felectroclash.pl%2Frelacje-z-imprez%2Fimogen-heap-tim-exile-back-ted-n-ted-8-02-10-abc-arena-glasgow%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:23px"></iframe></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://electroclash.pl/relacje-z-imprez/imogen-heap-tim-exile-back-ted-n-ted-8-02-10-abc-arena-glasgow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>2009-10-16/17 Warszawa &#8211; Free Form Festival &#8211; Koneser</title>
		<link>http://electroclash.pl/relacje-z-imprez/2009-10-1617-warszawa-free-form-festival-koneser/</link>
		<comments>http://electroclash.pl/relacje-z-imprez/2009-10-1617-warszawa-free-form-festival-koneser/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 20 Oct 2009 01:37:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>draq</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[3d disco]]></category>
		<category><![CDATA[birdy nam nam]]></category>
		<category><![CDATA[dj food]]></category>
		<category><![CDATA[free form festival]]></category>
		<category><![CDATA[herbaliser]]></category>
		<category><![CDATA[karl bartos]]></category>
		<category><![CDATA[koneser]]></category>
		<category><![CDATA[loumo]]></category>
		<category><![CDATA[relacja]]></category>
		<category><![CDATA[the orb]]></category>
		<category><![CDATA[vive la fete]]></category>
		<category><![CDATA[warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[who made who]]></category>
		<category><![CDATA[whomadewho]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://electroclash.pl/?p=2450</guid>
		<description><![CDATA[Na Free Forma pojechałem, ponieważ lubię muzyczne festiwale. Ten wydał mi się ciekawy poprzez mnogość atrakcyjnych artystów w lajnapie. Chciałem podkreślić, iż to właśnie ilość interesujących person mnie zachęciła – gdyby któryś z występujących tam artystów miał swój samodzielny koncert, chyba nie chciałoby mi się tłuc do Stolicy aż z Wrocławia. Jednak określenie, iż jest [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Na <strong>Free Forma </strong>pojechałem, ponieważ lubię muzyczne festiwale. Ten wydał mi się ciekawy poprzez mnogość atrakcyjnych artystów w lajnapie. Chciałem podkreślić, iż to właśnie ilość  interesujących person mnie zachęciła – gdyby któryś z występujących tam artystów miał swój samodzielny koncert, chyba nie chciałoby mi się tłuc do Stolicy aż z Wrocławia. Jednak określenie, iż jest to wielki festiwal małych zespołów wydaje mi się ciut krzywdzące… No ale do rzeczy:</p>
<p><strong>Organizacja ogółem</strong><br />
Nigdy nie byłem na poprzednich edycjach FFF, ani też w <strong>Centrum Kultury Koneser</strong> – nie wiedziałem zatem czego się spodziewać. Rozpieszczony wieloma masowymi imprezami, w których miałem przyjemność uczestniczyć m.in. tego lata, nastawiłem się nie tylko na muzykę, ale na całe otoczenie festu, m.in. na wizualizacje, scenografię, dekoracje, wystrój wnętrz i inne elementy umilające nie tylko odbiór dźwiękowy, ale także samą przyjemność przebywania na terenie festiwalowym. Byłem bardzo zaskoczony brakiem tych wszystkich dodatków. Jako wykształcony architekt rozumiem charakter betonu oraz surowy, industrialny pofabryczny klimat… ale jako gość imprezy czułem się trochę oszukany. Wystroju wnętrz praktycznie nie było: miejsca gdzie znajdowały się <strong>Scena Grolsch</strong> (główna) oraz <strong>Scena Klubowa</strong>, poza rozstawionymi na nich scenami, w niczym nie przypominały miejsc koncertowych czy też klubowych (brak świateł na parkiecie lub jakichkolwiek innych elementów umilających taniec i odbiór muzyki). Zdaję sobie sprawę z tego, że są to detale, ale to właśnie w nich tkwi diabeł i jak na wysoką cenę biletu (160zł za dwa dni / 80-100zł za 1 dzień) wyglądało to naprawdę biednie.</p>
<p>Zanim przejdę do pozytywów organizacyjnych (których przecież nie brakowało), muszę wspomnieć o wadach Sceny Klubowej, która budziła we mnie najwięcej sprzecznych uczuć. Ja rozumiem, że znajdowała się ona w pomieszczeniu o ograniczonej wysokości, ale może jest to właśnie powód, aby jednak nie robić tam takich imprez? Stojąc 2 metry od barierki nie widziało się występującego artysty, co w przypadku takich sztukmistrzów winyla jak np. <strong>Birdy Nam Nam</strong>, gdzie połowa przyjemności bierze się w obserwowaniu wykręcanych skreczów, było bardzo denerwujące (nie mówiąc o kłopotach z widocznością przy występie <strong>Vive la Fête</strong> ze słodziutką Els Pynoo na wokalu :P ). Troszeczkę nadrabiały to live-camy pokazujące na telebimach co aktualnie się dzieje na scenie, no ale wiadomo, że nie o to chodzi…</p>
<p>Co do nagłośnienia Sceny Klubowej mam mieszane uczucia: z jednej strony przy subtelniejszych dźwiękach można było naprawdę idealnie posłuchać koncertu, jednak przy występach z większym kopem cholernie brakowało pulsującego basu, który chciałoby się poczuć nie tylko od strony sceny, ale też, i to zwłaszcza, od dołu. Strasznie tego brakowało m.in. podczas setu <strong>DJ Fooda</strong>, który wplatał kawałki drum’n’bassowe (gdzie <em>bass</em> jest od razu po<em> drum</em> najważniejszym składnikiem tej muzyki przecie).</p>
<p>Inaczej rzecz się miała ze Sceną Grolsch: idealnie nagłośniona w każdym miejscu sali. Nie była to głośność „dyskotekowa” waląca i kłująca w uszy, ale dobrze wyważona i stonowana, pozwalająca delektować się bardziej subtelnym brzmieniom. Kontynuując wypisywanie zalet, bardzo spodobał mi się pomysł z umieszczeniem w namiotach z jedzeniem i piciem ekranów pokazujących aktualną sytuację na scenie głównej. Można było sobie spokojnie sączyć złocisty napój (brawa za możliwość kupna butelkowego piwa!) i bacznie obserwować, czy wyczekiwany artysta już się pojawił (bo z punktualnością to różnie bywało). Jak już jesteśmy przy gastronomii, to nie wiem jak to organizatorzy wykombinowali, ale pomimo ogromu uczestników festiwalu, nie było najmniejszych problemów z kupnem piwa/drinka/zapieksy. Kolejki do WC również były rzadkością.</p>
<p><strong>Scena Grolsch</strong><br />
Liderem tej sceny został dla mnie <strong>Herbaliser</strong> występujący dnia pierwszego. Zaczynając koncert znajomymi samplami z <em>Same As It Never Was</em> wprowadził publiczność w pogodny wesoły funkujący stan. Prawdziwy ogień pojawił się dopiero gdy na scenę weszła Jessica Darling – kobieta, której wdzięki są wprost proporcjonalne do siły głosu. Takimi kawałkami jak m.in. <em>Can&#8217;t Help This Feeling</em> czy <em>Clap Your Hands</em> sprawiła, że publiczność oszalała. Reszta zespołu wykazała się równym profesjonalizmem &#8211; każdy dźwięk zagrany był z iście jazzową precyzją i dokładnością. Szczególnie miło oglądało się DJa Ollie Teeba odnosząc wrażenie, iż żaden jego skrecz nie powstaje z przypadku, że wszystko ma starannie zaplanowane (co zresztą było prawdą). Grali głównie kawałki z płyty <em>Same As It Never Was</em>, co bardzo mnie ucieszyło, gdyż jest ona jednym z moich bestów roku 2008.</p>
<p>Drugie miejsce tej sceny daję ex aequo występom <strong>Who Made Who </strong>i <strong>Karla Bartosa</strong>. Tych pierwszych miałem przyjemność widzieć już po raz trzeci, więc wiedziałem, że mogę się spodziewać prawdziwego parkietowego szału, pięknie ukoronowanego wariacją na temat<em> Satisfaction</em> (dla przypomnienia, kilka tygodni przed festiwalem udało nam się przeprowadzić z chłopakami <a href="http://electroclash.pl/wywiady/2195/" target="_blank">wywiad</a> – pierwszy wywiad z Who Made Who w polskim Internecie :) ).</p>
<p><img class="alignnone" title="Karl Bartos" src="/wp-content/gallery/relacje-fff/dsc04192.jpg" alt="" width="580" height="435" /><br />
<em>Karl Bartos @ Free Form Festival / Poland 2009</em></p>
<p><strong>Karl Bartos</strong> z zespołem dali genialny koncert zawierający (czego można się było spodziewać) stare i wieczne jare przeboje <em>Kraftwerka</em> po raz kolejny udowadniając, iż to właśnie oni są mistrzami, klasykami a przede wszystkim pionierami całego synthpopu i electro. Zamykając oczy, wsłuchując się w ich muzykę z przetworzonym elektronicznie wokalem, przenosiliśmy się rzeczywiście do lat osiemdziesiątych. Po ich otworzeniu  wrażenie to było potęgowane poprzez wizualizacje z elementami właśnie z tamtych czasów (przedmioty, meble, o charakterystycznym dla 80s dizajnie lub też elementy typograficzne i graficzne). Trzech starych facetów, o układzie choreograficznym mniejszym niż zero, oczarowało dwa razy młodszą publikę, która również nie pozostała dłużna. Widać było, że panom podobał się odbiór, gdyż na stanowczych lodowatych twarzach robotów w końcówce występu zaczęły pojawiać się uśmiechy aprobaty. Dzięki Karl nie tylko za wyśmienity koncert, ale także za posunięcie muzyki elektronicznej do przodu!</p>
<p><img class="alignnone" title="The Orb" src="/wp-content/gallery/relacje-fff/dsc04198.jpg" alt="" width="580" height="435" /><br />
<em>The Orb @ Free Form Festival / Poland 2009</em></p>
<p>Zaraz po występie Niemców na scenę weszli panowie z<strong> The Orb</strong>, którzy poniekąd byli największą gwiazdą festiwalu. Miło się oglądało występ dwóch sympatycznych dziadków, którzy co i rusz albo przybijali sobie piony, albo wymieniali między sobą żarty. Ich set jednak był dość nierówny, nie ukrywam, że w pewnym momencie trochę męczący. Szkoda, bo to legenda, a zagrali dość średnio, o technicznych wpadkach nie wspominając.</p>
<p>Największym niewypałem artystycznym Sceny Grolsch (i festiwalu w ogóle) był występ super grupy <strong>3D Disco™</strong> reklamowanej jako &#8222;<em>najbardziej zaawansowane technologicznie taneczne doznanie (…) pionierski pomysł, który wznosi muzykę na zupełnie nowy poziom</em>&#8222;. Spodziewałem się prawdziwego kosmicznego show, a dostałem… kartonowe okularki 3D i zrobione pod nie wizualizacje o całkiem przeciętnej zawartości, polane sosem skocznych numerów sprzed dekady. Ponadto widok pozostałej już na parkiecie garstki zdegustowanych ludzi w tych samych okularkach przyprawiał mnie o skojarzenia z co najmniej podrzędnej dyski, a co najwyżej z white sensation.</p>
<p><strong>Scena Klubowa</strong><br />
Niekwestionowanym zwycięzcą Sceny Klubowej (jeśli nie festiwalu w ogóle) zostaje kwartet <strong>Birdy Nam Nam</strong>. Niech ktoś mi wytłumaczy, jak to się dzieje, że od wielu lat o najlepszej hedonistycznej zabawie, najnowszych elektronicznych tanecznych i muzycznych trendach wiedzą najlepiej Francuzi? Set, który Birdy Nam Nam zaserwowali w sobotę, był wszystkim tym co w dzisiejszej muzyce imprezowej wymarzone: iście bangerowe brzmienie, rockowa energia, bit electro… a to wszystko o dziwo grane live na czterech winylach! Spodziewałem się „po prostu” koncertu przedstawiającego turntablistyczne umiejętności, a dostałem (ponad to, o czym była mowa rzecz jasna) ścianę potężnego dźwięku uderzającą prosto w mózg. Zasięgając opinii wśród uczestników Festiwalu zauważyłęm, że zdecydowana większość podzielała moje zdanie – ludzie zostali absolutnie zmiażdżeni. Tak się powinno robić imprezy, z taką siłą i energią powinno się grać! Jak ktoś mi jeszcze raz spróbuje wmówić, że minimale są rozrywkowe to centralnie mu prychnę w twarz. Birdy Nam Nam na prezydenta!</p>
<p><strong>Birdy Nam Nam @ Free Form Festival / Poland 2009:</strong><br />
<object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="425" height="344" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/sNV8kjLa_Oo&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="425" height="344" src="http://www.youtube.com/v/sNV8kjLa_Oo&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p>Aby jeszcze bardziej wzmocnić pozycję BNN, miejsce drugie Sceny Klubowej pozostawiam puste. Miejsce trzecie dostaje zatem <strong>Vive LA Fête</strong>. Oglądając ich miałem nie odparte wrażenie, że grają bardzo bardzo podobnie jak nasi rodacy z Yummy Cake: też electro-punkowa zadziorność, również electroclashowe tło, a wisienką na torcie podobieństwa była blondyna na wokalu ;). Dali bardzo dobry, mocny, niemalże rockowy koncert.</p>
<p>Tuż za nimi w kolejce atrakcyjności imprezowej stoi <strong>Dj Food &amp; Dk</strong>. Ich set był bardzo przyjemnym akcentem na zakończeniem festiwalu: ciekawe rytmy, pomieszanie funka, hip hopu, mocne akcenty drum’n’bassowe i dubstepowe, do tego nutka hiciorów (m.in. Prodigy). Interesujący set, a do tego mocno taneczny. Czego można chcieć więcej?</p>
<p><img class="alignnone" title="Dj Food" src="/wp-content/gallery/relacje-fff/dsc04201.jpg" alt="" width="580" height="435" /><br />
<em>DJ Food @ Free Form Festival / Poland 2009</em></p>
<p>Zawsze szkoda jest mi artystów, którzy na takich festiwalach grają jako pierwsi, gdyż często muszą stawić czoła niemalże pustym salom. Mimo, iż jednak trochę ludzi się pojawiło przed sceną, zbyt delikatne dźwięki zespołu <strong>Plastic</strong> nie rozgrzały widowni. Koncert jednak mi się podobał – jak zwykle pokazali klasę, a Aga przy okazji nową kreację w kwiatuszka(?), motylka(?) :D W każdym razie bardzo pozytywnie!</p>
<p>Okropnie żałuję, że nie zobaczyłem zbyt wiele z występu <strong>Luomo</strong>, który grał na zakończenie pierwszego dnia festiwalu. Trudno powiedzieć, czy to z zimna panującego już i tak w dość opustoszałej sali, czy to przez późną porę, czy może ze względu na monotonne bity… nie ja jedyny obrałem w tym momencie kierunek &gt;szatnia &gt;taksówka &gt;dom.</p>
<p><strong>Na koniec</strong><br />
Oswajając się z topornym klimatem wnętrza Konesera… cały festiwal oceniam bardzo dobrze. Warto było jechać prawie 7 godzin w jedna stronę, aby obejrzeć tych kilka kapel i przyjemnie spędzić czas. Sporym mankamentem była zima, która zaskoczyła klubowiczów, no ale trudno za to kogokolwiek winić. Doskonała różnorodność muzyczna zrobiła swoje i dzięki temu będę z niecierpliwością wypatrywał lajnapu na kolejną edycję.</p>
<p>Skromną galerię z Free Form Festu możecie obejrzeć <a href="/galeria/2009-10-1617-free-form-festival-warszawa/">tutaj!</a>
<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Felectroclash.pl%2Frelacje-z-imprez%2F2009-10-1617-warszawa-free-form-festival-koneser%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:23px"></iframe></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://electroclash.pl/relacje-z-imprez/2009-10-1617-warszawa-free-form-festival-koneser/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>2009-06-05/06 Kraków &#8211; Selector Festival &#8211; Błonia &#8211; Videorelacja!</title>
		<link>http://electroclash.pl/relacje-z-imprez/2009-06-0506-krakow-selector-festival-blonia-videorelacja/</link>
		<comments>http://electroclash.pl/relacje-z-imprez/2009-06-0506-krakow-selector-festival-blonia-videorelacja/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 08 Jun 2009 13:31:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>draq</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[agoria]]></category>
		<category><![CDATA[busy p]]></category>
		<category><![CDATA[błonia]]></category>
		<category><![CDATA[CSS]]></category>
		<category><![CDATA[deadmau5]]></category>
		<category><![CDATA[digitalism]]></category>
		<category><![CDATA[dj mehdi]]></category>
		<category><![CDATA[erol alkan]]></category>
		<category><![CDATA[festival]]></category>
		<category><![CDATA[fischerspooner]]></category>
		<category><![CDATA[Franz Ferdinand]]></category>
		<category><![CDATA[kraków]]></category>
		<category><![CDATA[New Young Pony Club]]></category>
		<category><![CDATA[relacja]]></category>
		<category><![CDATA[röyksopp]]></category>
		<category><![CDATA[selector]]></category>
		<category><![CDATA[selector festival]]></category>
		<category><![CDATA[video]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://electroclash.pl/?p=1458</guid>
		<description><![CDATA[Vira: Jeżeli ktoś się przez chwilę zastanawiał, czy dla Selectora znajdzie się miejsce na imprezowej mapie Polski, odpowiadamy zdecydowanie i z przytupem – spokojna Twoja rozczochrana! Najmłodsze dziecko Alter Artu nie zostało potraktowane przez nich po macoszemu. Chociaż Agencja mogła się skupić na tym, co im najlepiej wychodzi (patrz pierwsze miejsca Heinekena w prestiżowych zestawieniach [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><span style="color: #fd26d2;"> Vira:</span></strong> Jeżeli ktoś się przez chwilę zastanawiał, czy dla Selectora znajdzie się miejsce na imprezowej mapie Polski, odpowiadamy zdecydowanie i z przytupem – spokojna Twoja rozczochrana!</p>
<p>Najmłodsze dziecko Alter Artu nie zostało potraktowane przez nich po macoszemu. Chociaż Agencja mogła się skupić na tym, co im najlepiej wychodzi (patrz pierwsze miejsca Heinekena w prestiżowych zestawieniach festiwali letnich), organizatorzy dołożyli sobie na klatę kolejne kilogramy – festiwal z założenia stricte elektroniczny (dlaczego z założenia – o tym później). I całkiem nieźle sobie z tym ciężarem poradzili.</p>
<p>Wielki namiot ustawiony na krakowskich Błoniach okazał się zbawienny w tak nie-pięknych okolicznościach przyrody i tego&#8230; i niepowtarzalnej – gdy drugiego dnia lunął deszcz, uczestnicy festu nie musieli bawić się w woodstockowe dzieci-kwiaty. Impreza trwała jak gdyby nigdy nic, a o deszczu przypominaliśmy sobie dopiero przy okazji większego parcia na pęcherz.</p>
<p>Organizacyjnie – więcej plusów, mniej minusów, ustawienie dwóch scen niedaleko siebie miało swoje zady i walety – bo fakt, przy cichszych momentach w Cyanie słychać było Magentę i odwrotnie, ale za to jeżeli chcieliśmy szybko przemieścić się w celu rozkminienia „co w trawie piszczy (rzęzi, pulsuje, gra etc.)”, wystarczyło kilka żabich skoków i już byliśmy na bieżąco.</p>
<p>Jeden z najważniejszych plusów – nagłośnienie. Dźwięk żyleta – chyba ani razu nie mieliśmy wrażenia, że czegoś jest za dużo, a czegoś za mało. Szapo ba, ekipo akustyczna!</p>
<p><strong><span style="color: #fd26d2;"> Draq:</span></strong> Ekipo akustyczna i oświetleniowa! Oba namioty perfekcyjnie nagłośnione, z każdego miejsca można było delektować się muzyką – a im bliżej sceny tym bardziej pulsujący bass przeszywał ciało. Bez dudnienia i nieprzyjemnych doznań. Perfecto!<br />
Niezrozumiałym dla mnie jednak było ustawienia tak skromnego ogródka piwnego! W niektórych momentach było tam ciaśniej niż pod sceną, a co za tym idzie, duszno, tłoczno i nieprzyjemnie. Zamiast odpoczywać, trzeba było przedzierać się pomiędzy ludźmi. W tym przypadku całe zamieszanie z kArtą płatniczą stawało się jeszcze bardziej absurdalne.</p>
<p>Publiczność festiwalowa mimo, iż różnorodna (od emo-indie-chłopców w rurkach po kolorową bananową młodzież) to czuło się, że wszystkich łączy istotnie podobna muzyka. Było to całkiem miłe uczucie, gdyż poza niewielkimi grupkami spoconych pijanych brytoli, atmosfera bardzo kulturalna i pomimo ok. 10tysięcznej frekwencji, kameralna. Co ważniejsze, nie spotkaliśmy się z żadną odmianą buractwa i przećpania, co często ma przecież miejsce na takich spędach. Nazwa festiwalu <em>selector</em> rzeczywiście odzwierciedlała nastrój panujący na Błoniach – wyselekcjonowana muzyka dla wyselekcjonowanych ludzi.</p>
<p><strong><span style="color: #fd26d2;"> Vira:</span></strong> Największym bólem każdego festiwalu jest to, że ktoś musi zacząć pierwszy – tym samym niestety nie dotarliśmy na <strong>Kamp!</strong>y, a szkoda, bo przecież kibicujemy chłopakom już od dłuższego czasu. Niemniej jednak według relacji naszego wysłannika dali radę bardzo mocno, skłaniając co poniektórych fanów (fanki?) do desperackich prób przedarcia się na scenę.</p>
<p>O 21:00 nadszedł czas na najbardziej wyczekiwany tego dnia (przynajmniej z punktu widzenia chociażby nazwy portalu) gwóźdź programu. <strong>Fischerspooner</strong> w ramach trasy <em>Beyond Worlds</em> obiecywali przedstawić nam zupełnie nową jakość performensu – i tak oprócz samego koncertu promującego nową płytę duetu dostaliśmy w prezencie opowieść, w której coś powstaje z niczego, monologi Caseya i (co stało się już tradycją) – doskonały balet. Pojawiło się sporo akcentów z <em>Entertainment</em> (Amuse Bouche, Money Can’t Dance, Supply &amp; Demand, Dance en France, The Best Revenge i bisowe We Are Electric), nie zabrakło też materiału z dwóch pierwszych albumów (standardowe Emerge vel „dance motherfucker dance motherfucker”, Sweetness, Cloud, Never Win, Fucker). Casey opowiadał, uwodził, gratulował dwudziestolecia demokracji (trochę wyciśnięty tekst, ale umówmy się że doceniamy), giął się i padał na glebę. Poznaliśmy go w kilku wydaniach – od okładkowej (patrz człowiek z lampą na głowie) przez Eltona Johna w Emerge, aż po pudel metala w We Are Electric. Cały koncert byłby idealny, gdyby nie mały zonk – panowie zrezygnowali tym razem z bandu na żywo. Boli, bo utwory mają taki potencjał energetyczny, że smutno się patrzy na perkusistę (ex perkusistę?), który aby uruchomić utwór naciska odpowiedni guziczek. No ale nic – dostaliśmy smaczne przedstawienie i umówmy się, że następną razą zespół się poprawi.</p>
<p><strong>Fischerspooner @ Selector Festival / Poland 2009 part 2/5:</strong><br />
<object width="425" height="344" data="http://www.youtube.com/v/iBO0Kn2wPCw&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/iBO0Kn2wPCw&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" /><param name="allowfullscreen" value="true" /></object></p>
<p><strong><span style="color: #fd26d2;"> Draq:</span></strong> Występ <strong>Fischerspoonera</strong> bardziej przypominał teatralne show niż koncert. Spazmatyczne tańce pantomimistów, ciekawe  układy choreograficzne… wszystko to było integralną częścią przedstawienia, gdzie muzyka stanowiła tylko jedną z wielu części składowych. Dlatego też można przymknąć oko na półplayback i brak żywych instrumentów.</p>
<p><strong>Fischerspooner @ Selector Festival / Poland 2009 part 4/5</strong></p>
<p><object width="425" height="344" data="http://www.youtube.com/v/FOOHffYjE04&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/FOOHffYjE04&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" /><param name="allowfullscreen" value="true" /></object></p>
<p><strong><span style="color: #fd26d2;"> Vira:</span></strong> Wybaczcie przerwy w grafiku i wybiórcze traktowanie występów, ale niektóre z nich, mimo że nie omieszkaliśmy zerknąć i podsłuchać, mimo wszystko nie mieszczą się w konwencji tego, o czym zwykliśmy tutaj pisać. Tak że <strong>Dizzy</strong> &amp; <strong>Franz</strong> – sorry Winnetou. Swoją drogą to właśnie tych 2 artystów najbardziej odstawało nam stylistycznie od ram festu. Bo oczywiście nie chcemy tu się wypowiadać o jakości muzyki, jaką proponują. Ani o fanach, bo tych akurat nie brakowało. Ale ciekawe co by było, gdyby zamiast któregoś z nich pojawiliby się Preseci lub chociażby Hot Chip. Cóż, nie ma tego złego, może trzeba zostawić sobie opcje do wykorzystania na przyszły rok.</p>
<p><strong>Franz Ferdinand @ Selector Festival / Poland 2009</strong></p>
<p><object width="425" height="344" data="http://www.youtube.com/v/-1huksNbepc&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/-1huksNbepc&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" /><param name="allowfullscreen" value="true" /></object></p>
<p><strong><span style="color: #fd26d2;"> Draq:</span></strong> Nie jestem fanem <strong>Franza Ferdinanda</strong>, nie słucham, bo więcej w nim indierocka niż parkietowego szaleństwa. Jednak widziałem fragment koncertu i… panowie wiedzą co robią. Zagrali naprawdę dobry koncert, publiczność szalała, a zespół bawił się nie mniej świetnie. Mimo, iż to nie do końca nasz klimat, warto wspomnieć, że to właśnie oni mieli najliczniejszą frekwencję podczas całego festiwalu.</p>
<p>W tym samym czasie, kiedy dzieciaki szalały przy Franzu, gdzieś tam na Magencie powoli rozstawiał się <strong>Erol Alkan</strong>. Rozpoczął seta od „My Girls” Animal Collective (ten sam numer wplecie następnego dnia na tej samej scenie Busy P), po czym przeszedł spokojnie w klimaty electro brejków z elementami wolniejszego techno. Rozczarowałem się brakiem przebojowości i energii w pierwszej pół godzinie jaką dane było mi słuchać i zawinąłem się w inne miejsce. Słyszałem jednak od swoich wysłanników, iż popełniłem błąd, gdyż to właśnie druga połowa setu pozamiatała umysły publice, która później będzie uważać właśnie set Erola za jeden z lepszych występów z tej sceny.</p>
<p>No cóż, na tej imprezie za dużo się działo naraz, aby móc w pełni skosztować wszystkiego (nie miałem nawet czasu zajrzeć do sceny Burn Energy, gdzie przecież grali m.in. chłopaki z <strong>Sorry, Ghettoblaster</strong>, nie mówiąc już o natłoku artystów z dnia następnego…).<br />
Szybki obrót na pięcie z powrotem na scenę główną…</p>
<p><strong>Erol Alkan @ Selector Festival / Poland 2009</strong></p>
<p><object width="425" height="344" data="http://www.youtube.com/v/6GycRIIuVTw&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/6GycRIIuVTw&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" /><param name="allowfullscreen" value="true" /></object></p>
<p><strong><span style="color: #fd26d2;"> Vira:</span></strong> <strong>Royksopp</strong> zaczarowali wszystkich bajkowymi dźwiękami. Chyba największym minusem tego koncertu była&#8230; spadająca temperatura na zewnątrz. Zmęczeni i zmarznięci ludzie w innych okolicznościach zapewne byliby w stanie bardziej przeżyć norweską magię, jednak warunki pogodowe (w czerwcu, wtf?) wygoniły ich przedwcześnie do domów. Co do tego, co działo się na scenie. Przekrój przez całą twórczość grupy, urzekający Svein i dziwnie pobudzony Torbjørn („jes! jes łi low ju połleeeend!” wykrzykiwane co 10 minut, i to tonem aspirującym co najmniej na stadionowe popisy Scorpions). Panom oprócz basisty towarzyszyła wokalistka, która na swoje szczęście nie ugięła się pod presją „no i weź zaśpiewaj ten kawałek tak dobrze jak Karin”. Ale pani góraleczka w warkoczach dała radę, nawet przez chwilę przepoczwarzając się w sowę.</p>
<p><strong>Röyksopp @ Selector Festival / Poland 2009 part 4/6</strong></p>
<p><object width="425" height="344" data="http://www.youtube.com/v/Bb8Q9EU3ccU&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/Bb8Q9EU3ccU&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" /><param name="allowfullscreen" value="true" /></object></p>
<p><strong><span style="color: #fd26d2;"> Draq:</span></strong> Koncert<strong> Royksopp</strong>, to obok Fischerspoonera, najlepszy występ tego dnia. Kompletnie niepotrzebne okrzyki Torbjørna między piosenkami zdawały się psuć tę magiczną atmosferę, jednak potężna porcja niezwykłej muzyki ratowała sprawę :-)</p>
<p><strong>Röyksopp @ Selector Festival / Poland 2009 part 2/6</strong></p>
<p><object width="425" height="344" data="http://www.youtube.com/v/qQTxYquU8zM&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/qQTxYquU8zM&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" /><param name="allowfullscreen" value="true" /></object></p>
<p><strong><span style="color: #fd26d2;">Draq: </span></strong>Jakieś kilkadziesiąt minut przed końcem ich występu szybko zbiegłem do małej sceny, aby załapać się na<strong> Deadmau5</strong>a. Zdechła mysz zagrała wyśmienitego energetycznego seta. Cytując słowa znajomego: „Deadmau5 jak Deadmau5 – wypadł dokładnie tak jak można było się tego spodziewać”. Bardzo dobry akcent na zakończenie pełnego wrażeń wieczoru.</p>
<p><strong>Deadmau5 @ Selector Festival / Poland 2009</strong></p>
<p><object width="425" height="344" data="http://www.youtube.com/v/BKl_A3rZpyA&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/BKl_A3rZpyA&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" /><param name="allowfullscreen" value="true" /></object></p>
<p><strong><span style="color: #fd26d2;"> Vira:</span></strong> Drugi dzień również rozpoczęliśmy z poślizgiem wbijając do namiotu w trakcie gigu <strong>New Young Pony Club</strong>. Szalenie sympatyczna Tahita na wokalu + chwytliwe kompozycje z <em>Fantastic Playroom</em> rozgrzały publikę na tyle, żeby mogła przygotować się na kolejny band z nurtu indie-densowego – CSS.</p>
<p><strong>New Young Pony Club @ Selector Festival / Poland 2009 part 2/2</strong></p>
<p><object width="425" height="344" data="http://www.youtube.com/v/_yZT0woGheo&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/_yZT0woGheo&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" /><param name="allowfullscreen" value="true" /></object></p>
<p><strong><span style="color: #fd26d2;"> Draq:</span></strong> <strong>Zmęczeni byciem sexi</strong> z niezwykle apetyczną wokalistką Lovefoxxx (do dziś w redakcji trwają spory, czy lepiej wyglądała w czerwonej czy w niebieskiej piżamie w groszki) pokazali, że świetnie czują się na scenie, mając do tego bardzo dobry kontakt z publicznością (no niby sprawdzony motyw wykrzyczeć nieporadnie parę słów w ichniejszym języku, ale nie każdy poza „dżemkuje” wplata też takie rarytasy jak „temperatura”, „biżuteria”, „pierogi”, czy „poliglota” :D). Wyborny występ zawierający największe przeboje grupy, zakończony brytnejskim Toxic pozostawił na twarzach gawiedzi uśmiech zdecydowanej satysfakcji.</p>
<p><strong>CSS @ Selector Festival / Poland 2009 part 3/5</strong></p>
<p><object width="425" height="344" data="http://www.youtube.com/v/OyUOl7SLZtE&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/OyUOl7SLZtE&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" /><param name="allowfullscreen" value="true" /></object></p>
<p><strong><span style="color: #fd26d2;">Draq: </span></strong>Na małej scenie w tym samym momencie grał <strong>Agoria</strong>, zapodając nam mieszankę wyskokowego electro, hausu i techno. Był to bardzo dobry występ, idealnie rozgrzewający klubową część słuchaczy do mającego nastąpić niedługo szaleństwa…</p>
<p><strong>Agoria @ Selector Festival / Poland 2009</strong></p>
<p><object width="425" height="344" data="http://www.youtube.com/v/em9mb80Qgrk&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/em9mb80Qgrk&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" /><param name="allowfullscreen" value="true" /></object></p>
<p><strong><span style="color: #fd26d2;"> Vira:</span></strong> 23.00 okazała się godziną zero dla klubowiczów, miłośników imprez wszelakich, tancerzy i młodzieży upodlającej się w weekendy przy dźwiękach <em>kitsune</em> i <em>ed banger records</em>. Przez cały czas wydawało się, że daniem głównym będą (występujący zresztą na scenie głównej jako jedyni dje) panowie z <strong>Digitalism</strong>. Faktycznie publika  przyjęła ich bardzo entuzjastycznie (czasem nawet zbyt – tu pozdrawiam chłopców, którym w samym środku tłumu zachciało się robić zataczające się kółko depczące kogo popadnie, ponieważ, niech zacytuję „k*rwa, to lepsze niż Franz!”), faktycznie zagrali całkiem nieźle rzucając hiciorami na prawo i lewo. Wtedy nikt jednak się jeszcze nie spodziewał, co będzie się działo niecałą godzinę później na mniejszej scenie.</p>
<p><strong>Digitalism @ Selector Festival / Poland 2009 part 6/7</strong></p>
<p><object width="425" height="344" data="http://www.youtube.com/v/4dG9fH1JfE4&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/4dG9fH1JfE4&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" /><param name="allowfullscreen" value="true" /></object></p>
<p><strong><span style="color: #fd26d2;"> Draq:</span></strong> Mam mieszane uczucia co do gigu chłopaków z <strong>Digitalism</strong>. Z jednej strony, godzina zabawy minęła mi jak 5 minut, gdzie wywijałem nieokiełznane piruety pod samą sceną, z drugiej strony z lekka pretensjonalna tracklista, kilka technicznych potknięć i trochę bydła wśród tłumu. Jense (blondyn) czuje się pewniej i lepiej za konsoletą, niż kompan Isi, który z kolei został stworzony do zabawiania publiki. Po twarzach widać, że prywatnie muszą to być niezmiernie sympatyczne chłopaki, które być może do końca nie ogarniają szału jaki powstał dookoła ich muzyki.<br />
Było mi niezmiernie smutno, kiedy musiałem opuszczać ich występ (sorry guys, but Busy P is a boss!), jednak taniec nie opuszczał mnie do samych „wrót” niebieskiego namiotu.</p>
<p><strong>Digitalism @ Selector Festival / Poland 2009 part 3/7</strong></p>
<p><object width="425" height="344" data="http://www.youtube.com/v/UfBIuG9zXn0&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/UfBIuG9zXn0&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" /><param name="allowfullscreen" value="true" /></object></p>
<p><strong><span style="color: #fd26d2;">Draq: </span></strong>Na małej scenie tymczasem mieliśmy przyjemność uczestniczyć w czterogodzinnym prawdziwym bangerowym szaleństwie!<strong> Busy P</strong> zaczynając od SebastiAnowego Motoru, pierwsze pół godziny grał raczej delikatnie, może celowo czekając aż ludzie skończą oglądać Digitalism i przyjdą do niego. Kiedy się rozkręcił zaczęła się prawdziwa szalona zabawa! Po półtorej godziny przyszedł jego stary kumpel <strong>Dj Mehdi</strong> zmienić go z konsolety (nikt wtedy nie wiedział, że przyszedł go „zmienić” bo wydawałoby się, że skończył już swój występ. Jednak po kolejnej 1,5h wrócił mr. P z Żubrówką w ręce i w przerwach między polewaniem kolejnych drinów czy szotów bezpośrednio z gwinta, zapodawał kolejne szlagiery).<br />
Obaj panowie grali mocno, energetycznie, żywiołowo… czysty Banger (cytując smsa od Viry, która wywijała widocznie po drugiej stronie tej samej sceny „dj mehdi – drugi k*rwa przemistrz! Jajj*bie!! All right!”). Większość numerów udało nam się zidentyfikować, a około połowa z nich okazała się również stałymi elementami i naszych własnych setów (reklama: hej, gramy tak samo jak oni, wpadajcie więc na nasze biby!).</p>
<p><strong>Busy P &amp; DJ Mehdi @ Selector Festival / Poland 2009 part 9/11</strong></p>
<p><object width="425" height="344" data="http://www.youtube.com/v/_blDv5YCwBs&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/_blDv5YCwBs&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" /><param name="allowfullscreen" value="true" /></object></p>
<p><strong><span style="color: #fd26d2;"> Vira:</span></strong> Oj tak. Zresztą w pewnym momencie setu <strong>Mehdiego</strong> przyszedł z kulis jeden z Digitalismów popatrzeć na kolegę po fachu. Aż chciało mi się krzyknąć „patrz, patrz, tak się robi ogień z dupy!”. Kontakt z publiką nie polegał tylko na podnoszeniu rąk „no a teraz zróbcie hałas”, ale na prostych gestach, zbieraniu wzrokiem reakcji na to, co się gra (a może to jest właśnie urok Magenty? Że widać twarze?). <strong>Busy</strong> na gesty żywiołowych panów, którzy pokazali że jest za cicho w końcu podbiegł do jednego z głośników i przestawił go bardziej w stronę publiki. Isn’t he lovely?</p>
<p><strong>Busy P &amp; DJ Mehdi @ Selector Festival / Poland 2009 part 2/11</strong></p>
<p><object width="425" height="344" data="http://www.youtube.com/v/mHYt8X0wNnQ&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/mHYt8X0wNnQ&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" /><param name="allowfullscreen" value="true" /></object></p>
<p><strong><span style="color: #fd26d2;"> Draq:</span></strong> Impreza zakończyła się około godziny 4 zaśpiewaniem przez publikę <em>Never be alone</em> z wiadomego remixu Justice vs Simian. Wstyd przyznać, ale nie zajrzeliśmy nawet na chwile na <strong>Orbitala</strong>. Można sobie zatem wyobrazić co bangery musieli wyprawiać na małej scenie, że nie pozwolili nam jej opuścić. A poza tym to, cytując papieża z pajtonowego skeczu „może nie znam się na sztuce, ale wiem co lubię” ;)</p>
<p>Wróciliśmy zmęczeni, spoceni, obolali, ale usatysfakcjonowani i żądni więcej! Aż strach pomyśleć co będzie za rok. Na razie najlepszy fest tego lata! Gratulujemy organizatorom i artystom i czekamy na kolejne edycje!</p>
<p><em>Vira </em>&amp;<em> Draq</em></p>
<p>Wszystkie videosy nakręcił smerf <strong>Draq</strong>. Dla spragnionych ich większej ilości filmów zapraszamy do naszego kanału na youtubie o tutaj:<br />
<a href="http://www.youtube.com/user/electroclashpl" target="_blank">http://www.youtube.com/user/electroclashpl</a></p>
<p>Ponadto zapraszamy do naszej <a href="/galeria/2009-06-0506-selector-festival-krakow/" target="_self">galerii</a> w której znalazło się parę fotek.
<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Felectroclash.pl%2Frelacje-z-imprez%2F2009-06-0506-krakow-selector-festival-blonia-videorelacja%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:23px"></iframe></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://electroclash.pl/relacje-z-imprez/2009-06-0506-krakow-selector-festival-blonia-videorelacja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>19</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>2009-03-27 Warszawa &#8211; Pink Kong Party &#8211; Saturator</title>
		<link>http://electroclash.pl/relacje-z-imprez/2009-03-27-warszawa-pink-kong-party-saturator/</link>
		<comments>http://electroclash.pl/relacje-z-imprez/2009-03-27-warszawa-pink-kong-party-saturator/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 30 Mar 2009 12:54:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kubus_puchatek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[dj draq]]></category>
		<category><![CDATA[dj szum]]></category>
		<category><![CDATA[dj vira]]></category>
		<category><![CDATA[michał wolski]]></category>
		<category><![CDATA[nice2mu]]></category>
		<category><![CDATA[pink kong fest]]></category>
		<category><![CDATA[pol rax]]></category>
		<category><![CDATA[puzia]]></category>
		<category><![CDATA[saturator]]></category>
		<category><![CDATA[warszawa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.electro-test.e-lips.h2.pl/?p=789</guid>
		<description><![CDATA[W piątek 27 marca na warszawskiej Pradze odbyła się kolejna impreza z cyklu Pink Kong Fest. Tym razem wybraliśmy klub Saturator mieszczący się na znanym i głośnym zagłębiu przy ul. 11 listopada. Jak każda dobra impreza, tak i ta zaczęła się od delikatnej obsuwy, gdyż sprzęt grający nie był w stanie przefrunąć nad upierdliwym remontem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W piątek 27 marca na warszawskiej Pradze odbyła się kolejna impreza z cyklu <b>Pink Kong Fest</b>. Tym razem wybraliśmy klub <b>Saturator</b> mieszczący się na znanym i głośnym zagłębiu przy ul. 11 listopada.</p>
<p>Jak każda dobra impreza, tak i ta zaczęła się od delikatnej obsuwy, gdyż sprzęt grający nie był w stanie przefrunąć nad upierdliwym remontem trasy W-Z. Był też problem z wizualizacjami, gdyż <b>No_signal</b> zniknął niczym kamfora, a płyta z wizualkami ni cholery nie chciała się odczytać. Mieliśmy dzięki temu trochę czasu na zapoznanie się z asortymentem za ladą. Piwosze mogli wybierać między piwem Łomża, a Łomżą. Ewentualnie mogli też oddalić się od baru z butelką Łomży. Na pierwszym piętrze, jako że impreza warszawska, bawiła się słynna warszafka z agencji reklamowych, która z podziwu godną otwartością uczestniczyła w parkietowych harcach, wychodząc z parkietu prędzej, niż nań wchodzili. </p>
<p>Muzycznie Fest był bardzo zróżnicowany. Z jednej strony mieliśmy live act <b>Michała Wolskiego</b>, który odpłynął w stronę minimali i ambitniejszej elektroniki, a z drugiej <b>Pol Rax</b> i <b>Nice2mU</b> ze swoim electropopowym występem. Oba acty zostały gorąco przyjęte przez publiczność, a przy hitach Pol Raxa niektórym poszedł ogień z dupy. Jeśli więc w Waszym mieście pojawi się Michał lub/i Pol Rax &#038; Nice2mU, to możecie iść w ciemno.</p>
<p>Wisienką na szczycie różowego tortu były popisy dj&#8217;skie <b>Puzi</b> ze <b>Stellar Stories Collective</b> oraz jednego z operatorów różowej bazooki, czyli <b>Dj&#8217;a SZUma</b>. Oczywiście na szacun zasługuje też wypełniony szlagierami Prodigy i Rage Against The Machine set <b>Draqa</b>. </p>
<p>W tym miejscu pragniemy pozdrowić wszystkich uczestników Pink Kong Festu. Mamy nadzieję, że bawiliście się równie dobrze, co <b>Petra Flurr</b> i <b>Reverso</b>, którzy demolowali stoliki na parterze w rytm Tilt &#8222;Dziwny, dziwny&#8221;. Warszawo &#8211; dasz się lubić!</p>
<p>PS. Czekamy teraz na miliard komentarzy z waszymi opiniami na temat imprezy :)</p>
<p>PS 2. Jeśli masz jakieś kompromitujące zdjęcia z Festu &#8211; wyślij je do nas! <a href="mailto:electroclash.polska@gmail.com?subject=Zdjecia z Pink Kong Fest">electroclash.polska@gmail.com</a>  </p>
<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Felectroclash.pl%2Frelacje-z-imprez%2F2009-03-27-warszawa-pink-kong-party-saturator%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:23px"></iframe></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://electroclash.pl/relacje-z-imprez/2009-03-27-warszawa-pink-kong-party-saturator/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>2008-09-27 Poznań &#8211; Dancing in Adria II &#8211; Adria</title>
		<link>http://electroclash.pl/relacje-z-imprez/2008-09-27-poznan-dancing-in-adria-ii-adria/</link>
		<comments>http://electroclash.pl/relacje-z-imprez/2008-09-27-poznan-dancing-in-adria-ii-adria/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 05 Oct 2008 12:47:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Panna Anna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[adria]]></category>
		<category><![CDATA[dancing in]]></category>
		<category><![CDATA[kukabara]]></category>
		<category><![CDATA[poznań]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.electro-test.e-lips.h2.pl/?p=787</guid>
		<description><![CDATA[Eleganckie stroje, retro-atmosfera i porządny kawał dobrej muzyki &#8211; to wszystko czekało na wszystkich, którzy odwiedzili wczoraj kultową Adrię i wzięli udział w drugiej edycji Dancingu. Oj, działo się, działo&#8230; Wszystko, jak to zwykle na imprezach takiego pokroju bywa, zaliczyło obsuwę czasową. W związku z powyższym raczej nikt nie sugerował się kartkami wywieszonymi przy wejściu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Eleganckie stroje, retro-atmosfera i porządny kawał dobrej muzyki &#8211; to wszystko czekało na wszystkich, którzy odwiedzili wczoraj kultową Adrię i wzięli udział w drugiej edycji Dancingu. Oj, działo się, działo&#8230;</p>
<p>Wszystko, jak to zwykle na imprezach takiego pokroju bywa, zaliczyło obsuwę czasową. W związku z powyższym raczej nikt nie sugerował się kartkami  wywieszonymi przy wejściu na sale, z godzinami poszczególnych setów. Jednak na rozpoczęcie warto było poczekać, bo to, co później działo się w Adrii, zasługuje na najwyższe słowa uznania dla wszystkich odpowiedzialnych za tą akcję.</p>
<p>Sala czerwona, w której grały Technical Girls i Killouci, konkretnie sponiewierała uszy wszystkich, którzy przyszli posłuchać dobrego techno &#8211; zdecydowanie kawał dobrej roboty! O sali skalnej najlepiej świadczyć może fakt, że to właśnie w niej skończyła się cała impreza. Chillout zagrali Benda, Mojomat, Margines, a na samym końcu niespodziewaną porcję dubstepu zaserwował przybyły prosto z Eskulapa Collie Weed Selecta. W białej sali, gdzie gościły głownie breaki i funk, na szczególne wyróżnienie zasługują z pewnością skreczujący Top Cut i wizualki Ani Stukot. Jeżeli słychać było jakiekolwiek narzekania, to głównie na scenę złotą &#8211; owszem, nie było tam aż tak dobrze jak podczas czerwcowej edycji Adrii i trochę smuci fakt, że<br />
zabawa skończyła się w pierwszej kolejności na głównej scenie. Ale wszystkim rozczarowanym należy przypomnieć, jak publika bawiła się tam chociażby podczas setu Tube&#8217;a &#8211; wtedy sumienie nakazuje schować<br />
wszystkie fochy do kieszeni i przyznać, że i tak było rewelacyjnie.</p>
<p>Większość ludzi nie zapominało o dress codzie, przez co bibka miała wyjątkowy klimat. Do tego porządnie wykrochmalone obrusy, szklanki z oldschoolowym napisem pepsi-cola i dyskotekowe kule migoczące nad głowami imprezujących &#8211; za to właśnie uwielbia się Adrię.</p>
<p>Oczywiscie nie zabrakło pani kierowniczki i państwa z obsługi lokalu, włączania przez nich światła w srodku kawałka, aby w ten subtelny sposób zakończyć imprezę itd., ale w sumie jest to do zrozumienia &#8211; nie każdy<br />
jest przyzwyczajony do dancingów kończących sie o wpół do 7 rano;)</p>
<p>Po zamknięciu ostatniej sali, najtwardsi zawodnicy obrali azymut na Cafe Mięsna, gdzie po przerwie reaktywowano znane i lubiane Moje Niedziele, tak wiec było się gdzie udać na porządny after.</p>
<p>Kto był, to wie, że było świetnie. A kto nie był &#8211; niech żałuje i już wpisuje sobie w kalendarz kolejną akcję Kukabary, która jest planowana na Halloween.</p>
<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Felectroclash.pl%2Frelacje-z-imprez%2F2008-09-27-poznan-dancing-in-adria-ii-adria%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:23px"></iframe></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://electroclash.pl/relacje-z-imprez/2008-09-27-poznan-dancing-in-adria-ii-adria/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
