<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Electroclash Polska &#187; Recenzje płyt</title>
	<atom:link href="http://electroclash.pl/category/plyty/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://electroclash.pl</link>
	<description>newsy, imprezy, download</description>
	<lastBuildDate>Thu, 02 Feb 2012 17:15:48 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Surkin &#8211; USA</title>
		<link>http://electroclash.pl/plyty/surkin-usa-2/</link>
		<comments>http://electroclash.pl/plyty/surkin-usa-2/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 29 Nov 2011 22:01:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fila</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje płyt]]></category>
		<category><![CDATA[surkin]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://electroclash.pl/?p=7751</guid>
		<description><![CDATA[Najwyraźniej pośpiech Surkinowi nie służy. Płynąc wraz z wydawniczą falą również i ten francuski DJ zdecydował się na wydanie długiego koncept albumu. Niestety, wzbudza on mieszane uczucia. Bylibyśmy pewnie jeszcze bardziej krytyczni, gdybyśmy nie pałali do Surkina sympatią. Wychowanek Institubes sprawia wrażenie, że nie do końca odnalazł dobry sposób na połączenie odmiennych brzmień w spójną [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Najwyraźniej pośpiech Surkinowi nie służy. Płynąc wraz z wydawniczą falą również i ten francuski DJ zdecydował się na wydanie długiego koncept albumu. Niestety, wzbudza on mieszane uczucia. Bylibyśmy pewnie jeszcze bardziej krytyczni, gdybyśmy nie pałali do Surkina sympatią. Wychowanek Institubes sprawia wrażenie, że nie do końca odnalazł dobry sposób na połączenie odmiennych brzmień w spójną całość. <strong>USA</strong> to mieszanka electro bangin’ w stylu Feadza i charakterystycznego dla Surkina house’owego smaczku. Nie obeszło się również bez Breakbot’owych dźwięków.</p>
<p>O ile na USA znajdziemy mocne <strong>Intro</strong> i kilka trwale zapisujących się w główkach początkowych kawałków, to później następuje zdecydowany spadek kilowatów. Miejscami album po prostu lekko przynudza. Coś co z początku wydawało się tematem przewodnim &#8211; duch syntezatorowej elektroniki lat ’80 (włącznie z modą na wprowadzanie pegasusowskich dźwięków z gier), nie znajduje odwzorowania na całej długości krążka. To oczywiście nie oznacza, że na USA nie ma mocnych przystanków. Producenckie popisy (<strong>Harry feat. Bobmo</strong>) czy utwory featuringujące wokalistów przyciągają. Jest też parę dobrych pozycji z wydanych parę lat temu EPek – <strong>Fan Out</strong> czy <strong>White Knight Two</strong>.</p>
<p>Można odnieść wrażenie, że francuska scena electro dzieli się na tych, którzy posiadają wyczucie rynku (Justice, Mr Oizo, SebastiAn) i tych, którym zdecydowanie go brakuje (Uffie). Surkin zaplątał się między jednymi i drugimi. Gdyby wszystkie kawałki brzmiały tak dobrze i zadziornie jak <strong>I.N.Y.N.</strong> czy <strong>Ultralight</strong>, Surkin odniósłby zapewne podobny sukces co rewelacyjny <strong>Total</strong> SebastiAna.</p>
<p>Jednak mimo wszystko USA wprowadza nieco świeżości. Zawsze miło jest powrócić do twórczości Surkina, mając chociażby na względzie sentyment do Radio Fireworks.</p>
<p>2011 // Marble</p>
<p><strong>Ocena: 5/10</strong></p>
<p>01.         Intro<br />
02.         Lose Yourself [feat. Ann Saunderson]<br />
03.         Love Shot<br />
04.         I.N.Y.N.<br />
05.         Fireworks hotmix<br />
06.         Silver Island<br />
07.         White Knight Two<br />
08.         Rock It<br />
09.         Harry (feat. Bobmo)<br />
10.       Never Let Go (feat. Kevin Irving)<br />
11.       Fan Out<br />
12.       Gold Island<br />
13.       Ultra Light<br />
14.       Quattro (feat. Bobmo)<br />
15.       Silver Spring Anthem<br />
16.       End Morning
<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Felectroclash.pl%2Fplyty%2Fsurkin-usa-2%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:23px"></iframe></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://electroclash.pl/plyty/surkin-usa-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bloodgroup &#8211; Dry Land</title>
		<link>http://electroclash.pl/plyty/bloodgroup-dry-land/</link>
		<comments>http://electroclash.pl/plyty/bloodgroup-dry-land/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 27 Nov 2011 14:38:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Avtomat</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje płyt]]></category>
		<category><![CDATA[bloodgroup]]></category>
		<category><![CDATA[dry land]]></category>
		<category><![CDATA[Hallur Jonssón]]></category>
		<category><![CDATA[islandia]]></category>
		<category><![CDATA[Janus Rasmussen]]></category>
		<category><![CDATA[Lilja Jonssón]]></category>
		<category><![CDATA[Ragnar Laki]]></category>
		<category><![CDATA[Record]]></category>
		<category><![CDATA[Sunna Þórisdóttir]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://electroclash.pl/?p=7715</guid>
		<description><![CDATA[Mawiają, że Islandia to głównie porosty, wulkany i hulający w polu wiatr. Cóż, w tych elementach musi istnieć jakaś tajemna siła mobilizująca przejawy ludzkiej kreatywności, bo od jakiegoś czasu kraj ten wypuszcza oryginalne, rozsadzające ramy gatunków zespoły jeden za drugim. Kwartet Bloodgroup znany jest już polskiej publiczności i bardzo przez nią ceniony &#8211; nie przypadkiem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Mawiają, że Islandia to głównie porosty, wulkany i hulający w polu wiatr. Cóż, w tych elementach musi istnieć jakaś tajemna siła mobilizująca przejawy ludzkiej kreatywności, bo od jakiegoś czasu kraj ten wypuszcza oryginalne, rozsadzające ramy gatunków zespoły jeden za drugim. Kwartet Bloodgroup znany jest już polskiej publiczności i bardzo przez nią ceniony &#8211; nie przypadkiem zaliczył on aż trzy minitrasy wokół naszego kraju w ciągu jednego roku. Nie są oni jednak takimi nowicjuszami, jakimi się wydają. Ich pierwsza płyta, <strong>Sticky Situation</strong>, została entuzjastycznie przyjęta przez krytykę, a trasa ją promująca wywindowała zespół na szczyty popularności wśród islandzkiej alternatywnej publiczności. Wraz z drugim materiałem długogrającym Bloodgroup zaatakowali całą Europę. A mają czym atakować.</p>
<p>O ile poprzedni album mógł wydać się nieco rozchwiany stylistycznie, tak teraz dostajemy doskonale przemyślany blok niesamowicie angażujących brzmień i emocji. Nazwać ich muzykę electropopem byłoby takim samym nadużyciem jak opatrzyć tą samą etykietką muzykę Depeche Mode czy The Knife. Fakt, refrenów tu nie brakuje, a melodie długo siedzą w głowie. Wszystko to jednak zanurzone jest w zimnej, północnej, depresyjnej atmosferze i poparte surowymi brzmieniami syntezatorów oraz industrialnymi wręcz rytmami. Ten, kto po usłyszeniu singlowego <strong>My Arms</strong> spodziewa się całej płyty wypełnionej tymi miękkimi, przejmującymi dźwiękami i precyzyjnie poukładanymi przez Ólafura Arnaldsa partiami smyczków, srogo się zawiedzie. Jasne &#8211; smyczki usłyszymy jeszcze nieraz, podobnie jak niekonwencjonalnie rozpisane harmonie wokalne, w których głosy Janusa i Lilji (która od tamtego czasu została zastąpiona w zespole przez Sunnę Þórisdóttir) przeplatają się jakby w ciągłym dialogu. Jednak po tanecznym i chwytliwym <strong>This Heart</strong> zaczyna się trochę inna podróż. Podróż wgłąb umysłu targanego sprzecznymi motywacjami, niepewnością i  najwyraźniej również całym tym islandzkim wichrem.</p>
<p>Balansujące na granicy fałszu wokale i chóralne zaśpiewy w surowo oprawionym <strong>How Do We Know</strong>, czy złowrogie <strong>First To Go</strong> i <strong>Pro Choice</strong> to prawdziwe perełki tego albumu. Połamana struktura, posiane tu czy tam przesterowane, syntezatorowe solówki i podkręcone do granic możliwości brzmienia sprawiają, ze nie jest to płyta dla ludzi o słabym sercu. Chwilę odpoczynku dają nam monumentalne <strong>Moonstone</strong> i kończący album utwór tytułowy. Prawdziwym majstersztykiem są tu też teksty &#8211; pisane wprost, nierzadko gorzkie wynurzenia na temat bolączek nowoczesnego społeczeństwa, które nie dają jednak wrażenia bezsensownego babrania się w otwartej ranie, jak to często zdarza się innym artystom elektronicznym z tej ciemniejszej strony księżyca.</p>
<p>Nie ma co się więcej rozpisywać &#8211; Dry Land to album, który każdy szanujący się fan elektroniki powinien jak najszybciej postawić na swojej półce, a przede wszystkim wysłuchać w skupieniu. Takiego mariażu nowych, niekonwencjonalnych rozwiązań z typowo popową poetyką szukać bowiem ze świecą.</p>
<p>2011 // Record</p>
<p><strong>Ocena: 9,5/10</strong></p>
<p>01. My Arms<br />
02. This Heart<br />
03. Wars<br />
04. How Do We Know<br />
05. First To Go<br />
06. Buried In Sand<br />
07. Overload<br />
08. Pro Choice<br />
09. Moonstone<br />
10. Battered<br />
11. Dry Land</p>
<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Felectroclash.pl%2Fplyty%2Fbloodgroup-dry-land%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:23px"></iframe></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://electroclash.pl/plyty/bloodgroup-dry-land/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>You Love Her Coz She&#8217;s Dead &#8211; You Love Her Coz She&#8217;s Dead</title>
		<link>http://electroclash.pl/plyty/you-love-her-coz-shes-dead-you-love-her-coz-shes-dead/</link>
		<comments>http://electroclash.pl/plyty/you-love-her-coz-shes-dead-you-love-her-coz-shes-dead/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 13 Oct 2011 17:52:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Avtomat</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje płyt]]></category>
		<category><![CDATA[Anglia]]></category>
		<category><![CDATA[Elle Dead]]></category>
		<category><![CDATA[glasstone]]></category>
		<category><![CDATA[Jay Dead]]></category>
		<category><![CDATA[wielka brytania]]></category>
		<category><![CDATA[ylhcsd]]></category>
		<category><![CDATA[You Love Her Coz She's Dead]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://electroclash.pl/?p=7487</guid>
		<description><![CDATA[Kochasz ją, bo jest martwa. Jej pergaminowa skóra, miejscami uroczo poznaczona obszarami zżeranej przez martwicę tkanki, jej zamglone pośmiertną zaćmą niczym w ekstazie oczy &#8211; tak, to wszystko sprawia, że przez Twoje grzeszne ciało przebiegają dreszcze, a lędźwia domagają się zaspokojenia wstydliwej chuci. Owiewany lekkim fetorem zbutwiałego drewna, przekopanych w gorączce grud ziemi i gnijącego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kochasz ją, bo jest martwa. Jej pergaminowa skóra, miejscami uroczo poznaczona obszarami zżeranej przez martwicę tkanki, jej zamglone pośmiertną zaćmą niczym w ekstazie oczy &#8211; tak, to wszystko sprawia, że przez Twoje grzeszne ciało przebiegają dreszcze, a lędźwia domagają się zaspokojenia wstydliwej chuci. Owiewany lekkim fetorem zbutwiałego drewna, przekopanych w gorączce grud ziemi i gnijącego ciała sięgasz do kieszeni i zapuszczasz pierwszy utwór. To będzie gorąca noc&#8230;</p>
<p>Jeśli jednak nekrofilia nie jest do końca Twoją parą kaloszy, polecam zamiast uskuteczniania wycieczek na cmentarz posłuchać tego albumu na dużych głośnikach, którym nie brakuje basu w dobrze wygłuszonym mieszkaniu &#8211; podobnie wstrząsające wrażenia są gwarantowane. Duet z Brighton długo kazał czekać na swój długogrający album, ale nie od dziś wiadomo, że dojrzewanie w lekko zgniłej atmosferze robi dobrze nie tylko serom. Mimo hałaśliwości i pozornego chaosu panującego na debiucie YLHCSD, po bardziej wnikliwym przesłuchaniu okazuje się, że wszystko jest tam wycyzelowane i dopięte na ostatni guzik. Połamane i podarte na strzępy jak wielowiekowy całun rytmy akompaniują typowo rave&#8217;owym brzmieniom i melodyjnym, acz mogącym irytować wokalom Elle. Masywne syntezatory i kroczące perkusyjne rytmy tworzą zawiesinę sztucznych gitarowych harmonii, przeplatając się tu i ówdzie z iście dubstepowymi zagrywkami. Dość powiedzieć, że album nie bierze jeńców. Oddech złapiemy dopiero na samym końcu, słuchając melancholijnego <strong>Softer Cell</strong>.</p>
<p>Przy całym tym dobrodziejstwie inwentarza, You Love Her Coz She&#8217;s Dead jest albumem na wskroś melodyjnym &#8211; jego twórcy najwyraźniej zdawali sobie sprawę, że bez konkretnego warsztatu melodycznego nawet najdziwniejsze wygibasy najcięższymi działami nie będą miały sensu. Nie sposób tutaj wymienić wszystkich kawałków bo&#8230; właśnie, byłoby to tylko wyliczenie całej tracklisty. Znakomite, charczące <strong>Leap Of Desire</strong>, które otwiera album, apokaliptyczne <strong>Blinded</strong> czy bardziej zbliżone nintendocore&#8217;owym klimatem do poprzednich dokonań duetu <strong>Nowhere To Run To</strong> to jedynie moi osobiści faworyci.</p>
<p>Ostrzegam tylko &#8211; to nie płyta dla słabeuszy i delikacików, tutaj odnajdą się tylko ludzie zdolni do całonocnego babrania się w błocie w poszukiwaniu miłości swojego życia. Całe szczęście, że płyta jest tak łatwo dostępna do kupienia w internecie. Ale, ale&#8230; czy to lekkie westchnięcie poruszyło makabryczną architekturę żeber Twojej ukochanej? Czyżby nadszedł moment Waszego ponownego zespolenia? Pamiętaj tylko &#8211; zabezpieczanie się zapobiega wielu chorobom przenoszonym drogą płciową. A w tym wypadku nie tylko&#8230;</p>
<p>2011 // Glasstone</p>
<p><strong>Ocena: 9/10</strong></p>
<p>01. Leap Of Desire I<br />
02. Sunday Best<br />
03. Mud (feat. Sucker Twin)<br />
04. Legacy<br />
05. Blinded<br />
06. This Is A Raid<br />
07. Pull Out The Nails<br />
08. Leap Of Desire II<br />
09. Nowhere To Run To<br />
10. Softer Cell
<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Felectroclash.pl%2Fplyty%2Fyou-love-her-coz-shes-dead-you-love-her-coz-shes-dead%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:23px"></iframe></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://electroclash.pl/plyty/you-love-her-coz-shes-dead-you-love-her-coz-shes-dead/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>VA &#8211; The Robots Riot: Poltron Invaders</title>
		<link>http://electroclash.pl/plyty/va-the-robots-riot-poltron-invaders/</link>
		<comments>http://electroclash.pl/plyty/va-the-robots-riot-poltron-invaders/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 18 Aug 2011 10:21:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>chupax</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje płyt]]></category>
		<category><![CDATA[cody commando]]></category>
		<category><![CDATA[dj m@r]]></category>
		<category><![CDATA[dj nail]]></category>
		<category><![CDATA[edemski]]></category>
		<category><![CDATA[eightball]]></category>
		<category><![CDATA[elektropunkz records]]></category>
		<category><![CDATA[elektropunkz recordz]]></category>
		<category><![CDATA[mehatronik]]></category>
		<category><![CDATA[modul eve]]></category>
		<category><![CDATA[poltron invaders]]></category>
		<category><![CDATA[q600]]></category>
		<category><![CDATA[resmover]]></category>
		<category><![CDATA[robodrum]]></category>
		<category><![CDATA[the robots riot]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://electroclash.pl/?p=7095</guid>
		<description><![CDATA[Wraz z początkiem czerwca miała swoją premierę druga część kompilacji The Robots Riot: Poltron Invaders. Kompilacja zawiera 10 polskich projektów, spośród których każdy prezentuje inny, odmienny styl. Całość zaś charakteryzuje niesamowita energia oraz siła, która porwie każdego fana gatunku. Utwory zostały precyzyjnie wyselekcjonowane przez szczecińskiego autobota – Robodruma. Zanim przejdziemy do prezentacji utworów, które znalazły [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wraz z początkiem czerwca miała swoją premierę druga część kompilacji The Robots Riot: Poltron Invaders. Kompilacja zawiera 10 polskich projektów, spośród których każdy prezentuje inny, odmienny styl. Całość zaś charakteryzuje niesamowita energia oraz siła, która porwie każdego fana gatunku. Utwory zostały precyzyjnie wyselekcjonowane przez szczecińskiego autobota – Robodruma.</p>
<p>Zanim przejdziemy do prezentacji utworów, które znalazły się na powyższej kompilacji, warto pokrótce przypomnieć pierwszą część Robo-serii, która miała premierę na początku listopada 2011. Była to najdłużej zapowiadana i najbardziej oczekiwana składanka od <strong>Elektropunkz Recordz</strong>. Reprezentacja artystów, którzy pojawili się na traciliście The Robots Riot. Act One była iście międzynarodowa, gdyż poza rodzimymi produkcjami pojawiły się także smaczki chorwackie, angielskie oraz niemieckie. Wśród artystów mogliśmy usłyszeć m.in. Codyego Commando, Synapse, Robodruma, Dja Xeda, <strong>Aurora Surrealis</strong> czy też <a href="http://elektropunkz.net/2010/04/10/loyal-plastic-robot/"><strong>Loyal Plastic Robot</strong></a>.</p>
<p>Tegoroczna odsłona Robots Riot, poza polskimi electro-produktami #1, czyli Codym i Robodrumem, objawia kilka postaci, które w tej konfiguracji nie były jeszcze mocno znane szerszym gronom słuchaczy. I tak, na pierwszy rzut poszedł utwór 8-bit Comp Machine, którego autorem jest artysta ukrywający się pod pseudonimem Mehatronic. Nie jest to bynajmniej postać nieznana. Mehatronic to nie nikt inny jak znany i ceniony w kraju oraz za granicą Dj Eprom &#8211; niekwestionowany mistrz turntablizmu (IDA 2007 World Champion). 8-bit Comp Machine charakteryzuje brzmienie w nieco oldschoolowym stylu, specyficzne dla wczesnych electro-produkcji zza oceanu. Uzupełnienie stanowi umiejętnie przepuszczony przez vocoder vocal oraz odpowiednia ilość scratchy, które oczywiście musiały się znaleźć w produkcji tego Pana.</p>
<p>Kolejną pozycją wartą uwagi jest Arno autorstwa Edemskiego, utalentowanego białostockiego producenta. Pomimo iż sam Edemski produkcją muzyki zajmuje się już od wieeelu lat, dopiero teraz zdecydował pojawić się na oficjalnie wydanej kompilacji. Styl, którym tak zręcznie operuje sam określa jako “electro-kwant” – raz wesoły, raz sentymentalny, raz dynamiczny, po prostu – kosmiczny. Nie inaczej jest w przypadku Arno. Sferyczne brzmienia, kojące melodie, kosmiczne historie, tak pokrótce można określić powyższą sztukę.</p>
<p>Red Matter to czwarty w kolejności track, który możemy znaleźć na opisywanej składance. Jego autorem jest Q600, członek bandy My Head Is Dubby, który zresztą pojawił się na pierwszej odsłonie serii Robots Riot. Red Matter jest utworem, które zdecydowanie najbardziej różni się od pozostałych zawartych na płycie. Utrzymany w dubstepowo-grimowej stylistyce, przeszywa tajemniczością, mrokiem. Z pozoru może wydać się nieco dołujący, jednak po kilkukrotnym przesłuchaniu przekonywałem się do niego coraz bardziej…</p>
<p>Nr 5 – Machine. Za zawartość tego utworu odpowiedzialny jest Eightball, pochodzący z Mrągowa młody i obiecujący producent, znany z bardzo szybkiego tempa pracy oraz improwizowanych sekwencji. Jednostajny, surowy bit, intrygujące i pełne ekspresji melodie oraz vocoder. Debiut zdecydowanie udany!</p>
<p>Ostatnim utworem, który chciałbym szerzej opisać, i który moim zdaniem zasługuje na szczególne wyróżnienie jest Soulless Machines autorstwa Dj M@R’a, określanego mianem wojownika operującego świetnym brzmieniem. Warto zaznaczyć, że artysta ma już na koncie winylowy album dla Dominance Records oraz utwór na międzynarodowej składance Battle Of The Year 2010! Sam utwór także utrzymany jest w konwencji typowej dla Dominance; melodyjny, o charakterystycznej dla labelu, kosmicznej barwie. Jeden z najlepszych smaczków na całej kompilacji, o ile nie najlepszy&#8230; Reasumując: DBS polish edition!</p>
<p>2011 / Elektropunkz Recordz</p>
<p><strong>Ocena: 9/10</strong></p>
<p>01.  Mehatronik – 8-Bit Comp Machine<br />
02. Cody Commando – Corporation Collar<br />
03. Edemski – Arno<br />
04. Q600 – Red Matter<br />
05. Eightball – Machine<br />
06. Robodrum – Straight From The Future<br />
07. DJ M@R – Soulless Machines<br />
08. DJ Nail – They All Dead<br />
09. Resmover – Apoplexy Yell<br />
10. Modul Eve – Pale Blue Dot
<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Felectroclash.pl%2Fplyty%2Fva-the-robots-riot-poltron-invaders%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:23px"></iframe></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://electroclash.pl/plyty/va-the-robots-riot-poltron-invaders/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>GusGus &#8211; Arabian Horse</title>
		<link>http://electroclash.pl/plyty/gusgus-arabian-horse/</link>
		<comments>http://electroclash.pl/plyty/gusgus-arabian-horse/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 05 Aug 2011 11:24:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Avtomat</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje płyt]]></category>
		<category><![CDATA[arabian horse]]></category>
		<category><![CDATA[gus gus]]></category>
		<category><![CDATA[gusgus]]></category>
		<category><![CDATA[islandia]]></category>
		<category><![CDATA[kompakt]]></category>
		<category><![CDATA[kompakt germany]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://electroclash.pl/?p=6979</guid>
		<description><![CDATA[Wydaje się, że całkiem niedawno pławiliśmy się w mrocznych przestrzeniach poprzedniego albumu Islandczyków, a tu okazuje się, że minęły już dwa lata. Nie ma jednak co lamentować, bo nowe dzieło tej formacji o wiecznie zmieniającym się składzie kładzie na łopatki. Kontemplację rozpoczynamy oczywiście od okładki, tradycyjnie już dla wydawnictw GusGus świetnie wykonanej i mrugającej do [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wydaje się, że całkiem niedawno pławiliśmy się w mrocznych przestrzeniach poprzedniego albumu Islandczyków, a tu okazuje się, że minęły już dwa lata. Nie ma jednak co lamentować, bo nowe dzieło tej formacji o wiecznie zmieniającym się składzie kładzie na łopatki.</p>
<p>Kontemplację rozpoczynamy oczywiście od okładki, tradycyjnie już dla wydawnictw GusGus świetnie wykonanej i mrugającej do nas zapraszająco wieloznacznym, acz wyjątkowo estetycznym obrazkiem. Szybko jednak nudzi nam się wlepianie wzroku w zdjęcie i niebanalną typografię, wrzucamy więc na ruszt danie główne. A tu dzieje się, oj dzieje. Okazuje się bowiem, że Islandczycy nagrali płytę technopopową, a w dodatku wszystko na niej ułożone jest we wciągającą fabułę. Rozpoczęcie lejącym się gdzieś spod ziemi <strong>Selfoss</strong> i shufflebeatowym <strong>Be With Me</strong> to tylko zmyłka &#8211; prawdziwa taneczna uczta rozpoczyna się wraz z genialnym <strong>Over</strong>. Długo możnaby rozpływać się nad niesamowitym transem w jaki wprowadza ten kawałek, nad jego ekstatycznym refrenem i triumfem jego oszczędnej aranżacji. Ja powiem tylko jedno &#8211; długo się GusGusy nad wyborem singla nie musieli zastanawiać. Podobnym strzałem w dziesiątkę jest pierwszy singiel z płyty &#8211; <strong>Within You</strong>. Odbijające się pogłosem syntezatory, świetnie napisany i zaśpiewany wokal, smykowe wtręty &#8211; wymieniać i zachwycać się dalej, czy już nie trzeba?</p>
<p>Parkietowy klimat podbija dodatkowo numer tytułowy, okraszony dziwacznymi onomatopejami i napędzany wyjątkowo zaraźliwym beatem, a następny w kolejce <strong>Magnified Love</strong> kipi bąblami ponakładanych na siebie organ. Na wyciszenie GusGusy serwują nam parkę bliźniaczych utworów &#8211; transowy <strong>Changes Come</strong> i bardziej piosenkową wariację na ten sam temat w postaci <strong>When Your Lover&#8217;s Gone</strong>. Ciężko mi tutaj uniknąć wymieniania wszystkich kawałków po kolei &#8211; mimo, że tworzą one bardzo spójny stylistycznie blok, to każdy z nich ma nam do zaoferowania coś ciekawego i charakterystycznego.</p>
<p>Prawda jest taka, że po ośmiu wydanych płytach Islandczycy nie tylko nie stracili nic na kreatywności, to jeszcze kumulowane przez ten czas doświadczenie sprawia, że na <strong>Arabian Horse</strong> wszystko jest dokładnie na swoim miejscu. Tacy starzy wyjadacze jak oni musieliby się prawdopodobnie mocno postarać, żeby wydać coś złego. Gdybym miał się zabawić w jasnowidza, to powiedziałbym, że to się raczej nie zdarzy i do końca kariery będą nam oni dostarczać świetnych płyt.</p>
<p>2011 // Kompakt Germany</p>
<p><strong>Ocena: 9/10</strong></p>
<p>01. Selfoss<br />
02. Be With Me<br />
03. Deep Inside<br />
04. Over<br />
05. Within You<br />
06. Arabian Horse<br />
07. Magnified Love<br />
08. Changes Come<br />
09. When Your Lover&#8217;s Gone<br />
10. Benched
<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Felectroclash.pl%2Fplyty%2Fgusgus-arabian-horse%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:23px"></iframe></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://electroclash.pl/plyty/gusgus-arabian-horse/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>VA &#8211; Kitsune Parisien</title>
		<link>http://electroclash.pl/plyty/va-kitsune-parisien/</link>
		<comments>http://electroclash.pl/plyty/va-kitsune-parisien/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 28 Mar 2011 16:30:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>drunk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje płyt]]></category>
		<category><![CDATA[kitsune]]></category>
		<category><![CDATA[kitsune parisien]]></category>
		<category><![CDATA[va]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://electroclash.pl/?p=5885</guid>
		<description><![CDATA[Oprócz dwóch całkiem udanych kompilacji Ed Banger Records &#8211; Let The Children Techno, oraz Boysnoize Records pres. Miami Noize 2011, w tym roku do głosu doszedł kolejny z naszych ulubionych labeli &#8211; francuskie Kitsune z projektem Parisien. Nie będzie nowością, jeśli powiem, że Kitsune ostatnio lubuje się w nieco indie-rockowych brzmieniach, czego (częściowo) dowodem będzie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Oprócz dwóch całkiem udanych kompilacji Ed Banger Records &#8211; Let The Children Techno, oraz Boysnoize Records pres. Miami Noize 2011, w tym roku do głosu doszedł kolejny z naszych ulubionych labeli &#8211;  francuskie Kitsune z projektem <strong>Parisien</strong>.</p>
<p>Nie będzie nowością, jeśli powiem, że Kitsune ostatnio lubuje się  w nieco indie-rockowych brzmieniach, czego (częściowo) dowodem będzie również i ten album. W porównaniu do Ed Banger czy Boys Noize, nowy twór Kitsune jest zdecydowanie bardziej rozśpiewany i osadzony w klimatach indie-disco.<br />
Kolejną wartą uwagi informacją jest fakt, że na tym albumie trudno będzie się nam doszukać znanych już nam artystów. Francuzi postawili bowiem, na tych mniej doświadczonych w elektronicznym świecie, co wcale nie znaczy, że cały album jest pozbawiony swoistego klimatu. Wręcz przeciwnie, całość została tak perfekcyjnie dobrana, że utwory pasują do siebie idealnie, a co więcej nie dają nam odczuć jakieś większej monotonii. Szczególnie pikantnie prezentuję się utwór <strong>BeatauCue &#8211; Behold</strong>, który jest chyba jednym z najbardziej wyróżniających się kawałków z całej kompilacji. Swoje trzy grosze dorzucił bardziej znany zespól <strong>Jupiter</strong> z kapitalnym kawałkiem wpadającym w ucho &#8211; <strong>Sake</strong>. Pozostałe utwory bardziej przypominają wspomniane indie-disco niż samą elektronikę, ale słucha się ich naprawdę wybornie. Głównie dlatego, że utwory na płycie zostały rozmieszczone bardzo rozsądnie.</p>
<p>Podsumowując &#8211; jest to bardzo przyjemy i mocno przemyślany krążek, który może i nie porywa na parkietowe szaleństwa (tak jak w przypadku Boys Noize Presents: Super Acid, czy Boysnoize Records pres. Miami Noize 2011), ale dostarczy mnóstwo frajdy i nowych odkryć podczas słuchania. </p>
<p>2011 // Kitsune</p>
<p><strong>Ocena: 7/10<br />
</strong></p>
<p>01. Destin – Adélaide<br />
02.  Birkii – Shade Of Doubt<br />
03.  Yan Wagner – Reces­sion Song<br />
04. Housse de Racket – Château (Golden Bug Remix)<br />
05. Jupiter – Saké<br />
06. Logo – Hello.jpg<br />
07. Ryskee feat. Jenny Wil­son – Hor­rors Of Love (Jamaica’s Sun­shine Remix)<br />
08. BeatauCue – Behold<br />
09. Sauvage – Glory<br />
10. Valley – 1999<br />
11. Exotica – Désor­bitée<br />
12. Cascadeur – Mean­ing</p>
<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Felectroclash.pl%2Fplyty%2Fva-kitsune-parisien%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:23px"></iframe></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://electroclash.pl/plyty/va-kitsune-parisien/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Hercules and Love Affair &#8211; Blue Songs</title>
		<link>http://electroclash.pl/plyty/hercules-and-love-affair-blue-songs/</link>
		<comments>http://electroclash.pl/plyty/hercules-and-love-affair-blue-songs/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 27 Mar 2011 16:05:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>phamm</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje płyt]]></category>
		<category><![CDATA[blue songs]]></category>
		<category><![CDATA[hercules and love affair]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://electroclash.pl/?p=5825</guid>
		<description><![CDATA[Trup cyrkowych na świecie było i jest nadal bez liku. Muzycznych grup, zespołów, kapel, zbieranin, które można by do trup porównać jest równie sporo. I z taką trupą cyrkową kojarzy mi się zdecydowanie Hercules &#038; Love Affair. Z tą małą różnicą, że niezmienny jest dyrygent. Andrew Butler z wolna przemierzający zaułki Nowego Jorku najcięższego kalibru [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Trup cyrkowych na świecie było i jest nadal bez liku. Muzycznych grup, zespołów, kapel, zbieranin, które można  by do trup porównać jest równie sporo. I z taką trupą cyrkową kojarzy mi się zdecydowanie Hercules &#038; Love Affair. Z tą małą różnicą, że niezmienny jest dyrygent. <strong>Andrew Butler </strong>z wolna przemierzający zaułki Nowego Jorku najcięższego kalibru imprezowego po kolei, niczym hycel, łapie do swojego studia co bardziej utalentowane, i podzielające jego wizję, osoby. </p>
<p>Wcześniej Andy parał się miksowaniem muzyki na najbardziej przemyślnych gigach, by wkrótce zacząć realizować swoje największe marzenie, jakim jest zespół przywracający disco do łask. </p>
<p>	Pierwsza odsłona była strzałem w dziesiątkę, między innymi dzięki przyciągającemu publiczność jak magnes <strong>Anthony&#8217;emu Hegarty</strong>. Ale jak wiadomo, nie sztuką jest wejść na szczyt, tylko się na nim utrzymać, co w biznesie zwie się syndromem drugiej płyty, a ten nie omija nawet tych najbardziej niepokornych. Andy z tym problemem poradził sobie śpiewająco (choć sam wokalnie się raczej nie udziela). Gwiazdy takie jak wymieniony już Anthony oraz kusząca <strong>Nomi </strong>(która będąc panem, zapragnęła być panią) wymienił na inny model pod postacią Aerea Negrot – Wenezuelkę, która przy okazji wydania <strong>Blue Songs </strong>goląc się na łyso wcieliła się zgrabnie w nową zespołową drag queen, <strong>Shauna J. Wrighta </strong>– ten z kolei arabskie damskie fatałaszki przywdziewa z wręcz wrodzoną gracją. Trzon pozostał ten sam do spółki z <strong>Kim Ann Foxman,</strong> która oprócz śpiewania w chórze i solowo wciela się również w rolę didżeja podczas samotnych wojaży, a swe kontakty ogranicza do swojej płci.</p>
<p>	I w ten sposób grupa we wszystkich kolorach tęczy odkurzyła dla siebie lata młodości pod postacią jackin&#8217; house&#8217;u oraz chicago house&#8217;u z przełomu lat &#8217;80 i &#8217;90, co jest ciekawym wyjściem z patu, jakim przeważnie bywa drugi album. Disco stanowi tu, jeśli nie podstawę, to na pewno niezbędną przyprawę. I tak skonstruowane są utwory. Jeśli tanecznie (a tak jest w większości) do bardziej z odniesieniami do Fax Yourself czy Inner City, a jeśli tempo bywa uśrednione to wnet odzywają się trąby jerychońskie pamiętające czasy świetności Motown. Zresztą legendarna wytwórnia pobrzmiewa tu o wiele częściej. Zwłaszcza w inteligentnie poskładanych wokalach (a pamiętajmy, że na trzy głosy to doprawdy nie lada sztuka). Chciałbym napisać, że słabych punktów tu nie ma i można uparcie stwierdzić, że tak jest w istocie. Ale z drugiej strony, mimo że album wyrównany, chyba nawet bardziej niż poprzednik, to jednak posiada za małą ilość sztosów. <strong>My House,</strong> jako singiel, bezdyskusyjnie się do takich zalicza, tak samo jest z otwierającym <strong>Painted Eyes </strong>(będzie singlem numer dwa), wieńczącym dzieło <strong>It&#8217;s Alright</strong>, który brzmi jakby zatrudniono Kim Ann do The Twilight Singers oraz równie melodyjny <strong>Falling.</strong> Dodatkową ciekawostką może być wokalny udział <strong>Kele Okereke </strong>w <strong>Step Up </strong>(ale z jego upodobaniami w takim zespole to raczej nie dziwota).</p>
<p>	Jednym słowem, należą się absolutne brawa, że mimo pozornego braku najważniejszych pazurów, szybko odrosły nowe, wbrew pozorom nie stępione. A kierunek wyznaczony na miksie <strong>Sidetracked</strong>, mimo najoczywistszej z oczywistych teorii falowania epok nie okazał się ślepą uliczką, tylko naturalną koleją rzeczy, tak trzymać.</p>
<p>2011 // Moshi Moshi Records</p>
<p><strong>Ocena: 7/10<br />
</strong><br />
01. Painted Eyes<br />
 02. My House<br />
 03. Answers Come in Dreams<br />
 04. Leonora <br />
05. Boy Blue<br />
 06. Falling <br />
07. I Can&#8217;t Wait<br />
 08. Step Up <br />
09. Visitor <br />
10. It&#8217;s Alright</p>
<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Felectroclash.pl%2Fplyty%2Fhercules-and-love-affair-blue-songs%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:23px"></iframe></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://electroclash.pl/plyty/hercules-and-love-affair-blue-songs/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>AXMusique &#8211; Second. The Same</title>
		<link>http://electroclash.pl/plyty/axmusique-second-the-same/</link>
		<comments>http://electroclash.pl/plyty/axmusique-second-the-same/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 17 Nov 2010 16:38:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Avtomat</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje płyt]]></category>
		<category><![CDATA[axmusique]]></category>
		<category><![CDATA[brennnessel]]></category>
		<category><![CDATA[cool kids of death]]></category>
		<category><![CDATA[kamp!]]></category>
		<category><![CDATA[second the same]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://electroclash.pl/?p=4945</guid>
		<description><![CDATA[Ostatni rok był w polskim electroświatku zdecydowanie rokiem AXMusique. Znakomite przyjęcie pierwszej EPki dwóch Krzysztofów, wypełnionej po brzegi smakowitym przesterowanym mięskiem, zaowocowało plejadą propozycji koncertowych z całej Polski. Gwoli ścisłości przypomnę, że ich poruszający odnóża występ można było zobaczyć na tegorocznym Selectorze, a całkiem niedawno wspomagali oni Cool Kids Of Death i swoich kolegów oraz [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ostatni rok był w polskim electroświatku zdecydowanie rokiem AXMusique. Znakomite przyjęcie pierwszej EPki dwóch Krzysztofów, wypełnionej po brzegi smakowitym przesterowanym mięskiem, zaowocowało plejadą propozycji koncertowych z całej Polski. Gwoli ścisłości przypomnę, że ich poruszający odnóża występ można było zobaczyć na tegorocznym Selectorze, a całkiem niedawno wspomagali oni Cool Kids Of Death i swoich kolegów oraz wydawców Kamp! podczas Loud &amp; Quiet Tour. Lwia część materiału, który prezentowali na tych koncertach znalazła się na ich drugiej EPce.</p>
<p><strong>Second. The Same</strong> składa przed nami dary złożone z czterech premierowych kawałków, z których każdy tworzy niepowtarzalny klimat. Chłopaki tym razem postawili na trochę bardziej organiczne brzmienie podparte brudną gitarą basową, ale główną motorykę nadal zapewniają syntetyczne dźwięki. Wielu już próbowało mariażu rasowego electro z rockiem, ale tylko kilka zespołów może pochwalić się, że zrobiły to dobrze (patrz: The Whip). AXMusique po raz kolejny wychodzi z tej sytuacji obronną ręką, częściowo przez zachowanie ciekawej struktury i melodyki utworów, a po części dzięki świetnej barwie wokalu śpiewającego Krzyśka, nadającej wszystkiemu poszarpaną krawędź, którą tak ciężko uzyskać samą elektroniką. Wokale zresztą zasługują na osobną pochwałę, jako że charakterystyczna chrypa i nawarstwione unisono to już swoisty znak firmowy AXM.</p>
<p>EPkę otwiera powoli rozwijający się <strong>Insipid</strong>, w którym śmigające wysoko gitary są kontrapunktem dla miarowego kroku perkusji i basówki. Ten utwór tworzy swoistą klamrę kompozycyjną z ostatnim na liście <strong>Drunken Fly</strong>, który też wkrada się w umysł dosyć niespodziewanie, kusząc atmosferycznym klimatem. Ale to dopiero w środku płytki czekają prawdziwe ciosy. Kto bowiem nie zwrócił wcześniej na koncertach uwagi na niesamowity <strong>Somewhere Something</strong>, który od złowrogiej zwrotki powoli pęcznieje, żeby wybuchnąć wspaniałym, przesterowanym refrenem. Promuje on EPkę wespół w zespół z bardzo profesjonalnie przygotowanym teledyskiem. <strong>Half Shut Eyes</strong> natomiast stawia bardziej na klimat, nie tracąc przy tym tempa i potencjału parkietowego. Genialnie zaśpiewana zwrotka, wzięte jakby z horroru syntezatory &#8211; czego chcieć więcej? Kawał solidnego grania.</p>
<p>Całe szczęście, że na polskiej scenie mamy takie twory jak AXM, bo inaczej byłoby naprawdę smutno. A tak, dzięki światowemu (pomijając wyglądającą jak ulotka NFZ okładkę) poziomowi tej i innych produkcji firmowanych logo Brennnessel, możemy patriotycznie wyciągnąć chorągiewki i zamachać na cześć kopiącej tyłek muzyki powstającej od niedawna w naszym kraju.</p>
<p>2010 // Brennnessel</p>
<p><strong>Ocena: 8,5/10</strong></p>
<p>01. Insipid<br />
02. Somewhere Something<br />
03. Half Shut Eyes<br />
04. Drunken Fly
<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Felectroclash.pl%2Fplyty%2Faxmusique-second-the-same%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:23px"></iframe></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://electroclash.pl/plyty/axmusique-second-the-same/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Thermostatic &#8211; Joy Toy</title>
		<link>http://electroclash.pl/plyty/thermostatic-joy-toy/</link>
		<comments>http://electroclash.pl/plyty/thermostatic-joy-toy/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 25 Sep 2010 12:38:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Avtomat</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje płyt]]></category>
		<category><![CDATA[8-bit]]></category>
		<category><![CDATA[alice in videoland]]></category>
		<category><![CDATA[bitpop]]></category>
		<category><![CDATA[joy toy]]></category>
		<category><![CDATA[synthpop]]></category>
		<category><![CDATA[Szwecja]]></category>
		<category><![CDATA[thermostatic]]></category>
		<category><![CDATA[wonderland]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://electroclash.pl/?p=4534</guid>
		<description><![CDATA[Wiem, że nie powinno się zaczynać zdania od „a więc”, ale za bardzo kusi. A więc – kontynuujemy odgrzebywanie perełek północy. Tym smutniejszym staje się fakt, że oto kolejna z nich zakończyła swoją działalność. Idąc śladem rodaków z Zeigeist, w kwietniu bieżącego roku Szwedzi z Thermostatic postanowili rozwiązać zespół. Co nie zmienia faktu, że do [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wiem, że nie powinno się zaczynać zdania od „a więc”, ale za bardzo kusi. A więc – kontynuujemy odgrzebywanie perełek północy. Tym smutniejszym staje się fakt, że oto kolejna z nich zakończyła swoją działalność. Idąc śladem rodaków z Zeigeist, w kwietniu bieżącego roku Szwedzi z Thermostatic postanowili rozwiązać zespół. Co nie zmienia faktu, że do ich drugiego długograja na pewno będzie się jeszcze długo powracać.</p>
<p>Melancholijny synthpop podbity ośmiobitowymi melodyjkami znany z poprzedniego dzieła grupy, płyty Humanizer, tutaj został skondensowany w dziesięć starannie dobranych utworów. Tym razem Szwedzi, najwyraźniej nie musząc już poświęcać tak dużo czasu technologii, bardzo skupili się na znakomitych melodiach i dopracowaniu kawałków. Cały materiał przesiąknięty jest do tego znaną z muzyki takich artystów jak Sally Shapiro czy Charlie tęsknotą za prostszymi czasami. Delikatny damski głos prowadzi nas od piosenki do piosenki, gdzieniegdzie spotykając się ze znakomicie zaprogramowanym wokoderem (niesamowite refreny <strong>Metal Skin</strong>,<strong> So Close So Near</strong> i <strong>Private Machine</strong>). Bardziej stonowane <strong>Far Away</strong> przypomina natomiast wspólne dokonania Golden Boya i Miss Kittin, żeby za chwilę znowu zabłysnąć głosem „zasmuconego robota”.</p>
<p>Większość utworów zbudowana jest na chłodnych, metalicznie brzmiących podkładach, które ocieplone są tylko pełnym emocji głosem wokalistki i bezpardonowo użytymi pasażami ośmiobitowych arpeggios. Przebojowe <strong>As Stars We Belong</strong> zmienia się w powolne, przestrzenne <strong>Close Your Eyes</strong> i nawet nie zdążymy zmrużyć oka, a już okazuje się, że przesłuchaliśmy całą płytę z niezmienną fascynacją. Thermostatic potrafią budować dramaturgię płyty, której nie przerywają nawet takie wariacko galopujące momenty jak <strong>Together</strong>. Nie zrozumcie mnie źle – to nie jest album dla koneserów. Powinno się ją raczej traktować jak zestaw powalających melodiami piosenek, które na długo nie wychodzą z głowy i powodują tupanie nogą w najmniej spodziewanych momentach dnia słuchacza.</p>
<p>Mimo, że momenty takie jak idiotycznie rozskakany <strong>Reasons</strong> nie pozwalają na wyższą ocenę całego albumu, to polecam wysłuchać tych lepszych utworów i zaręczam, że zostaniecie uwiedzeni iskrzącymi melodiami Joy Toy. A mi pozostaje dziękować właścicielom Wonderland Records (czyli, de facto, szwedzkiej formacji Alice In Videoland), że pozwolili tej płycie ujrzeć światło dzienne. Bo jest to jedna z tych pozycji w ich katalogu, dzięki której aż chce się zakrzyknąć: disko, bejbe!</p>
<p>2005 // Wonderland</p>
<p><strong>Ocena: 8/10</strong></p>
<p>01. As Stars We Belong<br />
02. Close Your Eyes<br />
03. Private Machine<br />
04. Together<br />
05. So Close So Near<br />
06. Reasons<br />
07. Far Away<br />
08. Metal Skin<br />
09. I Want To Be A Marilyn<br />
10. Game
<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Felectroclash.pl%2Fplyty%2Fthermostatic-joy-toy%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:23px"></iframe></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://electroclash.pl/plyty/thermostatic-joy-toy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>FM Belfast &#8211; How To Make Friends</title>
		<link>http://electroclash.pl/plyty/fm-belfast-how-to-make-friends/</link>
		<comments>http://electroclash.pl/plyty/fm-belfast-how-to-make-friends/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 31 Jul 2010 12:30:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Avtomat</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje płyt]]></category>
		<category><![CDATA[fm belfast]]></category>
		<category><![CDATA[how to make friends]]></category>
		<category><![CDATA[islandia]]></category>
		<category><![CDATA[múm]]></category>
		<category><![CDATA[world champion]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://electroclash.pl/?p=4198</guid>
		<description><![CDATA[Niewiele jest zespołów mogących pochwalić się swoim charakterystycznym, niepodrabialnym stylem, który bezbłędnie da się rozpoznać na pierwszy „rzut” ucha. Dominują naśladowcy, dobrzy rzemieślnicy lub selektorzy, którzy mieszając wpływy pionierów piszą porywającą, ale niezbyt innowacyjną muzykę. Islandczycy z FM Belfast leżą gdzieś pośrodku tych dwóch stopni na skali. Na papierze jest ich czwórka, ale, jak sami [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Niewiele jest zespołów mogących pochwalić się swoim charakterystycznym, niepodrabialnym stylem, który bezbłędnie da się rozpoznać na pierwszy „rzut” ucha. Dominują naśladowcy, dobrzy rzemieślnicy lub selektorzy, którzy mieszając wpływy pionierów piszą porywającą, ale niezbyt innowacyjną muzykę. Islandczycy z FM Belfast leżą gdzieś pośrodku tych dwóch stopni na skali. Na papierze jest ich czwórka, ale, jak sami mówią, koncertowy skład waha się od trzech do ośmiu osób znanych m.in. z formacji múm, w zależności od tego, kto może dotrzeć na miejsce. Wyluzowany kwartet z krainy pyłem i lawą płynącej w końcu zebrał materiał na długogrającą płytę. A jest czego słuchać.</p>
<p>Pierwszym przychodzącym na myśl porównaniem jest rodzeństwo Dreijer z The Knife, bo FM Belfast dysponują podobnym do nich wachlarzem środków wyrazu i w dodatku okraszają wszystko bardzo nietuzinkowym wokalem. Szczególnie połamany rytm kończącego album <strong>President</strong> naprowadza nas na ten trop. Jednak tam, gdzie Szwedzi straszą atmosferycznymi pasażami, ich islandzcy koledzy po fachu stawiają na iście karaibski chillout i groteskowo ironiczne reinterpretacje znanych hitów. Wystarczy usłyszeć, jak Pump Up The Jam w ich wykonaniu (zatytułowane po prostu <strong>Pump</strong>) zmienia się w ospale bujającego się na falach histerycznie śmiesznych melodyjek hipopotama. Nie pomaga ani ziewający wokal w połączeniu z nawołującym do wygibasów na parkiecie tekstem, ani leniwie tykający metronom perkusji – ten kawałek to czysty pastisz. Podobnie ma się sprawa z drugim „ukradzionym” kawałkiem na płycie. <strong>Lotus</strong> to nic innego jak Killing In The Name Of z repertuaru Rage Against The Machine, podbite przesterowanym syntezatorem i znacznie spowolnione. Słuchanie jak wokalistka znudzonym głosem śpiewa „fuck you, I won’t do what you tell me” jest bezcenne.</p>
<p>Ale sznyt FM Belfast nie kończy się na sprowadzaniu wszystkiego do leniwych syntezatorowych kołysanek. Wręcz przeciwnie – te dwa kawałki to ledwie preludium do pyszności czekających nas na płycie. Zdecydowanie warto wymienić melancholijny, acz taneczny synthpop i nierealny tekst <strong>Underwear</strong>, rozdzwonione bailie w <strong>I Can Feel Love</strong>, czy pozostający na długo w głowie refren <strong>Synthia</strong>. Islandczycy z gracją pijanej egzotycznej prostytutki przeskakują sobie od leniwych rytmów karaibskich do parkietowych pląsów, uzyskując maksymalny efekt przy minimalnym nakładzie pracy i środków. Starodawne syntezatory wygrywają proste, ale łatwe do zapamiętania melodyjki, perkusja równie proste rytmy. W ich krainie wszystko jest łatwe i przyjemne. Dziwaczne rytmy i organki <strong>Optical</strong> czy euforyczne <strong>Par Avion</strong> (a właściwie to każdy numer na płycie z osobna) pokazują, że nasi bohaterowie potrafią poruszać się po swoim poletku z niewymuszonym luzem i dostarczanie nam muzyki po prostu sprawia im przyjemność.</p>
<p>Absolutnymi wygranymi są jednak dwa, skrajnie różne od siebie utwory. <strong>VHS</strong> to taneczne, ale dosyć groźnie brzmiące epitafium dla magnetowidów, które znakomicie sprawdzi się zarówno w towarzystwie ostrzejszych kawałków w klubie, jak i puszczone w łazience jako tło dla pląsów z dezodorantem w roli mikrofonu. Z kolei rozpoczynające się rajskim ćwierkaniem ptaków <strong>Tropical</strong> zachwyca adekwatnym do tytułu klimatem i śmigającą w tle syntetyczną gitarą. Dla samych tych dwóch kawałków warto byłoby kupić cały album. Duet wokalista/wokalistka ma bardzo charakterystyczne brzmienie, które nadaje całej płycie lekko prześmiewczy wymiar i sprawia, że FM Belfast można zaliczyć właśnie do tych zespołów, których podrobić się nie da.</p>
<p>Jeśli po przesłuchaniu How To Make Friends całe dnie chodzicie z pieśnią na ustach i wszystko wydaje się „tropical”, to pozostaje tylko mieć nadzieję, że islandzkie trio nie ulotni się po pierwszej płycie jak ich efemeryczni znajomi z Zeigeist, tylko pracuje już nad następnym długograjem. Długograjem, który przedłuży nasz błogostan i nie przełoży FM Belfast do smutnej szuflady z napisem „zespoły jednej płyty”. A tymczasem polecam zrobić sobie drink z parasolką i wybrać się w tropikalny rejs z tym, co już nam sprezentowali.</p>
<p>2008 // World Champion</p>
<p><strong>Ocena: 9/10</strong></p>
<p>01. Frequency<br />
02. Underwear<br />
03. I Can Feel Love<br />
04. Tropical<br />
05. Pump<br />
06. Par Avion<br />
07. VHS<br />
08. Lotus<br />
09. Optical<br />
10. Synthia<br />
11. President
<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Felectroclash.pl%2Fplyty%2Ffm-belfast-how-to-make-friends%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:23px"></iframe></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://electroclash.pl/plyty/fm-belfast-how-to-make-friends/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

