<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Electroclash Polska &#187; phamm</title>
	<atom:link href="http://electroclash.pl/author/phamm/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://electroclash.pl</link>
	<description>newsy, imprezy, download</description>
	<lastBuildDate>Wed, 08 Feb 2012 15:56:23 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Hercules and Love Affair &#8211; Blue Songs</title>
		<link>http://electroclash.pl/plyty/hercules-and-love-affair-blue-songs/</link>
		<comments>http://electroclash.pl/plyty/hercules-and-love-affair-blue-songs/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 27 Mar 2011 16:05:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>phamm</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje płyt]]></category>
		<category><![CDATA[blue songs]]></category>
		<category><![CDATA[hercules and love affair]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://electroclash.pl/?p=5825</guid>
		<description><![CDATA[Trup cyrkowych na świecie było i jest nadal bez liku. Muzycznych grup, zespołów, kapel, zbieranin, które można by do trup porównać jest równie sporo. I z taką trupą cyrkową kojarzy mi się zdecydowanie Hercules &#038; Love Affair. Z tą małą różnicą, że niezmienny jest dyrygent. Andrew Butler z wolna przemierzający zaułki Nowego Jorku najcięższego kalibru [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Trup cyrkowych na świecie było i jest nadal bez liku. Muzycznych grup, zespołów, kapel, zbieranin, które można  by do trup porównać jest równie sporo. I z taką trupą cyrkową kojarzy mi się zdecydowanie Hercules &#038; Love Affair. Z tą małą różnicą, że niezmienny jest dyrygent. <strong>Andrew Butler </strong>z wolna przemierzający zaułki Nowego Jorku najcięższego kalibru imprezowego po kolei, niczym hycel, łapie do swojego studia co bardziej utalentowane, i podzielające jego wizję, osoby. </p>
<p>Wcześniej Andy parał się miksowaniem muzyki na najbardziej przemyślnych gigach, by wkrótce zacząć realizować swoje największe marzenie, jakim jest zespół przywracający disco do łask. </p>
<p>	Pierwsza odsłona była strzałem w dziesiątkę, między innymi dzięki przyciągającemu publiczność jak magnes <strong>Anthony&#8217;emu Hegarty</strong>. Ale jak wiadomo, nie sztuką jest wejść na szczyt, tylko się na nim utrzymać, co w biznesie zwie się syndromem drugiej płyty, a ten nie omija nawet tych najbardziej niepokornych. Andy z tym problemem poradził sobie śpiewająco (choć sam wokalnie się raczej nie udziela). Gwiazdy takie jak wymieniony już Anthony oraz kusząca <strong>Nomi </strong>(która będąc panem, zapragnęła być panią) wymienił na inny model pod postacią Aerea Negrot – Wenezuelkę, która przy okazji wydania <strong>Blue Songs </strong>goląc się na łyso wcieliła się zgrabnie w nową zespołową drag queen, <strong>Shauna J. Wrighta </strong>– ten z kolei arabskie damskie fatałaszki przywdziewa z wręcz wrodzoną gracją. Trzon pozostał ten sam do spółki z <strong>Kim Ann Foxman,</strong> która oprócz śpiewania w chórze i solowo wciela się również w rolę didżeja podczas samotnych wojaży, a swe kontakty ogranicza do swojej płci.</p>
<p>	I w ten sposób grupa we wszystkich kolorach tęczy odkurzyła dla siebie lata młodości pod postacią jackin&#8217; house&#8217;u oraz chicago house&#8217;u z przełomu lat &#8217;80 i &#8217;90, co jest ciekawym wyjściem z patu, jakim przeważnie bywa drugi album. Disco stanowi tu, jeśli nie podstawę, to na pewno niezbędną przyprawę. I tak skonstruowane są utwory. Jeśli tanecznie (a tak jest w większości) do bardziej z odniesieniami do Fax Yourself czy Inner City, a jeśli tempo bywa uśrednione to wnet odzywają się trąby jerychońskie pamiętające czasy świetności Motown. Zresztą legendarna wytwórnia pobrzmiewa tu o wiele częściej. Zwłaszcza w inteligentnie poskładanych wokalach (a pamiętajmy, że na trzy głosy to doprawdy nie lada sztuka). Chciałbym napisać, że słabych punktów tu nie ma i można uparcie stwierdzić, że tak jest w istocie. Ale z drugiej strony, mimo że album wyrównany, chyba nawet bardziej niż poprzednik, to jednak posiada za małą ilość sztosów. <strong>My House,</strong> jako singiel, bezdyskusyjnie się do takich zalicza, tak samo jest z otwierającym <strong>Painted Eyes </strong>(będzie singlem numer dwa), wieńczącym dzieło <strong>It&#8217;s Alright</strong>, który brzmi jakby zatrudniono Kim Ann do The Twilight Singers oraz równie melodyjny <strong>Falling.</strong> Dodatkową ciekawostką może być wokalny udział <strong>Kele Okereke </strong>w <strong>Step Up </strong>(ale z jego upodobaniami w takim zespole to raczej nie dziwota).</p>
<p>	Jednym słowem, należą się absolutne brawa, że mimo pozornego braku najważniejszych pazurów, szybko odrosły nowe, wbrew pozorom nie stępione. A kierunek wyznaczony na miksie <strong>Sidetracked</strong>, mimo najoczywistszej z oczywistych teorii falowania epok nie okazał się ślepą uliczką, tylko naturalną koleją rzeczy, tak trzymać.</p>
<p>2011 // Moshi Moshi Records</p>
<p><strong>Ocena: 7/10<br />
</strong><br />
01. Painted Eyes<br />
 02. My House<br />
 03. Answers Come in Dreams<br />
 04. Leonora <br />
05. Boy Blue<br />
 06. Falling <br />
07. I Can&#8217;t Wait<br />
 08. Step Up <br />
09. Visitor <br />
10. It&#8217;s Alright</p>
<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Felectroclash.pl%2Fplyty%2Fhercules-and-love-affair-blue-songs%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:23px"></iframe></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://electroclash.pl/plyty/hercules-and-love-affair-blue-songs/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Midnight Juggernauts &#8211; Dystopia</title>
		<link>http://electroclash.pl/plyty/midnight-juggernauts-dystopia/</link>
		<comments>http://electroclash.pl/plyty/midnight-juggernauts-dystopia/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 23 Feb 2010 20:06:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>phamm</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje płyt]]></category>
		<category><![CDATA[dystopia]]></category>
		<category><![CDATA[into the galaxy]]></category>
		<category><![CDATA[midnight juggernauts]]></category>
		<category><![CDATA[siberia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://electroclash.pl/?p=3308</guid>
		<description><![CDATA[Kiedy to piszę, oni mają jakoś 30 stopni w cieniu i zapewne odbierają już z tłoczni pierwsze egzemplarze nowego albumu. Ale nie było by to możliwe, gdyby nie bardzo systematyczna i konsekwentna praca od połowy dekady. Zwrócić na siebie uwagę potrafili już na wysokości pierwszej debiutanckiej EP, gdzie główną osią poszczególnych utworów jest mariaż muzyki [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kiedy to piszę, oni mają jakoś 30 stopni w cieniu i zapewne odbierają już z tłoczni pierwsze egzemplarze nowego albumu. Ale nie było by to możliwe, gdyby nie bardzo systematyczna i konsekwentna praca od połowy dekady. Zwrócić na siebie uwagę potrafili już na wysokości pierwszej debiutanckiej EP, gdzie główną osią poszczególnych utworów jest mariaż muzyki gitarowej opartej na solidnych post-punkowych podstawach z beatami mogącymi się bardzo kojarzyć z house&#8217;em i electro-house&#8217;em znanym powszechnie jako french touch.</p>
<p>Te nawyki twórcze i chęć do swatania ze sobą tak pozornie nieoczywistych sposobów grania muzyki. I zaskakiwali nadal, przez kolejne dwa lata ogrywając się nie tylko głównie na australijskiej scenie, ale też przygotowując materiał na album, który później okazał się bardzo trafionym, zwłaszcza na polu momentu wydania tego zbioru piosenek, jak i stylu, jaki grupa na nim prezentuje. Inna sprawa, że wtopił się też bardzo dobrze w święcącą właśnie triumfy klikę australijskich wykonawców. Nie, nie, to wbrew pozorom nie są zarzuty, wszak muzyka broni się sama.</p>
<p>A ta na <strong>Dystopii</strong> pozwala się rozsmakować dogłębnie, zapraszając każdego do tej na poły rozrywkowej, ale na poły bardzo tajemniczej krainy dźwięków, klimatów, bardzo wyrazistych i osobliwych kompozycji, które jednak tworzą bardzo zwartą i jednorodną całość. Za pierwszym razem uderzyło mnie to właśnie, że tak duża część kompozycji, różniących się mędzy sobą przecież wieloma szczegółami, jest bardzo wyraźnie połączona ze sobą, co sprawia wrażenie cyzelowania efektu przez eremitę i tym samym jest to niezbity dowód na bardzo wyczerpującą, ale opłacalną pracę w studio. Ale jednocześnie każda tkanka egzystuje tu bardzo swobodnie, z niechęcią by się wydawało wybijając, bo przyznam, że wybór singla z tego rodzaju płyty musi być decyzją podejmowaną po wielu dysputach. I tak <strong>Into The Galaxy</strong> czy <strong>Ending Of An Era</strong> są bardzo słusznymi wyborami, ale nie gorszym byłby na przykład utwór tytułowy albo Aurora. Z każdego kawałka emanuje tu bardzo dużo matematycznego podejścia do kompozycji, które miejscami ustępuje niezwykle onirycznym bądź odrealnionym momentom. Robi to oczywiście wielokrotnie piorunujące wrażenie (<strong>Tombstone</strong>, <strong>Shadows</strong>). Dlatego tym bardziej cieszy, że ciągle jeszcze istnieją kapele, które w swoim rockowym zacięciu nie muszą zamykać się ani na formę, ani na treść. Tylko jedna rzecz w obliczu tej bardzo dobrej płyty zastanawia. Jak to się stało, że wyszła latem 2007 roku w Australii, po czym ją wznowiono dopiero w kwietniu roku następnego, za to już globalnie. Czyżby taka sama historia jaka stała się udziałem Pablo Honey?</p>
<p>Jeśli tak, to mam nadzieję, że <strong>Midnight Juggernauts</strong> nie cierpią na manię wielkości, potrafią uczyć się na własnych błędach i nie raz jeszcze pokażą pazur, choć przyznam, że mimo ciągłego trzymania kciuków za zespół, te puściły w momencie usłyszenia <strong>This Is New Technology</strong>. Pozostaje mi mieć tylko nadzieję, że utwór pilotażowy nie będzie tu wyjątkowo godnym reprezentantem całego albumu.</p>
<p>2007/8 // Siberia</p>
<p><strong>Ocena: 7,5/10</strong></p>
<p>01. Intro<br />
02. Ending Of An Era<br />
03. Into The Galaxy<br />
04. Shadows<br />
05. Worlds Converged<br />
06. Dystopia<br />
07. Road To Recovery<br />
08. Scorpius<br />
09. Twenty Thousand Leagues<br />
10. Tombstone<br />
11. Nine Lives<br />
12. So Many Frequencies<br />
13. Aurora</p>
<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Felectroclash.pl%2Fplyty%2Fmidnight-juggernauts-dystopia%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:23px"></iframe></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://electroclash.pl/plyty/midnight-juggernauts-dystopia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Modfunk &#8211; Emofunk</title>
		<link>http://electroclash.pl/plyty/modfunk-emofunk/</link>
		<comments>http://electroclash.pl/plyty/modfunk-emofunk/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 08 Feb 2010 11:53:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>phamm</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje płyt]]></category>
		<category><![CDATA[emofunk]]></category>
		<category><![CDATA[modfunk]]></category>
		<category><![CDATA[seek records]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://electroclash.pl/?p=3179</guid>
		<description><![CDATA[Często przychodzi moment, gdy zapoznawanie się z kolejnymi muzycznymi krążkami kojarzone być może jako droga przez mękę. Niezależnie już od trudów, jakim jest zdobycie danego krążka, można rzec, że odsłuchiwanie kolejnych rzeczy sprowadzić można do naprawdę ciężkiej i niepopłatnej pracy, zwłaszcza, gdy, co tu się dużo oszukiwać, mamy do czynienia z kichą. Wprowadzenie nie jest [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Często przychodzi moment, gdy zapoznawanie się z kolejnymi muzycznymi krążkami kojarzone być może jako droga przez mękę. Niezależnie już od trudów, jakim jest zdobycie danego krążka, można rzec, że odsłuchiwanie kolejnych rzeczy sprowadzić można do naprawdę ciężkiej i niepopłatnej pracy, zwłaszcza, gdy, co tu się dużo oszukiwać, mamy do czynienia z kichą. </p>
<p>Wprowadzenie nie jest dezinformujące, odnosi się raczej do stanu faktualnego, ponieważ nawet słuchanie tylko płyt wybitnych może się w pewnym momencie skończyć, jeśli nie na dożywotniej czkawce, to przynajmniej na zagrożeniu wynikającym z nadużywania przycisku „repeat”. </p>
<p>Rodzimy duet Modfunk od dawna uchodził za wielce obiecujący w pewnych kręgach, zwłaszcza w perspektywie „french revivalu”. Udany, pomysłowy i na pewno dość świeży debiut pomógł panom otworzyć kilka furtek, a już pewniejsze – otworzyć w Polsce niektórym ludziom głowy na pewne muzyczne sygnały dochodzące nie tylko z Zachodu, ale też stąd, co dawało wyraźny asumpt do egzystowania bardziej zróżnicowanej sceny klubowej w ojczyźnie, kraju, który nie musi być kojarzony tylko z miejscami, gdzie ludzie są tylko na chwilę, bo klub jest zamykany o północy, gdzie gra się bardzo szybką i agresywną muzykę taneczną, bo trzeba szybko wypić, szybko zapalić, bardzo szybko poderwać roztańczoną w takt 140 BPM istotę. I to, przyznam, chłopcom się chwali. Obiecujące były też zapowiadane kolaboracje na ostatniej płycie. Efekt znamy już od blisko 1,5 roku. Czy zadowalający? </p>
<p>Tak jak karkołomny, bynajmniej dla mnie, był początek, tak pewnie dla zdecydowanej większości tych, którzy rzecz już dość dobrze znają, równie karkołomny jest początek albumu zatytułowanego <strong>Emofunk</strong>. Pierwszy <strong>Cashback</strong> daje już względne pojęcie o tym, czego spodziewać się można dalej i tu niewielu się też pomyliło. Wściekłe nerwowe rytmy, z rzadka tylko występująca melodia godna zapamiętania, nawet wtrącone tu i ówdzie wokale nie zmieniają charakteru całości. Album wyraźnie nastawiony na modny muzyczny nurt, bez fajerwerków, z mnóstwem efekciarskich, bo przecież nie efektownych, zabiegów, produkcja w okolicach studyjnych stwierdzeń: „Zapomniałem wyłączyć maksymalny reverb, gdy wychodziłem na papierosa”. Zatem główną wadą na pewno jest brzmienie, bardzo jednolite, nawet nie pragnące konkurować z „francuskimi kanonami”. Boli bardzo, a podczas niewielu ponad 40 minut słuchania może naprawdę zmęczyć. Kolejnym mocnym zarzutem jest materiał, dla jednych pewnie bardzo spójny, ale w tym przypadku akurat owszem równy, ale poprzeczkę zawieszono raptem na poziomie 1,80 m, a gdzie tam do bicia rekordów Sotomayora. Ubolewania rosną w momencie gdy nieznośne wrażenie rodzimej porażki nie zostaje nagle odmienione przez szumnie rozbuchane kolaboracje z Johnem Webbem (<strong>Rack Bhayo Ni Ho Bro</strong>) czy ze Zdarem z Cassiusa (<strong>Showtime</strong> – choć tu przyznam, da się wyciągnąć jeszcze jakiś hitowy potencjał). Ubolewanie zastąpić może już tylko poodsłuchowy lament, gdy wybrzmiewają ostatnie dźwięki niezbyt udanego remiksu Demona do niezłego przecież <strong>We Got Game</strong>.  </p>
<p>Na taki album nie czekałem, nie liczyłem, a jednak zmuszony wręcz byłem, także dzięki własnemu niedowierzaniu, odsłuchać. Szkoda, że efekt jest dziełem rodzimych artystów, szkoda, że wytworzenie atmosfery oczekiwania, radości, czy ba!, nawet podniecenia zostało tak bezpardonowo zmiażdżone przez mało pocieszające realia. Pozostaje oddać hołd Modfunkowi za ambicje, znajomości z kilkoma ludźmi z szeroko pojętej branży i za nieustające przybliżanie laikom tej strony muzyki klubowej. Reszcie pozostaje współczuć, nie tylko wydanych pieniędzy. </p>
<p>2008 // Seek Records</p>
<p><strong>Ocena: 3/10 </strong></p>
<p>01. Cashback<br />
02. Cut Your Soul<br />
03. Texmex<br />
04. Respef<br />
05. Needles Killer<br />
06. Possibility For Significant Other<br />
07. Rack Bhayo Ni Ho Bro (feat. John Webb)<br />
08. Showtime (feat. Zdar)<br />
09. Love Machine<br />
10. We Got Game (Demon Remix)
<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Felectroclash.pl%2Fplyty%2Fmodfunk-emofunk%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:23px"></iframe></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://electroclash.pl/plyty/modfunk-emofunk/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>The Presets &#8211; Beams</title>
		<link>http://electroclash.pl/plyty/the-presets-beams/</link>
		<comments>http://electroclash.pl/plyty/the-presets-beams/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 05 Feb 2010 20:59:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>phamm</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje płyt]]></category>
		<category><![CDATA[are you the one]]></category>
		<category><![CDATA[beams]]></category>
		<category><![CDATA[down down down]]></category>
		<category><![CDATA[modular recordings]]></category>
		<category><![CDATA[the presets]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://electroclash.pl/?p=3171</guid>
		<description><![CDATA[- Ty, a co to znaczy właściwie „klasyka”? &#8211; spytał się niespełna siedem lat temu Julian Hamilton swojego znajomego, Kima Moyesa. - Wiesz, to pewnie taki rodzaj dzieła, które jest nie tylko z klasą tworzone, ale też z klasą odbierane i poważane. No wiesz, taka rzecz, o której powinno się mówić w nomenklaturze dziecka po [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>- Ty, a co to znaczy właściwie „klasyka”? &#8211; spytał się niespełna siedem lat temu Julian Hamilton swojego znajomego, Kima Moyesa.<br />
- Wiesz, to pewnie taki rodzaj dzieła, które jest nie tylko z klasą tworzone, ale też z klasą odbierane i poważane. No wiesz, taka rzecz, o której powinno się mówić w nomenklaturze dziecka po raz pierwszy w pełni podchodzącego do mszy świętej – odpowiedział mu natenczas, po czym obaj na długie dwa lata zaszyli się w małym australijskim studio, by w pełni oddać się eksplorowaniu swoich napiętych do granic możliwości emocji i przekuć je w możliwie jak najbardziej przejmujący zestaw utworów do zabawy, refleksji, łamania kołem i mycia garów.</p>
<p>I tak możliwie mogła się  zacząć historia związana z tymi dwunastoma wiązkami promieni, które spięte w jeden album emanują do dzisiaj światłem żywym, ciepłym, ale nie oślepiającym. O płycie mówiono już na wielu łamach, a sam duet wyniosła ona do rangi jednych z najznamienitszych gwiazd współczesnej muzyki niezależnej, co drugim albumem już tylko wybitnie udowodnili. </p>
<p>Ale do rzeczy. Siła jaka tkwi w <strong>Apocalypso</strong> nie wzięła się znikąd, charakterystyczne cechy twórczości, budowania napięcia, posępnego, ale nie depresyjnego, klimatu jest tutaj też pod dostatkiem. Dość powiedzieć, że <strong>Beams</strong> wcale następnikowi nie ustępuje. Prowadzi zgrabnie przez dwanaście zaskakująco równych kompozycji (choć są też równiejsze, ale o tym później), droczy się, wodzi za nos, a wszystko z ciągle wyczuwanym przymrużonym okiem. Na uwagę zasługuje wykorzystywanie żywych instrumentów, a można przecież było rzecz stworzyć o wiele taniej. Przykuwa też dramaturgia, brak nadęcia, znikoma ilość ozdobników, które tak często niepotrzebnie słodzą w podobnego typu produkcjach. Wszystko jest powiedziane bezkompromisowo i wprost, choć Julian nie śpiewa tu jeszcze z operową emfazą, a głos wykorzystuje o wiele oszczędniej, raczej nawiązując do tradycji punk/HC, czyli po prostu często wykrzykując dane kwestie (i tu najbardziej wyrazistym przykładem jest <strong>Down, Down, Down</strong>). Ale mimo wszystko ubogo nie jest, magnetyzm niemalże każdego z kawałków tkwi w dużej umiejętności przykuwania uwagi słuchacza metodami jawnie znanymi, ale rzadko wykorzystywanymi, mianowicie – siła tkwi w prostocie. Im prostsza linia melodyczna, im mniej skomplikowany refren, im mniej pustosłowia, a więcej zwrotów łatwo zapamiętywalnych (ale sugestywnych), tym więcej uciechy z samego słuchania. Dowody? <strong>Steamworks</strong>, <strong>Are You The One?</strong>, wspomniane <strong>Down, Down Down</strong>, <strong>Girl And The Sea</strong>, <strong>Kitty In The Middle</strong>, <strong>Girl (You Chew My Mind Up)</strong> – każdy z wymienionych utworów pretendować może do miana singla, hitu, evergreena, jakkolwiek by tego nie nazywać, na pewno wielkiego przeboju. A mimo tego idealnie wpisują się w całość, która wbrew pozorom układa się tu całkiem logicznie, ani razu nie burząc atmosfery całości, a właściwie im dalej w las, tym bardziej ją zagęszczając. </p>
<p>Fanfar, achów i ochów i piań  koguta można się tu było spodziewać, The Presets kilka lat temu stworzyli rzecz doprawdy nieprzeciętną i, co ważniejsze, taką, do której naprawdę chce się czasem, a nawet częściej, wrócić. Dlaczego? Wiemy. Jakim sposobem? Słychać. Ale po co? I tu warto się już oddać tylko słuchaniu, choć na marginesie warto wypomnieć jeszcze doskonalsze Apocalypso. Dzięki temu też liczę, że za kilkanaście lat miano klasyków nie będzie Hamiltonowi i Moyesowi obce.  </p>
<p>2005 // Modular Recordings</p>
<p><strong>Ocena: 9/10 </strong></p>
<p>01. Steamworks<br />
02. Are You The One?<br />
03. Down, Down, Down<br />
04. Girl And The Sea<br />
05. Black Background<br />
06. Worms<br />
07. Kitty In The Middle<br />
08. Hill Stuck<br />
09. Girl (You Chew My Mind Up)<br />
10. I Go Hard, I Go Home<br />
11. Bad Up Your Betterness<br />
12. Beams
<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Felectroclash.pl%2Fplyty%2Fthe-presets-beams%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:23px"></iframe></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://electroclash.pl/plyty/the-presets-beams/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Modeselektor &#8211; Hello Mom!</title>
		<link>http://electroclash.pl/plyty/modeselektor-hello-mom/</link>
		<comments>http://electroclash.pl/plyty/modeselektor-hello-mom/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 30 Jan 2010 13:23:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>phamm</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje płyt]]></category>
		<category><![CDATA[bpitch control]]></category>
		<category><![CDATA[hello mom]]></category>
		<category><![CDATA[modeselektor]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://electroclash.pl/?p=3056</guid>
		<description><![CDATA[Berliński kolektyw jest ujmującym przykładem muzycznej niekonsekwencji. Nie jest to wbrew pozorom zarzut, tylko pochwała w ramach otwartości na kolejne style, trendy i mody. Zaczynając od muzyki stricte bunkrowej początku lat dziewięćdziesiątych, czyli techno i acid, przez hip-hop, glitch, IDM i wiele wiele innych romansów. Po wielu bojach, nie tylko samotnych, ale również z innymi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Berliński kolektyw jest ujmującym przykładem muzycznej niekonsekwencji. Nie jest to wbrew pozorom zarzut, tylko pochwała w ramach otwartości na kolejne style, trendy i mody. Zaczynając od muzyki stricte bunkrowej początku lat dziewięćdziesiątych, czyli techno i acid, przez hip-hop, glitch, IDM i wiele wiele innych romansów. Po wielu bojach, nie tylko samotnych, ale również z innymi najemnikami Niemcom udało się nareszcie 5 lat temu sklecić swojego pierwszego długograja dla BPitch Control, który to label mieli razem z Ellen Allien współtworzyć. </p>
<p>Urzeka nie tylko fikuśna nazwa kolektywu czy pomysłowy tytuł płyty, ale cały koncept, ociekający żartem, ironią i opierający się mimo tych atrybutów głównie na bardzo eklektycznych kompozycjach, które w żadnym wypadku nie stanowią tła do zabawy. One do zabawy wciągają, stając się oczywistymi szpilkami w głowie w czasie akupunktury, za jaką quasi-metaforycznie uznać można zabawę właśnie. Ale do rzeczy. Zaczyna się od <strong>Dancingbox</strong>, bezpardonowego openera, który może zniechęcić bardzo agresywnym tłustym beatem i równie odrzucającym wokalem, piosenka &#8222;prosto w twarz&#8221; i mocno ciążąca na całym początku albumu. Z przykrością przebywa się tak naprawdę cztery pierwsze kawałki, ani Brensort, ani Szary przez chwilę chyba nawet nie wpadli na pomysł lepszego ustalenia początku płyty, bo trzeba mieć w sobie rzeczywiście dużo samozaparcia, by nareszcie znaleźć się w okolicach <strong>Kill Bill Vol. 4</strong>, a później <strong>Ziq Zaq</strong> i całej reszty, która już postanawia zniewolić wytrwałego słuchacza. Dość wspomnieć, że dla mnie idealnym gwoździem programu jest pozornie lekkie i zwiewne <strong>Vote Or Die</strong>. Co takiego w poszczególnych utworach jest ukryte? Właśnie ta specyficzna mieszanka, która brzmi w każdym z kawałków od piątego w dół niczym idealnie poklejony collage, gdzie nie ma miejsca na ubytki. Zmysłowe harmonie, akordy wypływające z synthów miło zderzają się z clickami, IDMem, electro, hip-hopowym podejściem do beatu, kończąc na licznych hołdach składanych elektronicznej tradycji, czyli techno, acid i dubowi. I te wątki ciągle się przewijają: przez snujący się, a współczesnym zapewnie silnie kojarzący się z Flying Lotusem <strong>Fake Emotion</strong> odśpiewany gościnnie przez Paula St. Hillaire&#8217;a z Rhythm &#038; Sound oraz znany już z 12&#8221; z 2002 roku <strong>In Loving Memory</strong>, który idealnie wpasowuje się w klimat poprzedniej piosenki i właściwie już mógłby album wieńczyć, ale&#8230; panowie nie zwalniają przygrzewając jeszcze intensywniej w bardzo melodyjnym i znowu kojarzącym się z instrumentalnym hip-hopem <strong>Hasir</strong> oraz <strong>Silikon</strong>, który ciągle jest najbardziej faworyzowanym trackiem kolektywu przez Thoma Yorke&#8217;a z Radiohead (umieścił go nawet na swojej playliście iTunes). Całość wieńczy zmysłowy, nie tylko pod względem tytułu, <strong>I Love You</strong>. Wielkość berlińczyków od tamtej pory jest już niezbywalnym faktem, co udowodnią już 2 lata później i konsekwentnie w latach następnych.  </p>
<p>Przyczepić mogę się  jedynie do feralnych pierwszych czterech songów i braku mojego faworyta w postaci <strong>Modeselektor&#8217;s Raveanthem</strong> z <strong>Turn Deaf!</strong> z 2004 roku. Poza tym należy się oczywiście pochwała za konsekwencję, uparte dążenie do celu (9 lat czekali na ten album), oczywiście za masę zabawy, jaką przysporzyli tą rzeczą wielu ludziom, za pewną zmianę spojrzenia nie tylko na techno, ale i muzykę spod znaku basów i uk garage, bo pewne zaczątki obecnie nowomodnego stylu słychać tu bardzo wyraźnie. Oczywiście Modeselektor nie byliby sobą, gdyby płycie nie towarzyszyła przemiła oprawa graficzna, już tradycyjnie przygotowana przez ich znajomych z kolektywu Pfadfinderei, która uśmiecha się do nas znaną już w wielu kręgach małpą i przykuwająca uwagę nawet typografią. A finalnie można by rzec po prostu, że to już raczej rzecz klasyczna i&#8230; hmmm&#8230; so, what can I say&#8230; Keep moding! </p>
<p>2005 // BPitch Control</p>
<p><strong>Ocena: 8,5/10</strong></p>
<p>01. Dancingbox<br />
02. Die Clubnummer<br />
03. Tetrispack<br />
04. The Rapanthem<br />
05. Kill Bill Vol. 4<br />
06. Ziq Zaq<br />
07. Vote or Die<br />
08. Earth<br />
09. Fake Emotion<br />
10. In Loving Memory<br />
11. Hasir<br />
12. Silikon<br />
13. I Love You</p>
<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Felectroclash.pl%2Fplyty%2Fmodeselektor-hello-mom%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:23px"></iframe></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://electroclash.pl/plyty/modeselektor-hello-mom/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Miss Kittin</title>
		<link>http://electroclash.pl/sylwetki/miss-kittin/</link>
		<comments>http://electroclash.pl/sylwetki/miss-kittin/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 22 Oct 2009 01:59:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>phamm</dc:creator>
				<category><![CDATA[Sylwetki]]></category>
		<category><![CDATA[felix da housecat]]></category>
		<category><![CDATA[goldenboy]]></category>
		<category><![CDATA[miss kittin]]></category>
		<category><![CDATA[the hacker]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://electroclash.pl/?p=2463</guid>
		<description><![CDATA[„Nazywam się Jurek Kiler i mam wszystko w dupie”. Słowa ze znanego filmowego sequela mołyby ilustrować poczynania Caroline Hervé, urodzonej 1973 roku we francuskim Grenoble didżejce, producentce, kompozytorce i wokalistce. Niby niewielu ludziom trzeba przedstawiać zarys biografii artystki, ale jednak okazuje się, że nie wszystko do dzisiaj bywa tak oczywiste, jakby się to wydawało. Ta [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>„Nazywam się Jurek Kiler i mam wszystko w dupie”. Słowa ze znanego filmowego sequela mołyby ilustrować poczynania Caroline Hervé, urodzonej 1973 roku we francuskim Grenoble didżejce, producentce, kompozytorce i wokalistce. Niby niewielu ludziom trzeba przedstawiać zarys biografii artystki, ale jednak okazuje się, że nie wszystko do dzisiaj bywa tak oczywiste, jakby się to wydawało. </p>
<p>Ta zdolna dziewucha, jako jedna z niewielu nie musi markować swojej biografii za pomocą sztabu marketingowców i PR-owców. Sama doszła do swojej niezagrożonej pozycji. Grenoble przełomu lat 80 i 90 nie było mekką artystów, więc spokojna edukacja kulturalna Karoliny przebiegała bardzo pomyślnie – czerpanie muzycznych inspiracji z katalogu rodziców, szkoła baletowa, nauka gry na pianinie, czy wreszcie studia z zakresu sztuki współczesnej składają się na naukowy dorobek Karoliny. Nie mając jeszcze 20 lat zakochała się w kulturze rave&#8217;ów, które znacznie różniły się od tych dzisiejszych. Atmosfera wolności, miłości do muzyki, szczypta adrenaliny, wszystko to pochłonęło mroczny, wzajemnie się uzupełniający duet idealistów, jakim byli Miss Kittin oraz The Hacker. Muzyka, jak sama zainteresowana nieraz daje do zrozumienia, wolna była wówczas od jakichś większych podziałów &#8211; liczyła się przede wszystkim zabawa, czemu bohaterka hołduje do dzisiaj. </p>
<p>Pochłonięta zatem przez atmosferę nielegalnych imprez, Miss Kittin sama zaczynęła swoją przygodę z miksowaniem ulubionych utworów. Jak widać wychodziło jej to nad wyraz dobrze, bo jej kariera w tym charakterze bardzo szybko wyszła poza rodzimy, wciąż niedoceniający artystki, kraj. Już po dwóch latach mogła się chlubić wyjściem poza granice francuskich klubów i zwiedzianiem nie tylko Europy, ale także Stanów. Zamieszkała w Paryżu, by stamtąd kierować się do najsłynniejszych klubów w tanecznym światku. Korzystała ze swoich wielu doświadzeń, jako kreatorka, artystka wizualna, organizatorka imprez, czy wreszcie jako muzyk, bo i na tym polu postanowiła się sprawdzić, razem z The Hackerem. Pod koniec 1996 roku poznała DJ Hella, który zaoferował duetowi wydanie płyty. Jak się okazało, wynik stał się bardzo brzemienny w skutki. Mniej więcej w tym samym czasie stała się członkinią genewskiego sklepu i kolektywu Mental Groove, a sama Genewa okazała się jej nowym domem. </p>
<p>I tu zaczyna się historia właściwa, znana i cytowana przez wielu zwolenników talentu Kittin. EP z Hackerem, zatytułowana <strong>Champagne</strong> szybko zyskała uznanie, jako nie tylko narodziny nowego gatunku (oczywiście electroclash), ale też jako kompozycje, które wyjątkowo świeżym spojrzeniem na podupadającą scenę tanecznej elektroniki, wpływają na jej odrodzenie. <strong>Frank Sinatra</strong> oraz <strong>1982</strong> rzutem na taśmę trafiły pod strzechy a sami sprawcy zamieszania nie odcięli kuponów od sławy, stając się ludźmi jeszcze bardziej zapracowanymi i zorientowanymi na muzyczną przyszłość. W szaleńczym tempie urosła lista artystów, z którymi Caroline kolaboruje (genialne wykonanie <strong>Madame Hollywood</strong> z Housecatem, czy cover Gainsbourga <strong>Je T&#8217;Aime&#8230; Moi Non Plus</strong> wyprodukowane wespół ze Svenem Väthem). Nie chciała się jednak w tym wszystkim zatracać, oferując już (a może dopiero?) w 2001 roku <strong>First Album</strong> firmowany nazwą Miss Kittin And The Hacker. Oczywiście tenże okazał się wymiernym sukcesem. Bo sama Hervé nie chciała uciekać się do kompromisów, bądź tanich zagrywek marketingowych. Już rok po albumie wydała kolejny, razem z Golden Boyem. Tym razem świat otrzymał równie wyważony i mocny materiał nazwany <strong>Or</strong>. Kolejne albumy z miksami firmowanymi artystyczną ksywką Caroline, też okazały się nie lada dziełami, co tylko napędziło clashową koniunkturę. Sama Kittin nareszcie też stworzyła własny autorski materiał, wydany w 2004 roku i zatytułowany <strong>I Com</strong>. I tu mogą się już zaczynać schody. Płyta jest ciągle utrzymana w typowym, ironicznym stylu, ale już zupełnie inaczej podeszła tu artystka do samej faktury muzycznej, przez co bywała nieraz krytykowana, choć jak sama przyznaje, nie jest to znak błędów i wypaczeń, ale raczej nieumiejętność wyjścia krytyków poza wyidealizowany obraz Francuzki, jaki oni sobie wytworzyli. W tym samym czasie Kittin została rezydentką klubu Cocoon u wspomnianego Vätha. Dość wspomnieć, że dyskografię zamykają kolejny absolutnie solowy <strong>BatBox</strong> oraz <strong>Two</strong> popełniony ponownie z Hackerem. Ten pierwszy niejako dopełniający obrazu artystki bardzo kreatywnej, bezkompromisowej, chłonnej, inteligentnej, zabójczo ironicznej oraz przede wszystkim posiadającej duży zmysł ekonomiczny, czego efektem jest założenie własnego labelu dumnie nazwanego Nobody&#8217;s Bizzness.</p>
<p>Siłą rzeczy staram się wszystkie oczywiste fakty umieścić w telegraficznym skrócie, by zwrócić uwagę nie tylko na fenomen artystki, ale też muzyki, która ją otacza. Początkowo z rzeczy mniej istotnych – Kittin nie musi się otaczać ludźmi, tym bardziej takimi, co niewiele znaczą w muzycznym świecie, albo znaczyć chcą, ale nie wiedzą jak to zrobić. To ludzie pragną być z nią. Ellen Allien, DJ Hell, Väth, Housecat – wszyscy oni z chęcią powołują się na znajomość z Karoliną, mimo że ich CV też jest wypełnione do cna, a sami bywają zwani ojcami, ciotkami, dziadkami muzyki tanecznej. Kittin sympatię do siebie uzyskuje w bardzo prosty sposób, łatwy do zauważenia nie tylko w strukturze celowo niedopracowanych i odartych ze zbędnych ozdobników piosenek. Selekcja to dla Kittin sprawa bezwzględnie podstawowa. I tak jak selekcjonuje kolejne ślady do piosenek, tak samo potrafi zrobić to z poszczególnymi utworami w jej niesamowitych setach didżejskich, które uważam, za jej największe majstersztyki. Bez jej płyt, audycji, nie poznałbym wielu rzeczy, nie starałbym się poskramiać kolejnych, nierzadko ekstremalnych gatunków (kto tak zgrabnie potrafi włączyć do parkietowych killerów Autechre?). Czemu chciałbym tu dać przede wszystkim dowód – że wiara w muzykę nie jest wiarą w gatunek, że Plastikman nie jest smędzeniem i muzyką dla zminimalizowanych nerdów, że nie zawsze musi być ogłuszająco, by było rozrywkowo i tanecznie i wreszcie, że muzyka nie znosi podziałów, czego dowodem jest na przykład fantastycznie wykonany <strong>Bugged Out</strong>, w którym łączy się postrock, brzmienie Warp, detroit techno, komercyjni Chemical Brothers, chillout kończąc na klasycznym electro. Da się? Ależ oczywiście, tylko podążając za myślą Kittin, rzeknę jeszcze raz: „Selekcja to podstawa”.</p>
<p><strong>Wybrana dyskografia</strong>:<br />
LP:<br />
2001 &#8211; MISS KITTIN &#038; THE HACKER: &#8222;First Album&#8221;<br />
2001 &#8211; GOLDEN BOY with MISS KITTIN: &#8222;Or&#8221;<br />
2004 &#8211; MISS KITTIN: &#8222;i.com&#8221;<br />
2006 &#8211; MISS KITTIN: „A BUGGED OUT MIX&#8221;<br />
2008 &#8211; MISS KITTIN: „BatBox&#8221;<br />
2009 &#8211; MISS KITTIN &#038; THE HACKER: „Two&#8221;</p>
<p>Single &#038; EPki:<br />
1998  &#8211; MISS KITTIN &#038; THE HACKER: &#8222;Champagne EP&#8221;<br />
1999 &#8211; MISS KITTIN &#038; THE HACKER: &#8222;Intimités EP&#8221;<br />
2001 &#8211; GOLDEN BOY with MISS KITTIN: &#8222;Rippin Kittin&#8221;<br />
2001 &#8211; SVEN VÄTH feat. MISS KITTIN: &#8222;Je t&#8217;aime&#8230;moi non plus&#8221;<br />
2003 &#8211; CHICKS ON SPEED feat. MISS KITTIN: &#8222;99 Cent&#8221;<br />
2003 &#8211; GOLDEN BOY with MISS KITTIN: &#8222;Autopilot&#8221;<br />
2004 &#8211; MISS KITTIN: &#8222;professional distortion&#8221;<br />
2004 &#8211; MISS KITTIN: „requiem for a hit&#8221;<br />
2005 &#8211; MISS KITTIN: „Mixing Me&#8221; (EP)<br />
2005 &#8211; MISS KITTIN: „happy violentine&#8221;<br />
2007 &#8211; MISS KITTIN &#038; THE HACKER: „HOMETWON EP&#8221;<br />
2007 &#8211; MISS KITTIN: „Kittin is High„<br />
2008 &#8211; MISS KITTIN: „Grace&#8221;<br />
2009 &#8211; MISS KITTIN &#038; THE HACKER: „PPPO&#8221;<br />
2009 &#8211; MISS KITTIN &#038; THE HACKER: „1000 Dreams&#8221;<br />
2009 &#8211; MISS KITTIN &#038; THE HACKER: „Party In My Head&#8221;</p>
<p><strong>Net</strong>:<br />
<a href="http://miskittin.com" target="_blank">misskittin.com</a><br />
<a href="http://myspace.com/misskittin" target="_blank">myspace.com/misskittin</a></p>
<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Felectroclash.pl%2Fsylwetki%2Fmiss-kittin%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:23px"></iframe></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://electroclash.pl/sylwetki/miss-kittin/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Simian Mobile Disco &#8211; Temporary Pleasure</title>
		<link>http://electroclash.pl/plyty/simian-mobile-disco-temporary-pleasure/</link>
		<comments>http://electroclash.pl/plyty/simian-mobile-disco-temporary-pleasure/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 08 Oct 2009 18:18:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>phamm</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje płyt]]></category>
		<category><![CDATA[beth ditto]]></category>
		<category><![CDATA[simian mobile disco]]></category>
		<category><![CDATA[synthesise]]></category>
		<category><![CDATA[temporary pleasure]]></category>
		<category><![CDATA[wichita]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://electroclash.pl/?p=2379</guid>
		<description><![CDATA[Mawia się, że nie ma czegoś takiego jak sztuka kompromisu, z naciskiem na wyraz sztuka. Artystę albo się kocha, albo się go nienawidzi, tę samą zasadę stosuje się zatem do dzieła artysty. Obojętność, z tego wynika, nie może budzić jakichkolwiek odczuć względem dzieła, więc i ocena tegoż bywa podyktowana tylko z osobistego zmagania się z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Mawia się, że nie ma czegoś takiego jak sztuka kompromisu, z naciskiem na wyraz sztuka. Artystę albo się kocha, albo się go nienawidzi, tę samą zasadę stosuje się  zatem do dzieła artysty. Obojętność, z tego wynika, nie może budzić jakichkolwiek odczuć względem dzieła, więc i ocena tegoż bywa podyktowana tylko z osobistego zmagania się z wszelkimi przejawami niepewności.</p>
<p> Skoro ocena ma być tylko wynikiem niepewności, to należałoby skończyć  ten niewdzięczny temat i założyć ponownie słuchawki. Apetyty, jakie towarzyszyły wydaniu najnowszego albumu Brytyjczyków, były spore. Zeszłej jesieni starali się raz po raz zaskoczyć gawiedź wyszukanymi niespodziankami. Ambitny set dla Nike, powalające futurystycznym i nietypowym techno <strong>10000 Horses Can&#8217;t Be Wrong</strong>, czy umilające już tegoroczną wiosnę <strong>Synthesise</strong> z uroczym klipem z punktującymi w oczy widza kropkami. Całość mogła wywierać wrażenie, że ewolucja kolektywu jest faktem niezaprzeczalnym do pewnego momentu. Ów nadszedł wraz z ogłoszeniem tracklisty oraz pierwszego pełnoprawnego singla. Pierwszą rzeczą, która wzbudziła we mnie niepokój, to rodzaj artystów gościnnych. Ich wybór sugerował, że jednak chłopcy nie zapomnieli o starym, dobrym Simianie i po indierockowej linii oporu (czyli jak najbardziej komercyjnej, czyli najmniejszej) postanowili odbudowywać swą pozycję na rynku nowego electro. Efekty tym samym nie były na poziomie nieodżałowanego Hustlera czy It&#8217;s The Beat. Efektem był jedynie oczywisty niesmak. Keating z Yeasayer wraz z mało wyrazistą kompozycją (<strong>Audacity Of Huge</strong>) sprowadził mnie szybko na ziemię, w momencie, gdy jeszcze się ludziłem, że 10000 koni swym galopem powiedzie mnie jeszcze raz tak samo, jak 2 lata temu. Gdy miałem już wątpliwą przyjemność zaznajomienia się w pełni z singlem, czyli również z remiksami, wówczas oprzytomniałem, stwierdzając, że to jeszcze nie koniec świata – honor SMD przywrócili sobie sami w odważnym SMD Space Cave Version. </p>
<p>      Niestety co się odwlecze&#8230; to będziesz zmuszony tego słuchać. Przyznam bez bicia, że dawno nie słyszałem takiego hype&#8217;u, który tak naprawdę nie wywiera na słuchaczu żadnego wrażenia. Bardzo skrótowo, bo jednak wciąż kierowany niesmakiem, wskazałbym faworytów w postaci <strong>Cruel Intentions</strong>, wyśpiewanego przez Beth Ditto, mam nadzieję, że podłamaną nędzą albumową swego macierzystego zespołu, nadto broni się dostępny za darmo dzięki XLR8R remix Jokera. Pozytywnie wybijają się na longplayu wspomniane 10000 Horses Can&#8217;t Be Wrong oraz Synthesise, choć z niewiadomych mi powodów skrócone do granic możliwości, przez co nie zachowano w nich naturalnego napięcia, czego skutkiem jest niewzruszenie słuchacza. O dziwo nie zawiódł Alexis Taylor z Hot Chip, który po solowym koszmarku nadal stara się zarażać lud specyficznym rodzajem wrażliwości w <strong>Bad Blood</strong>, na całe szczęście nadal mu się to udaje przez co uśmiech momentami powraca. Instrumentalny Imbulance też nie razi indolencją twórczą, więc też należy mu się nagroda w postaci wymienienia go tutaj (tak, da się też zauważyć, że instrumentalne momenty to jedyna rzecz, nad którą Simianowi chciało się rzeczywiście popracować). Reszty grzechów nie chcę rozpamiętywać&#8230;</p>
<p> &#8230;choć  z drugiej strony na osobny rozdział zasługują dodawane do albumu dodatki typu de luxé, którymi są odpowiednio 4 utworowa EP, albo dla parkietowych zapaleńców winyl z bardzo udanym remixem Gui Boratto do Bad Blood. EP z kolei to nic innego jak odrzuty z sesji, wszystkie tak samo porywające, bardzo równe, o odpowiedniej długości, ciężarze i prędkości BPM, co mam nadzieję, sprawdza się na bibach, imprezach i gdzie tylko człowiek pragnąłby siłą rzeczy zatańczyć do nowej płyty SMD. Inna sprawa, że nie należy im się już taki splendor, ale bohaterów wybiera publika. Nie chcę wyrokować jakie są tego konsekwencje. </p>
<p>2009 // Wichita</p>
<p><strong>Ocena: 5/10</strong></p>
<p>01. Cream Dream<br />
02. Audacity Of Huge<br />
03. 10000 Horses Can&#8217;t Be Wrong<br />
04. Cruel Intentions<br />
05. Off The Map<br />
06. Synthesise<br />
07. Bad Blood<br />
08. Turn Up The Dial<br />
09. Ambulance<br />
10. Pinball</p>
<div class="js-kit-rating" view="combo" starColor="Emerald" permalink="/plyty/simian-mobile-disco-temporary-pleasure/"></div>
<p><script src="http://js-kit.com/ratings.js"></script>
<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Felectroclash.pl%2Fplyty%2Fsimian-mobile-disco-temporary-pleasure%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:23px"></iframe></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://electroclash.pl/plyty/simian-mobile-disco-temporary-pleasure/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Le le &#8211; Marble</title>
		<link>http://electroclash.pl/plyty/le-le-marble/</link>
		<comments>http://electroclash.pl/plyty/le-le-marble/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 09 Jul 2009 15:17:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>phamm</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje płyt]]></category>
		<category><![CDATA[le le]]></category>
		<category><![CDATA[magnetron music]]></category>
		<category><![CDATA[marble]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://electroclash.pl/?p=1739</guid>
		<description><![CDATA[Oceniając długograja Holendrów zastanawiałem się, czy ktoś z redakcji na głowę nie upadł, ale niech będzie, że wydawnictwo było na poziomie i dość osobliwe w epoce zalewu nazbyt podobnych dźwięków. Tym większe zaskoczenie mnie naszło, gdy niespełna miesiąc temu otrzymałem w prezencie świeżą EP od Niderlandów. Moja konfuzja tłumaczona jest szalenie wysokim poziomem, jakim już [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Oceniając długograja Holendrów zastanawiałem się, czy ktoś z redakcji na głowę nie upadł, ale niech będzie, że wydawnictwo było na poziomie i dość osobliwe w epoce zalewu nazbyt podobnych dźwięków.</p>
<p>Tym większe zaskoczenie mnie naszło, gdy niespełna miesiąc temu otrzymałem w prezencie świeżą EP od Niderlandów. Moja konfuzja tłumaczona jest szalenie wysokim poziomem, jakim już od pierwszych sekund artyści nas bombardują. Nic dodać, nic ująć – przeprosili się z analogami i klasycznymi automatami z Rolanda, porzucili agresywne rapowanki na rzecz bardziej melodyjnej melorecytacji, a nawet śpiewu, dołożyli kilka ładnie zharmonizowanych akordów i tym samym wydali jedną z EP roku w ogóle. Nie żartuję. W tych sześciu kawałkach jest zawarty kawał historii muzyki, nie tylko nastawiony na czyste electro, lecz również czule romansujący z francuskim nu disco (chyba najciekawszy w zestawie <strong>Number 1 Girl</strong>). Nadto więcej twarzowych wypieków się pojawia, kiedy się przysłucha co panowie mają nam do przekazania. Zawsze narzekałem, że niewiele jest dobrych kawałków „o dupach i samochodach”, a tu łatwość z jaką zabawiają nas Le Le jest zadziwiająca. Omawiają fashion w <strong>Douchebag Status</strong>, miłość do muzyki (wspomniany Number 1 Girl), albo siebie w chwytliwym <strong>Discomonster</strong>. Choć nie ukrywam, że warto skwasić na koniec – niestety odstaje <strong>Backstage</strong>. Klawiszowy riff ma nawet tendencje do powodowania agresji, ale zawsze można przełączyć, co jest niewątpliwą zaletą odtwarzaczy. </p>
<p>Nie ma co za długo się rozwlekać, lepiej zamówić rzecz przez ich MySpace (<a href="http://myspace.com/lelemusique" target="_blank">myspace.com/lelemusique</a>) albo iTunesa i zanurzyć się na 20 minut w ekstatyczny taniec.  </p>
<p>2009 // Magnetron Music</p>
<p><strong>Ocena: 8/10</strong></p>
<p>01.Douchebag Status<br />
02.Discomonster<br />
03.Number 1 Girl<br />
04.Dr. Awkward<br />
05.Backstage<br />
06.Luxe Benen</p>
<div class="js-kit-rating" view="combo" starColor="Emerald" permalink="/plyty/le-le-marble/"></div>
<p><script src="http://js-kit.com/ratings.js"></script>
<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Felectroclash.pl%2Fplyty%2Fle-le-marble%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:23px"></iframe></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://electroclash.pl/plyty/le-le-marble/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Hell Cię ubierze</title>
		<link>http://electroclash.pl/newsy/hell-cie-ubierze/</link>
		<comments>http://electroclash.pl/newsy/hell-cie-ubierze/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 08 Jul 2009 16:48:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>phamm</dc:creator>
				<category><![CDATA[Newsy]]></category>
		<category><![CDATA[design]]></category>
		<category><![CDATA[dj hell]]></category>
		<category><![CDATA[fashion]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://electroclash.pl/?p=1720</guid>
		<description><![CDATA[Niezrównany uginacz kolan tym razem przypuszcza szturm na resztę części ciała. Pozazdrościł chyba Hawtinowi nowej profesji i uznał, że jest już na tyle wizjonerski, by projektować bieliznę. Intymne ciuszki pojawią się pod koniec roku i będą sprzedawane w trzech opcjach: czysta ekologiczna bawełna, lekkie oczka bądź koronka. Brzmi to bardzo obiecująco, ba! wręcz kusząco&#8230; W [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Niezrównany uginacz kolan tym razem przypuszcza szturm na resztę części ciała. Pozazdrościł chyba Hawtinowi nowej profesji i uznał, że jest już na tyle wizjonerski, by projektować bieliznę. Intymne ciuszki pojawią się pod koniec roku i będą sprzedawane w trzech opcjach: czysta ekologiczna bawełna, lekkie oczka bądź koronka. Brzmi to bardzo obiecująco, ba! wręcz kusząco&#8230;</p>
<p>W ostatni piątek z kolei Hell poświęcił się i towarzyszył designerom Wendy &amp; Jim w czasie prezentacji ciuchów w Berlinie. Podobny styl ma przyświecać również naszej gwieździe parkietu, więc warto podglądnąć <a href="http://www.wujsympathisant.com/" target="_blank">tutaj</a>.</p>
<p>dla spragnionych piekielnych fantazji serwuję jeszcze przystawkę <a href="http://www.gradientmagazine.com/djhell/" target="_blank">tutaj</a>.
<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Felectroclash.pl%2Fnewsy%2Fhell-cie-ubierze%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:23px"></iframe></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://electroclash.pl/newsy/hell-cie-ubierze/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>WhoMadeWho &#8211; The Plot</title>
		<link>http://electroclash.pl/plyty/whomadewho-the-plot/</link>
		<comments>http://electroclash.pl/plyty/whomadewho-the-plot/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 02 Jul 2009 11:29:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>phamm</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje płyt]]></category>
		<category><![CDATA[gomma]]></category>
		<category><![CDATA[the plot]]></category>
		<category><![CDATA[whomadewho]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://electroclash.pl/?p=1684</guid>
		<description><![CDATA[Kopenhaskie trio, jak już z poprzedniej recki wiemy, postarało się, by kapele indie nie były kojarzone z jednostajnymi przytupajami, różniącymi się jedynie melodią (o ile z tą mamy do czynienia), wokalem (o ile się rzeczywiście różni) oraz produkcją (o ile dany zespół raczył się postarać). Ich momentalnie rozpoznawalny styl gotów jest wciągnąć nawet największego ponuraka. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kopenhaskie trio, jak już z <a href="http://electroclash.pl/plyty/whomadewho-whomadewho/" target="_blank">poprzedniej recki</a> wiemy, postarało się, by kapele indie nie były kojarzone z jednostajnymi przytupajami, różniącymi się jedynie melodią (o ile z tą mamy do czynienia), wokalem (o ile się rzeczywiście różni) oraz produkcją (o ile dany zespół raczył się postarać). Ich momentalnie rozpoznawalny styl gotów jest wciągnąć nawet największego ponuraka. Oczywiście ten stos komplementów mógł się nie sprawdzić. Drugie płyty są przeważnie walką o ligowy byt. A czy im się udało?</p>
<p>Gomma, jeżeli już dorwie kogoś wartościowego, to stara się go pielęgnować niczym jedną z największych pereł. Nie zdziwiło mnie zatem, że rzeczony zespół schował się na dłużej, by w otchłani studyjnych ścian pieścić swe kompozycje niczym wiecznie niezaspokojone dziecko swoją świeżo nabytą maskotkę. Dzieło Duńczyków, zatytułowane <strong>The Plot</strong>, można podziwiać od trzech miesięcy. Czy aby na pewno „podziwiać” jest tu odpowiednim słowem?</p>
<p>Już przy pierwszych dźwiękach okazuje się, że dyskretne i nieznaczne zmienienie struktury kawałków nie przyprawia uszu o uczucie obcowania z czymś tajemniczo znajomym. <strong>TV Friend</strong> uderza już od samego początku czule odsłaniającym świerzbiące nóżki disco, ni stąd, ni zowąd wyrzucając odbiorcę na sam środek pokoju (choćby był najmniejszy i tak się uda), by raz to tańczył, jakby jutro miał się skończyć świat, raz to rytmicznie się bujał, przy okazji z radością nucąc chwytliwe słowa piosenki. Po tym wspaniałym openerze nie pozostaje już zbyt wiele słuchaczowi, jak już tylko oddać się szaleństwu w kawałku tytułowym, w którym nie razi skądinąd sympatyczne zawodzenie w refrenie. Da się usłyszeć, że skrupulatnie dobierali utwory pod nadchodzącą wiosnę i rozpalające lato. Niesamowita nośność i śpiewność dwóch pierwszych tracków każą wyczekiwać niespodziewanego boomu, ewidentnie w tym pozytywnym sensie. A później też dzieje się wiele: generalnie chłopcy nie szczędzili sił, tworząc album, w którym słychać uchybienia i potknięcia (dość wspomnieć studzący moje podniety <strong>Small Town City</strong>), ale jednak dający o wiele więcej w zamian. Mimo jednej ballady rzecz się ma jak debiut Bloc Party, czyli jedna z ciekawszych nowogitarowych pozycji dla rozedrganej młodzieży. Jeśli komuś potrzeba więcej dowodów, to kryje się ich tu bez liku – <strong>This Train</strong>, <strong>Ode To Joy</strong>, <strong>Motown Bizarre</strong> (słyszalny hołd dla wielkiej funkowej wytwórni; to kolejny z przykładów, że na dziadków i pradziadków muzycznych nie można się mimo rozwoju obrażać), <strong>Raveo</strong>, czy zamykający całość niezwykły (ten genialny tytuł!) <strong>Working After Midnight</strong>. Powoli kończąc warto jeszcze przypomnieć, że single też już na szczęście zaczynają żyć swoim życiem – mam tu na myśli rewelacyjne remiksy Hot Chipa do TV Friend oraz Discodeine do The Plot, po prostu sztosy, i zdziwiłbym się wielce, gdyby jakiś liczący się klub nie katował ich co wieczór w okresie letnim.</p>
<p>Wszystko tu jest poukładane, smakowite niczym pierwsze zapoznanie się z krewetkami. Muzycy trzymają rękę na pulsie rozbujanych dziewcząt, pragnąc chyba posunąć te dłonie jeszcze dalej. Liczymy, jak zawsze, że te „dalej” powiedzie nas na jeszcze bardziej osobliwą orbitę. Panowie, oby tak dalej!</p>
<p>2009 // Gomma</p>
<p><strong>Ocena: 7/10</strong></p>
<p>01. Tv Friend<br />
02. The Plot<br />
03. Small Town<br />
04. Trickster<br />
05. Keep Me In My Plane<br />
06. This Train<br />
07. Office Clerks<br />
08. Ode To Joy<br />
09. Motown Bizarre<br />
10. I Lost My Voice<br />
11. Cyborg<br />
12. Raveo<br />
13. Working After Midnight</p>
<div class="js-kit-rating" view="combo" starColor="Emerald" permalink="/plyty/whomadewho-the-plot/"></div>
<p><script src="http://js-kit.com/ratings.js"></script>
<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Felectroclash.pl%2Fplyty%2Fwhomadewho-the-plot%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:23px"></iframe></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://electroclash.pl/plyty/whomadewho-the-plot/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

